czwartek, 16 marca 2017

CHAPTER THIRTEEN: Dance with me tonight



- Czemu studio jest w tym samym budynku co twoja szkoła?
- Nie wiem.
- A czemu parkujesz tak blisko tamtego samochodu? Uszkodzi ci motor drzwiami.
- Nie uszkodzi.
- A wiesz, że jest trzy po ósmej?
- Wiem! Cholera jasna, Mickey, żebym tylko nie żałowała, że cię zabrałam! - Wrzasnęła na cały parking, aż kilka osób się za nią obejrzało.
Harriet miała stresujący dzień. Najpierw zamiast przestawić budzik na drzemkę, całkiem wyłączyła alarm, potem Mickey przez przypadek zrzucił z kuchenki patelnię z jajecznicą, a na koniec utknęli w korku ciągnącym się na ukos przez cały Londyn. Do tego jeszcze dzieciak w kółko zadawał denerwujące pytania i był najwyraźniej wniebowzięty, że nie musiał iść do szkoły. A przecież przed nią był jeszcze cały wspaniały dzień z Harrym...
- Lisa, cześć! - Zatrzymała się raptownie przy kontuarze. Mickey z rozpędu zarył nosem w jej plecy. - Błagam, powiedz mi, że Harry nie przyszedł.
- Harry jest już od jakichś dwudziestu minut. A tak w ogóle, cześć, Rita. Cześć, Mickey. - Odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.
- Szlag by to trafił! - Zaklęła tancerka i ruszyła pędem w stronę windy. - Mickster, ruchy, bo cię uduszę!
Harry zerkał co chwilę na zegarek z miną pełną triumfu. Wreszcie ta idealna, perfekcyjna, dokładna do bólu tancereczka się spóźniła. I koniec z brakiem szczelin w porcelanowym pancerzu. Zakończył prowizoryczną rozgrzewkę i z nudów włączył wieżę. Olly Murs znów ryknął swój hit na całą salę. Styles ustawił się na wprost lustra i spróbował przećwiczyć krok, który mu wczoraj wyszedł z Mattem. Chasse czy inne gówno... Hmm. Jak na jego amatorskie oko, było całkiem nieźle. To teraz American Spin. Jeszcze lepiej. Harry, ty geniuszu, pochwalił się w myślach i spróbował to powtórzyć.
Właśnie na tym przyłapali go Harriet z Mickeyem, kiedy wpadli zziajani do sali. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i przebiegła wzrokiem od próbującego tańczyć chłopaka do odpalonej płyty w radio.
- Co do... - wykrztusiła, oddychając nierówno. Harry odwrócił się do niej i uśmiechnął się złośliwie.
- Proszę, proszę, kto to się zjawił... Cóż to, spóźniamy się na trening? - Rita aż się zatrzęsła ze złości, kiedy usłyszała jego nonszalancki ton.
- Styles, nie przeginaj. - Rzuciła torbę i usiadła, żeby zmienić buty. - Bracie, znasz Harry'ego. Harry, znasz mojego brata. Nie poszedł dziś do szkoły, będzie tu siedział. Mickster, masz nie przeszkadzać.
- A mogę się rozejrzeć po studiu? - Zapytał chłopiec, kiwając się na palcach w przód i w tył.
- Możesz. - Odpowiedziała nieuważnie, wstając na nogi. Podskoczyła w miejscu dopiero, gdy jej brat z głośnym okrzykiem "Iiiihhhaaaa!" trzasnął drzwiami. Jego dudniące kroki słychać było jeszcze dobrą minutę.
Westchnęła ciężko i odwróciła się do Harry'ego. Chłopak przyglądał jej się uważnie z rękami założonymi na piersi i nieodgadnioną miną. Cholera. Trzeba było coś powiedzieć.
- Cześć. - Mruknęła, podchodząc bliżej. Zatrzymała się tuż przed nim i już miała wziąć go za ręce, żeby ułożyć je w ramę, ale on odsunął się o krok.
- Cześć. - Odpowiedział. Rita z trudem powstrzymała się od przekleństwa. Nienawidziła zabawy w kotka i myszkę. Niestety, wiedziała, że po wczorajszym dniu nie będą mogli wrócić do porządku dziennego, tylko powinni sobie parę spraw wyjaśnić. Wzięła głęboki wdech i spróbowała powiedzieć to, co normalnie w życiu nie przeszłoby jej przez gardło.
- Przepraszam. - Wymamrotała. Harry wytrzeszczył na nią oczy. Chyba jednak nie tego się spodziewał. - Wiem, że nie jestem taka jak Matt. Nie umiem wyluzować i może dlatego czasem wychodzi mi wszystko tak sztywno, ale jednocześnie coś tym osiągnęłam. Wiem, że perfekcja to idealna metoda na sukces. Nie odpuszczę ci, ale spróbuję być trochę bardziej... cierpliwa.
- Dwa tysiące dwunasty już był. Dlaczego dziś jest koniec świata? - Zapytał osłupiały Styles. Jasne, liczył na jakiś komentarz co do wczoraj, ale bardziej chodziło mu o jakąś pochwałę, stwierdzenie, że jednak mu wychodził ten jive, a nie od razu przeprosiny. - Najpierw się spóźniasz, potem okazuje się, że przychodzisz z bratem, a na koniec mnie przepraszasz? Kim jesteś i co zrobiłaś z Harriet Holmes?!
- Za tą Harriet powinnam ci przywalić, ale wyjątkowo tego nie zrobię. - Pokręciła głową i lekko się uśmiechnęła. - To co? Zabieramy się za tego jive'a?
- Czekaj, muszę się nad tobą trochę popastwić. - Podreptał za nią do okna i oparł się o ścianę, kiedy rozciągała nogi o parapet. - Czy ja ogłuchłem, czy naprawdę powiedziałaś "przepraszam"?
- Nie powtórzę tego, Styles. - Spuściła głowę, przyciągając ją do wyprostowanego kolana.
- A czy to "przepraszam" odnosiło się tylko do wczoraj, czy do wszystkich twoich chamskich odzywek wobec mnie? - dociekał dalej.
- Za chamskie odzywki to mnie też należą się przeprosiny. - Rzuciła mu stalowe spojrzenie. - Nie jestem jedyną osobą na sali, która uwielbia wyzywać innych.
- Racja, przepraszam. Muszę być kwita. - Chwycił jej dłoń i złożył na niej mokry pocałunek.
- Nie przeginasz, Styles? - Odruchowo wytarła grzbiet dłoni o spodnie.
- Nie przeginam. Wiesz, że Matt stwierdził, że w tańcu powinniśmy być trochę bliżej niż zwykle? Bo w takim oddaleniu nie ma szans na pokazanie tej więzi między nami...
- Znowu zaczynasz mnie wkurzać. - Odsunęła się od parapetu i stanęła na środku parkietu. - Chodź tu i pokaż, co potrafisz.
- A proszę bardzo. - Podszedł do niej szybkim krokiem i włączył od nowa piosenkę. Złapał Ritę za ręce, odliczył na głos kroki i zaczął od chasse. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem...
- Kurde - zatrzymał się w miejscu, kiedy poplątały mu się nogi.
- Czekaj. - Rita położyła mu rękę na ramieniu. - Było prawie dobrze. Zamiast dostawiać nogę, daj krok w tył, będziesz miał lepsze wyjście do kolejnego kroku. I trochę szybciej.
Powoli, kroczek po kroczku, nutka po nutce, udało im się z potknięciami przetańczyć cały układ. Wreszcie zatrzymali się przed samym lustrem i popatrzyli na siebie.
- I co? Jak było? - Zapytał z niecierpliwością Harry. Rita widziała, jak bardzo zależało mu na pochwale, ale jednocześnie nie chciała, żeby zrobił się zbyt pewny siebie. W tańcu trzeba być ciągle skupionym, każdy mięśień powinien być napięty w oczekiwaniu na kolejny ruch. Jedno zachwianie, jedna pomyłka może zepsuć całą choreografię, a za duża pewność siebie może zupełnie zmienić punkt widzenia. Człowiek przestanie zauważać swoje błędy, bo wciąż będzie mu się wydawało, że robi to dobrze.
- Było... nieźle. - Przyznała. - Jak na ciebie całkiem spoko. Tylko musisz w to włożyć więcej pracy, jak zwykle zresztą.
- Więcej pracy? Siedziałem nad tym naprawdę długo! - Zaprotestował Harry. - Pierwszy raz umiałem kroki do układu po dwóch dniach treningu, to mało?
- Za mało. Znasz kroki, ale nie wiesz, jak je połączyć. Słabo czujesz rytm, nie umiesz się dopasować, gubisz dźwięki. To jakbyś śpiewał piosenkę bez odsłuchu na scenie. Melodia swoje, a ty swoje, rozumiesz?
Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem. Chyba pierwszy raz użyła tak obrazowego porównania. Rita sama była zdziwiona tym, co powiedziała. Czy to Matt tak na nich oboje wpłynął? Czy może wreszcie coś zaskoczyło? Jakaś zębatka dopasowała się do całego zestawu i machina mogła ruszyć pełną parą?
- Śpiewasz? - zapytał niespodziewanie. Harriet zmarszczyła brwi.
- Kiedyś coś próbowałam, ale nie wychodziło. Jeszcze w podstawówce.
- Zaśpiewaj coś. - Zażądał chłopak. Rita parsknęła śmiechem.
- Nie ma mowy.
- No weź. Proszę? - Zrobił proszącą minę. Nie było siły, musiała głośno się roześmiać. Nagle umikła. To mogła być całkiem niezła okazja...
- Dobrze. - Odparła z przebiegłą miną. - Zaśpiewam ci coś. Ale mam warunek. Musisz zdobyć cztery dziesiątki.
- Żartujesz sobie? - Wcisnął ręce do kieszeni dresów i roześmiał się nerwowo. - Mam wygrać program?
- Nie program... Ale jakiś odcinek. Cztery dychy od jurorów i na próbie masz darmowy koncert. - Spojrzała na niego wyzywająco. Jeżeli taka motywacja na niego nie podziała, to...
- Zgoda. - Wyciągnął rekę, żeby ją uścisnęła. - Umowa stoi.
- Będzie ciekawie. - Nie mogła powstrzymać się od komentarza. - A teraz wracamy do tańca. Powinniśmy jeszcze wymyślić jakąś historię do...
Urwała, kiedy drzwi otworzyły się gwałtownie. Do sali wszedł Jay, trzymając w mocnym uścisku ramię Mickeya.
- Serio, Styles? Jesteś takim cieniasem, że przysyłasz dzieciaka na przeszpiegi, żeby mi podejrzeć układ? - Jay zatrzymał się przy parze i szarpnął Mickeya. Chłopa zacisnął zęby i przymierzył się do kopnięcia Jaya w nogę. - Daruj sobie, bo nigdy ze mną nie wygrasz.
- Zostaw go! - Rita złapała go za nadgarstek i odciągnęła od brata. - Pogięło cię do reszty?
- A ty co? Nie umiesz sama wymyślić oryginalnej choreografii? Ja pitolę, jesteście siebie warci - zadrwił Jay. Harry nie wytrzymał. Złapał rywala za kołnierz koszulki.
- Ty za to jesteś takim cieniasem, że kiedy wysyłam kogoś na przeszpiegi, to po to, żeby mieć się potem z czego pośmiać. Jeszcze raz dotkniesz brata Rity albo jakoś ją wyzwiesz, to powieszę cię za jaja na żyrandolu nad parkietem i odtańczę pod tobą freestyle'a w finale, zrozumiałeś, gnido? Zniszczyłem cię raz, to zniszczę i drugi.
- Pierdol się - Jay wyrwał się Harry'emu i wyszedł z sali, nie oglądając się za siebie.
- Trenujemy dalej? - Styles odwrócił się do Rity jakby nigdy nic. - Co z tą historią?

<***>

- Pięć, sześć, siedem, osiem! Raz i dwa, trzy i... Kurde, Styles!
- Sorry no! - Harry zatrzymał się i otarł koszulką spocone czoło. - Już mi się wszystko miesza, możemy dokończyć jutro?
- Jutro jest już próba generalna, jak chcesz to zrobić? Ten jeden element mamy do doszlifowania i koniec! Nie moja wina, że ciągle się mylisz w tych wykopach. - Sięgnęła po butelkę wody i napiła się. Była ósma wieczorem, a oni trenowali od ósmej rano. Dwanaście godzin z jedną godzinną przerwą na obiad to była męka.
- Jutro możemy przyjść na siódmą i będzie. - Usiadł na podłodze i rozmasował nogi. Łydki bolały go bardziej niż po joggingu z trenerem.
- Ty? Przyjdziesz na siódmą? A potem do północy w studio? Przecież jutro jest odcinek, nie mogę ryzykować, że wywalisz się przed kamerą!
- Dam radę. - Powtórzył z uporem Harry. - Zdrzemnę się w dzień i będzie. W trasie często tak robiliśmy.
- Jak? - Usiadła obok niego, praktycznie się poddając. Sama też miała dość.
- Spaliśmy po godzinie, dwie. - Wzruszył ramionami. - Czasem miałem dwadzieścia minut drzemki, potem wywiad, sesja, nagranie do programu, wieczorem koncert, a później jazda tourbusem do kolejnego miasta. I tak codziennie. Zwłaszcza w trasach po Europie, bo jak jeździliśmy po świecie, to więcej czasu spędzaliśmy w samolotach i to jednak był inny komfort podróży.
- Dobra - westchnęła dziewczyna. - Jutro na siódmą. Tylko się nie spóźnij.
- Nie martw się, wstanę.
Zaczęli się zbierać do wyjścia. Harriet dziś nie miała motoru, dlatego szybko wysłała smsa Davidowi, żeby po nią przyjechał. Kiedy już mieli wychodzić z sali, drzwi się otworzyły i wpadł przez nie Niall.
- Ludzie! - wysapał z niezłą zadyszką. Harry z zadowoleniem stwierdził, że dzięki tym treningom był jednak w zdecydowanie lepszej formie niż jego przyjaciele. - Nie uwierzycie!
- W co? - spytała zniecierpliwiona Rita. Nienawidziła, kiedy ktoś przeciągał swoją wypowiedź, zamiast powiedzieć wprost, o co mu chodziło.
- Własnie dostałem newsa od managera! Będziemy śpiewać w jednym odcinku!
- Serio? - Harry ożywił się. - Ale jak? Przecież ja tańczę!
- To będzie jakiś ósmy albo siódmy odcinek, mamy śpiewać w drugiej połowie programu, ludzie będą tańczyć do muzyki na żywo. I wy też!
- Ale jak to na żywo? - Zapytała Harriet. - Co wy w ogóle będziecie śpiewać? Z tego co wiem, to wasza muzyka jest trochę... - urwała, zanim powiedziała za dużo.
- No? - Zainteresowali się jednocześnie Harry i Niall.
- Nijaka. - Znalazła łagodne określenie. - Jeśli chodzi o taniec towarzyski! - Dodała szybko. - Nie macie tam chyba żadnego walca ani samby.
- No właśnie chyba mamy, skoro nas wybrali. - Zaprotestował Niall, urażony słowem "nijaka".
- Cóż, nie ja was wybierałam, dlatego powiem wprost. - Rita popatrzyła na nich z politowaniem. - Chcą większego rozgłosu. Dziwne, że tego nie zauważyliście. I pomyśleć, że siedzicie w tej branży dłużej niż ja.
- Rozgłos rozgłosem, ale jakieś piosenki muszą się nadać. - Nialler nie ustępował. - I dlatego tu jestem.
- To znaczy? - spytała zrezygnowana, spoglądając na zegar w telefonie. Miała jeszcze jakieś pięć minut do przyjazdu Davida.
- Przesłuchasz nasze piosenki i ocenisz, co jest czym.
- O nie. Nie, nie, nie, nie mam czasu! - Zawołała ze zgrozą. Przecież to mogło potrwać wieki. - Idź do Ricardo, tego gościa od aranżacji muzycznych. On ci wszystko powie.
- Z nim się spotkamy jutro, ale nie chciałbym wyjść na totalnego głąba, który nie wie, że do jego piosenki można zatańczyć salsę. - Dziewczyna zamknęła oczy i odliczyła w myślach do dziesięciu. Niestety, kiedy otworzyła znowu powieki, ci irytujący ludzie wciąż stali przed nią.
- Horan. - Zaczęła groźnie. - Nie znasz się na tańcu, więc nikt ci nie zarzuci, że jesteś głąbem. A ja nie mam czasu! David zaraz przyjedzie!
- Zaczeka. - Niall pociągnął ją pod lustro i usiadł na podłodze, odpalając przyniesionego tableta. - Siadaj, słuchaj i oceniaj.
- Nie ma mowy!
- A na trening to miałaś czas - odezwał się milczący Harry. Świdrował ją złośliwym spojrzeniem. - Potraktuj to jak... ćwiczenia końcowe. Twój chłopak zaczeka.
Rita zmroziła go wzrokiem i popatrzyła na Horana. Potem na zegarek. Cholera.
- Tylko szybko. - Usiadła obok i ponagliła Nialla wzrokiem. - Dawaj, dawaj, bo serio nie mam czasu!
Chłopak z triumfem w oczach włączył "What Makes You Beautiful". Harry nawet nie zdążył zaśpiewać połowy swojej pierwszej solówki, gdy Harriet przerwała.
- Cha cha. Następna.
- Serio, mamy tu cha chę? - Parsknął niedowierzającym śmiechem Harry.
- Tak, możesz ją zatańczyć na koncercie. - Pokręciła głową z irytacją. - Następna, mówię.
Kilka piosenek z pierwszej płyty zlekceważyła. Ta beznadziejna, do tej nawet tańca nowoczesnego nie da się zatańczyć, to już porażka... "One Thing" uznała za naciąganą cha chę do przeróbki, a "I Want" za pseudo-foxtrota. Reszta do kosza.
- Czekaj! - zatrzymała na moment "Kiss You", kiwając głową w rytm muzyki. Wstała, odrzuciła torbę i uśmiechnęła się pod nosem. - Styles, chodź! Przecież to jive!
Wyciągnęła do niego rękę i ustawiła go na parkiecie. Na jej polecenie Niall włączył piosenkę jeszcze raz i zaczęli układ, bez wstępnej scenki. Wychodziło im już naprawdę dobrze, mogli spokojnie zaprezentować choreografię w programie. Jasne, nie było idealnie, jak spod igły, ale w porównaniu z cha chą z pierwszego odcinka... Cóż, Styles zaczynał chwytać. A taniec do własnej piosenki to zupełnie inna bajka.
- Wow! To na pewno zatańczę na koncercie - roześmiał się, kiedy skończyli układ.
- Pokaż, co masz dalej! - Rita zachęciła Nialla. Odrzuciła "Little Things", ale "Live While We're Young" uznała za materiał na cha chę, a przynajmniej ten fragment, gdzie śpiewane były zwrotki. Na dłużej zatrzymała się przy "Irresistible" i "Moments". Chwilę słuchała z zamkniętymi oczami, a kiedy "Moments" się skończyło, popatrzyła na Stylesa.
- Jeżeli jakimś cudem dotrwasz do tego odcinka z waszym występem, to tańczymy do tego rumbę. To jedyna wasza piosenka, która podoba mi się bez żadnych zastrzeżeń.
- Jak na ciebie to duża pochwała - skomentował Niall i włączył kolejne utwory.
Większość piosenek nie nadawała się do tańca towarzyskiego. Wyjątkami były jeszcze "One Way Or Another" i "Story Of My Life". Ta druga była dobra do aranżacji foxtrota, natomiast ta pierwsza nadawała się od biedy na kolejnego jive'a. Kiedy Rita próbowała namówić Harry'ego na kolejną próbę ich układu, a Niall śmiał się do rozpuku z ich walki na argumenty, drzwi do sali się otworzyły.
- Nie zapomniałaś o czymś? - Rita momentalnie się opamiętała na widok Davida. Zerwała się z miejsca i podbiegła do chłopaka.
- Przepraszam, kochanie! Musiałam jeszcze...
- Widzę, że masz podwózkę, więc nie rozumiem, po co do mnie pisałaś - stwierdził beznamiętnie, ale Harriet wiedziała doskonale, że w środku gotował się ze złości. Ze wszystkich rzeczy na świecie jej chłopak najbardziej nienawidził być ignorowanym. A to jej ostatnio wychodziło perfekcyjnie.
- David, czekaj! - Ale Finnegan odwrócił się na pięcie i wyszedł z sali. Dziewczyna została przed drzwiami, gapiąc się w ścianę. Zagryzła wargi z upokorzenia i próbowała z całych sił powstrzymać się od głośnego krzyku.
- Eee... to może...
- Styles. - Przerwała Niallowi ostrym głosem. - Odwieziesz mnie do domu.
- Jasne - nawet nie myślał, żeby się jej sprzeciwić. Takim tonem mówiła tylko wtedy, gdy była niewyobrażalnie wściekła.
W ciszy przebyli drogę do samochodu, na parkingu pożegnali Nialla i pojechali w stronę domu tancerki. Harry prowadził ostrożnie, zerkając co jakiś czas na swoją partnerkę. Nie odzywała się słowem, patrzyła tylko przed siebie i zaciskała z całej siły wargi. Nie wiedział, czy miała zamiar wybuchnąć krzykiem, czy płaczem.
Dopiero, kiedy zahamował pod jej mieszkaniem, odwróciła się w jego stronę.
- Nie wiem, co sobie wyobrażasz - powiedziała lodowatym tonem. - Ale wiedziałeś, że po tych twoich idiotycznych komentarzach zostanę na sali i odsłucham wasze durne piosenki. Jeżeli myślisz, że w jakiś sposób skłócisz mnie i Davida, to się grubo mylisz. A nawet jeśli ci się to uda, to nigdy w życiu nie spojrzę na ciebie tak jak na niego.
Wysiadła z samochodu, nie dając mu nawet sekundy na odpowiedź i zniknęła w bramie.


________________________________________________________
No, po tym już możecie zacząć nie lubić Davida xD

Okej, kochani, rozdział gotowy, oddaję go w wasze łapki. Kolejny... tradycyjnie proszę o dwa tygodnie na napisanie :) postaram się wyrobić!

Dziękuję za wszystko <3 a teraz lecę uczyć się gastrologii -.-
Roxanne 

piątek, 3 marca 2017

CHAPTER TWELVE: The boys does nothing!



Cieszył się z przejścia do kolejnego odcinka? Kiedy to było? Harry miał wrażenie, że czuł to jakieś miliard lat temu, koło pierwszej epoki lodowcowej, a nie zaledwie wczorajszej nocy. Chyba lepiej było już odpaść z programu...
- Ja tego nie zatańczę - pokręcił po raz kolejny głową. Rita wywróciła oczami.
- Zatańczysz - upierała się, przełączając filmik w internecie na kolejną choreografię.
- Jak niby mam ruszać tak szybko nogami? I to jeszcze w tych butach?! - rzucił wściekłe spojrzenie wystającym z torby butom do tańców latynoamerykańskich.
- Normalnie. A jak nie będzie ci szło, to poleję podłogę wodą i rzucę jakiś kabel pod napięciem. Będziesz skakał jak małpa, którą zresztą przypominasz.
- Nie będę robił z siebie durnia! - zaprotestował, wstając z podłogi. - Ten cholerny program ma poprawić mój wizerunek, a nie mnie ośmieszać!
- Teraz, dokładnie w tej minucie się ośmieszasz. - Harriet też wstała i podeszła do chłopaka.- Jive jest jednym z trudniejszych tańców, ale nie ośmiesza tancerza, jasne? Zajęliśmy czwarte miejsce, przeszliśmy dalej, więc teraz zepnij tyłek i ruszaj w podskokach tańczyć krok podstawowy, bo jak nie, to zrywam umowę i wylatujesz ze swojego tęczowego świata muzyki na różowym jednorożcu, rozumiesz? - Dźgnęła go kilka razy palcem w mostek.
Spodziewała się, że jive będzie jednym z cięższych orzechów do zgryzienia. Z tańców latynoamerykańskich miał najszybsze tempo, a w kwestii trudności biła go na głowę tylko samba, ze względu na częste zmiany rytmu i tempa kroków. Tutaj było w miarę prosto. Taniec-skakaniec, jak to określał żartobliwie Matt, z licznymi wykopami, obrotami, generalnie układ prosto z "Grease" i lat pięćdziesiątych łamane przez sześćdziesiątych. A Rita zdążyła już zaobserwować okiem wieloletniej tancerki, że Harry zdecydowanie lepiej czuł się w tańcach standardowych niż w łacinie. Szybciej się ich uczył, nie miał problemu ze zmiennym tempem, do tego od całej jego sylwetki wyczuwało się coś w stylu tej typowej angielskiej elegancji, co tylko dodawało mu klasy w tańczeniu choćby tamtego quickstepa. Nie miała wątpliwości, że z walcem lub foxtrotem pójdzie mu jeszcze lepiej. Natomiast jeśli chodziło o łacinę, miała jak najgorsze przeczucia.
- Wybierzmy może najpierw piosenkę. - Zaproponowała. - A potem będziemy już ją szlifować. Oczywiście mam kilka pomysłów...
- Jak zwykle... - Mruknął.
- Słucham?
- Nic. - Zmrużyła oczy.
- Jeśli coś ci nie pasuje, to najzdrowiej będzie o tym porozmawiać.
- Serio masz ochotę na kolejną rozmowę, jak denerwuje mnie twój perfekcjonizm i jak bardzo nie chcę tu być? - Fakt, nie chciała kolejnej bezsensownej dyskusji.
- Pierwsza propozycja. - Najrozsądniej było zignorować słowa chłopaka i zająć się tym, co było do zrobienia. Włączyła klasycznego jive'a Beatlesów, czyli "Help", ale zaraz zmieniła piosenkę. - Sorry, to już ktoś zaklepał, Brody mi tak mówił. Chwila... To było to.
- Czy to jakaś aluzja do mnie? - Zapytał Harry z ledwo ukrywaną złością, kiedy usłyszał refren "The Boys Does Nothing". - Że niby nic nie robię?
- Czy wszystko musi się kręcić wokół ciebie? Co ty jesteś, pępek świata, gwiazda w galaktyce? - Zdenerwowała się Rita, po raz kolejny tego dnia. - Nie to nie, po prostu to dobry jive, tyle. Ale jak księciu nie pasuje to proszę. Następna.
"Footloose" też wydało się Stylesowi złą propozycją. Podobnie odrzucił "Crazy Little Thing Called Love", "Rock Around The Clock" i "Crocodile Rock". Z sekundy na sekundę Harriet była coraz bardziej wściekła, bo marnowali cenny czas, który mogliby przeznaczyć na chociaż obmyślenie układu. Zastanawiała się, czy trenowanie Harry'ego nie stało się zajęciem ponad jej siły. Może inna dziewczyna byłaby bardziej chętna. Nigdy się nie poddawała, zawsze brała byka za rogi, ale teraz...
- Czekaj... - Harry zatrzymał jej rękę, kiedy już chciała przełączyć kolejny utwór. - Znam to. To Olly Murs.
- "Dance With Me Tonight" - powiedziała tytuł. W jej głowie zapaliła się mała lampka nadziei.
- Bierzemy to. - Zdecydował Styles, wstając z podłogi. - Znam Olly'ego, lubię tę piosenkę, może nawet dam radę się nie zabić.
- Tak! Dzięki! Boże, nareszcie! - Mało brakowało, a rzuciłaby mu się na szyję z tej radości. Zerwała się z podłogi, wrzuciła pilot do kieszeni i złapała Harry'ego za ramiona.
- Dobra, więc lecimy z sylwetką. Plecy proste, ramiona luźno, kolana też...

<***>

- Zabij mnie. Zabij mnie, zastrzel, a jego poćwiartuj.
- Może najpierw go poćwiartuję, żebys mogła na to popatrzeć przed śmiercią?
- Cokolwiek. Idź stąd, Matt, ja chcę umrzeć. W życiu nie widziałam takiego beztalencia! - Wrzasnęła, odwracając głowę do tego kąta sali, w której siedział Harry.
- W życiu nie widziałem tak beznadziejnego nauczyciela! - Odpłacił jej pięknym za nadobne.
- Pierdol się!
- Dobra, spokojnie - Matt popatrzył na Harry'ego, rozwalonego na podłodze pod oknem, a potem na Ritę, obejmującą ramionami kolana i uderzającą rytmicznie głową w ścianę w kącie za drzwiami. - Jakbym trafił do szkoły specjalnej. Czy to sala dla autystów?
- Matt, drzwi są obok, wyjdź. Albo jego wywal.
- Rozumiem, że Harry nie daje sobie rady z jivem, tak?
- Nie daje rady? Kurwa jego mać, Matt, to jest jakaś porażka. Pierdolony armagedon, cud, że jeszcze nikt nie zginął.
- Zaraz ty zginiesz, bo cię w końcu zamorduję, ty jędzo!
- Spokój, do jasnej ciasnej! Dobra! Ja już wiem, w czym jest problem.
Matt stanął na środku sali i zastanowił się chwilę. Harry potrzebował czegoś innego. Niekoniecznie innej partnerki, ale na pewno innego podejścia do tańca. Matt doskonale znał metody Rity i nie robiły na nim już żadnego wrażenia, ale dalej pamiętał swoje pierwsze treningi w parze z tą dziewczyną. Wkurzała się na niego nawet, jak oddychał za szybko w stosunku do choreografii. Parę ładnych tygodni zajęło im dopasowanie się, a teraz proszę! Byli najlepszymi przyjaciółmi. Najwyższa pora zrobić coś takiego z Harrym, bo w tej chwili Matt szczerze mu współczuł.
- Rita, powiedz mi, skarbie, co jest najważniejsze w jivie? - zapytał dziewczynę. Na moment przestała stukać głową o ścianę i spojrzała na niego.
- Rock i chasse? - spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Nie chodzi mi o krok, tylko o sam sposób tańczenia jive'a.
- No, przecież dynamika ruchu. Bez zwalniania. - Zdziwiła się. Nie miała pojęcia, o co mu chodziło.
- O ja cię pitolę. - Matt nie mógł się powstrzymać od facepalma. - A pamiętasz Ricka Larooneya? Kolesia, który miał z naszą grupą warsztaty z rock'n'rolla?
- No pamiętam. Był świetny.
- Powiedział coś bardzo ważnego. Nie będziesz dobrze tańczyć jive'a, jeżeli nie będziesz się w tym tańcu dobrze bawiła. Sama technika to nie wszystko. Tańczyć trzeba sercem, nie tylko nogami.
- Matt, ja to rozumiem, ale tutaj muszę nauczyć tego pacana krok...
- Tylko nie pacana, małpo!
- Sam widzisz. - Rozłożyła beradnie ręce i zamknęła oczy.
- To raczej ty popatrz. Harry! - Zawołał chłopaka. Styles podniósł się do pozycji siedzącej.
- Co znowu?
- Wstawaj. Ja cię nauczę jive'a. Harriet ma za dużo kamienia w sercu, żeby pokazywać radość z tańca.
- Kiedyś ci coś złamię, Matt.
- Straszysz mnie tym od pierwszych mistrzostw świata, daj sobie spokój. - Machnął na nią ręką. - Chodź tu, Harry. Nie gryzę, zaszczepili mnie. Jej nie, ona ma wściekliznę.
- Zdążyłem zauważyć - Harry wstał z ociąganiem i podszedł do chłopaka.
Jive go wykańczał. Psychicznie i fizycznie. To był dopiero drugi dzień, a on nawet nie był w stanie opanować kroku podstawowego. Muzyka była za szybka, jego nogi za wolne, Rita niemal ciągnęła go po całym parkiecie i w ogóle cholera jasna. Tylko małp z cyrku brakowało do kompletu totalnej żenady. W zasadzie już postanowił odpaść w tym odcinku, bo żeby przejść dalej, musiałby dostać głosy od połowy świata, nie od samych Brytyjczyków.
- Dobra, stary. Zacznijmy od początku. Oglądałeś kiedyś "Grease"?
- I to nie raz.
- Super. To teraz sobie wyobraź, jak tańczyłby Danny Zuko.
- On nie musiał się uczyć idiotycznych choreografii - sceptycznie zauważył Harry. Matt westchnął.
- Jesteście jednakowo upierdliwi. Okej. - Pociągnął chłopaka za ramię i ustawił obok siebie. - Zaczniemy od chasse. Kojarzysz, jak się to tańczy?
- Coś w bok było... - Styles podrapał się po głowie i zerknął na Matta. Tamten od razu się rozpromienił.
- No! To podstawy masz! Dobra. Lewa noga w bok, prawa dostaw, lewa w bok. Teraz na odwrót. Prawa w bok, lewą dostaw, prawa w bok. Jak idziesz w którąś stronę, to staraj się kierować stopy też w tę stronę. Wiesz, tak na ukos. O właśnie. Dobra, teraz z liczeniem. Raz i dwa, trzy i cztery, raz i dwa, trzy i cztery, raz i dwa...
Przećwiczyli krok kilka razy, stopniowo przyspieszając tempo, wreszcie włączyli muzykę. Na początku Harry'emu całkiem nie szło, ale kiedy zgodnie z radami Matta zaczął sobie wyobrażać siebie na parkiecie w ciuchach z lat sześćdziesiątych, z włosami na żelu, tańczącego do Presleya, od razu poczuł prawdziwego jive'a. Nawet nie zauważył, kiedy minęły dwie godziny, a on już umiał mniej więcej zatańczyć wszystkie kroki, które przewidziała w choreografii. Wystarczyło teraz tylko połączyć je w jedność i doszlifować.
- Go Greased Lighting! - wrzasnął na koniec Matt, kończąc śpiewaną przez nich wspólnie piosenkę z musicalu. Przybili sobie piątkę i popatrzyli na Harriet, wciąż siedzącą pod ścianą. Spojrzała na nich i posłała im wymuszony uśmiech.
- Skoro tak dobrze wam idzie, to tańczcie sobie dalej. Ja na dziś skończyłam. - Podniosła się z podłogi i wzięła swoją torbę. - Jutro o ósmej. - I trzasnęła drzwiami.
- O co jej, kurwa, chodziło? - wściekł się Harry. - Nie tańczę, źle, jak tańczę, też źle! Ma okres czy co?
- Nie, stary. - Matt klepnął go pocieszająco po plecach. - Harriet po prostu nienawidzi, gdy ktoś zajmuje jej miejsce i podpieprza jej robotę. Czyli w tej chwili nienawidzi mnie. Do tego jeszcze mi wyszło nauczenie cię jive'a, a ona sobie nie poradziła... Nie martw się. Przejdzie jej za trzy godziny.
Rita tymczasem wypadła z budynku, omijając bez słowa zdziwioną Lisę i dobiegła do swojego motoru. Założyła szybko kask i wyjechała z piskiem opon z parkingu. W drodze przeklinała pod nosem siebie, swoją dumę, Matta, Harry'ego, wszystko. Była dopiero trzecia, co oznaczało, że zmarnowała właśnie co najmniej trzy godziny treningu. Obiecała sobie, że odpracuje to z nadwyżką następnego dnia.
Szybko oceniła sytuację na skrzyżowaniu i skręciła w stronę mniejszej uliczki. W godzinach szczytu ciężko było się dostać gdziekolwiek, a już tym bardziej w okolice bliżej centrum. A dzielnica Marylebone, w której mieszkała, była odrobinę za blisko City jak na tę porę dnia.
Kiedy wreszcie udało jej się dotrzeć do domu, od razu zadzwoniła do Davida. Musiała się komuś wygadać, a Mickey był zdecydowanie za młody na niecenzuralne słowa, których zamierzała użyć w odniesieniu do Stylesa i Matta.
Kręciła się niespokojnie po całym mieszkaniu, a kiedy otworzyły się drzwi, rzuciła się do nich w jednej sekundzie.
- A, to tylko ty - rozczarowała się na widok brata.
- Dzięki, też się spodziewałem Angeliny Jolie. - Odparł z szerokim uśmiechem. - Co zrobiłaś na obiad? Jestem potwornie głodny.
- Cholera, zapomniałam! - Natychmiast pacnęła się po głowie, a chwilę potem zatkała sobie usta. - Nie słyszałeś tego przekleństwa.
- To jeszcze nie było przekleństwo. - Wzruszył beztrosko ramionami. - Żebyś ty wiedziała, jak czasem gada w szkole Eddie... Pokazać?
- Iść myć ręce. - Popchnęła go lekko w stronę łazienki. - Z czym chcesz pizzę?
- Z wszystkim co mają! - Odkrzyknął, pluskając się w umywalce. - Tylko nie z ananasem!
Westchnęła ciężko i zdjęła z tablicy korkowej ulotkę jednej z ich ulubionych pizzerii. Szybko złożyła zamówienie na pizzę-gigant i odłożyła telefon. Mickey usiadł na krześle i zaczął się na nim bujać.
- Haaaars? - przeciągnął imię siostry. Od razu zorientowała się, że coś chciał od niej wyciągnąć.
- Czego chcesz, młody? - Usiadła obok niego i nalała mu szklankę soku.
- Przepisz mnie do innej klasy. - Wypalił nagle. Dziewczyna znieruchomiała.
- A to dlaczego? - Zdumiała się. - Coś się stało? Podpadłeś komuś?
- Przez ten twój program wszyscy się ze mnie śmieją! - Wybuchnął niespodziewanie. - Bo tańczysz z chłopakiem z boysbandu! Boysbandy są do kitu!
- Aha, a gdybym tańczyła z piłkarzem, to by było lepiej? - Oparła brodę na dłoni.
- Zależy z jakiego klubu. Z Arsenalu byś mogła.
- Przykro mi, Mickster, ale to nie ja wybierałam partnera. Boysband nie ma tu nic do rzeczy. Gdybym wybierała, to na pewno nie tańczyłabym z Harrym. - Oznajmiła bratu poważnie. Ooo, gdyby mogła wybierać, tańczyłaby nawet z dziewczyną, byle nie ze Stylesem.
- Czyli tańczysz z nim z przymusu? - Dopytywał się Mickey.
- Trochę.
- Okej, to tak im powiem.
- Nie! - przeraziła się Harriet. - Nie możesz!
- Dlaczego? Przecież to prawda. - Harriet schowała twarz w dłoniach. I jak tu wytłumaczyć dwunastolatkowi, że miała umowę z managerami Stylesa? Że nie mogła odpuścić do siódmego odcinka? Że miała mu pomóc w karierze... Mickey i tak był zbyt ciekawski, i zbyt inteligentny jak na swój wiek. A jeśli się wygada, plotka może się rozejść po całym świecie i nieźle podkopać ich pozycję w programie. W końcu już zaczynali ich lubić.
- To nie jest przymus. To umowa. Za ten program mi płacą. I jemu też. A ja jestem tam, żeby mu pomóc dojść jak najdalej. Jasne?
- Jasne... To co ja mam im powiedzieć? - Spochmurniał.
- Powiedz im, że jak tak zazdroszczą Harry'emu, to niech sami spróbują zatańczyć w telewizji. Ty kiedyś wystąpisz, obiecuję ci to. A oni będą wtedy grzali kanapę przed telewizorem i będą się czerwienić ze wstydu.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Taniec masz we krwi, nie byłbyś moim bratem, gdybyś nie umiał świetnie tańczyć.
- Ale ja nie lubię towarzyskiego.
- Ale kochasz nowoczesny. Kto mnie zawsze ogrywa w Just Dance? - Zaśmiała się i trąciła go w ramię. - Odpuść sobie i się nimi nie przejmuj. To przegrywy.
- Hars... - Już prawie się uśmiechnął, ale coś mu się przypomniało.
- No co?
- Weźmiesz mnie jutro na trening?
- A szkoła? - Westchnęła z ciężkim sercem. Ciężko było zachowywać się jak siostra, mama i przyjaciółka w jednym.
- Odrobię wszystko, na serio! - Zaczął podskakiwać na krześle z niecierpliwością. Rita zagryzła wargi i zastanowiła się chwilę. W sumie... Rok szkolny niedawno się zaczął, a to by była pierwsza nieobecność Mickeya.
- Dobra, pójdziesz... Ale! - Chłopiec rzucił się na nią z uściskami. - Teraz odrobisz wszystko, co ci zadali i dasz się odpytać z angieskiego, jasne?
- Jasne! - Popędził do pokoju i zaraz zawrócił, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. - Pizza!
- Otwórz, zaraz przyjdę! - Odkrzyknęła dziewczyna, wyjmując portfel z torby.
- A, to tylko ty...
- A na kogo czekałeś, mały? - Zaśmiał się David.
- Nie jestem mały! - Harriet weszła na korytarz akurat, gdy naburmuszony Mickey wracał do pokoju.
- Wybacz, kochanie, nie jesteś pizzą. - Zarzuciła Davidowi ręce na szyję i pocałowała go w usta. Uśmiechnął się.
- Chyba już masz lepszy humor. - Zauważył.
- Jakoś mi przeszło, jak Mickey zaczął mówić o szkole... Prawie zapomniałam, na co się wściekałam.
- To dobrze, bo mam już dość słuchania o Harrym. Opowiem ci lepiej, jaką genialną siłownię otworzyli w miejscu tego baru mlecznego obok mojej akademii karate...


_____________________________________________________
Witam was z kolejnym rozdziałem :D ha! Nie spodziewaliście się go tak wcześnie, co robaczki?
Mam full energii, byłam pierwszy raz na siłowni i było tak zarąbiście, że chyba będę chodzić co tydzień xD W piątki siłownia, w soboty szkoła tańca (tak, na taniec towarzyski się zapisałam!), a w ogóle od poniedziałku ćwiczę różne zestawy, więc #fitmarzec na całego :)

Kolejny rozdział może nawet za tydzień... Ale nie, bo będziecie źli, jak nie dodam. Więc za dwa. Może zrobię wam wcześniejszą niespodziankę xD

Dziękuję za komentarze i wyświetlenia! Cieszę się, że mimo tego zastoju, wciąż tu jesteście <3
Roxanne 

czwartek, 23 lutego 2017

CHAPTER ELEVEN: Nah Neh Nah



Rita wyciągnęła ramiona jak najwyżej w górę. Wciąż czuła się nierozciągnięta po tym, jak wczoraj zasnęła na kanapie przy oglądaniu filmu. Mickey już dawno spał, a ona najpierw gadała przez telefon z Davidem, po czym odruchowo włączyła telewizor i znalazła "Dirty Dancing" na jakimś kanale ze starociami. Nie byłaby sobą, gdyby zatrzymała film o tańcu w połowie. Niestety, zmęczenie nie pozwoliło jej dotrwać do końca i zobaczyć po raz setny ulubioną scenę z salsą na konkursie. Spała w jakiejś dziwacznej pozycji, z jedną ręką wykręconą na plecach i nogą na oparciu kanapy. Kiedy zadzwonił jej codzienny budzik, czuła się, jakby przejechał ją walec drogowy. Nawet Harry dostrzegł, jak bardzo była zmęczona i zachowywał się trochę spokojniej niż zwykle. Zdążyli się pokłócić tylko dwa razy, a jak na nich to było naprawdę mało.
- Mam pewien pomysł - odezwała się dziewczyna. - Wiem, że już jutro próby i pojutrze odcinek, ale może by trochę podrasować nasz układ?
- Jak bardzo podrasować? - spytał nieufnie Harry. Poprzednie wieczory przesiedział w internecie, szukając nagrań z różnych występów Rity. Po kilku filmikach domyślał się, że jakiekolwiek podrasowanie układu skończy się z jego strony w najlepszym wypadku urazem kręgosłupa. Razem z Mattem uwielbiali różne akrobacje i byli naprawdę nieźli w tych wszystkich saltach, promenadach i unoszeniach, ale on nie czuł się na siłach, żeby wykonać coś takiego. W ogole wydawało mu się, że nigdy nie będzie na siłach do czegokolwiek w tym rodzaju.
- Nic nadzwyczajnego, po prostu kilka drobnych kroków. Umiesz stepować?
- Stepować? - wytrzeszczył oczy. - Przecież to ma być quickstep.
- Chodzi tylko o kilka kroków. Kojarzysz, czasem są takie występy, jeden tancerz wykonuje kilka kroków, potem jakby przekazuje pałeczkę drugiemu. Moglibyśmy wstawić to na początek, żeby trochę to urozmaicić. Zamiast czystego quickstepa byłoby coś więcej.
- No nie wiem... - Harry'ego nie do końca przekonały wyjaśnienia Rity. Jeszcze nie czuł się pewnie na parkiecie i z każdym nowym krokiem, miał większe wrażenie, że się wywali.
- Z tego, co zdążył wywęszyć Matt, to Moseley i Camilla już wymyślili jakąś historię do swojej choreografii. - Rzuciła niedbale i sięgnęła po pilota do wieży, żeby włączyć ich piosenkę, "Nah Neh Nah" Vaia Con Dios. - I nie tylko oni. Jay McGui...
- Jakie to kroki? - Harry błyskawicznie skończył się rozciągać i stanął naprzeciwko lustra.
Po upokorzeniu w ostatnim odcinku, kiedy zajął prawie ostatnie miejsce... A przynajmniej w jego mniemaniu to było upokorzenie... Po tamtym wieczorze postanowił, że coś takiego się więcej nie powtórzy. Żaden Jay McGuinness ani William Moseley nie będzie miał ciekawszej choreografii.
Do siódmego odcinka oczywiście.

<***>

- Para numer pięć, Harry Styles i Rita Holmes! - konferansjer też stwierdził, że nie ma sensu łamać sobie języka na ich imionach i zaczął stosować skrót Rita. I bardzo dobrze. Dziewczyna nie miała jednak czasu na dłuższe rozmyślania nad swoim imieniem, bo była ich kolej na zaprezentowanie się w kreacjach na wieczór. Wyszła zza kulis i pochylając z wdziękiem głowę, uniosła w górę rękę, ukazując żółtą kreację na jednym czarnym ramiączku z prawej strony, z czarną kokardą w pasie, wspaniale opadającej do kostek i wirującej niemal przy każdym kroku. Zwiewna spódnica idealnie wyglądała na próbie generalnej i Rita miała nadzieję, że naprawdę nic się z nią nie stanie. Zwłaszcza, że Harry omal na nią nie nadepnął przy schodzeniu z parkietu, co było prawdziwym wyczynem, skoro dół sukienki nie wlókł się po podłodze, a odsłaniał całe buty tancerki.
Styles w tym samym momencie pokazał się po drugiej stronie wejścia. Czuł się zadziwiająco dobrze we fraku, chociaż na przymiarkach wprawiły go w rozdrażnienie "ogony" z tyłu marynarki. Jednak po przejrzeniu się w lustrze przed programem stwierdził, że nie było tak źle. Włosy zaczesane miał do tyłu i mocno przylakierowane, buty były wreszcie na normalnym obcasie i cały ubiór sprawiał wrażenie, jakby Styles przeniósł się w czasie z epoki wiktoriańskiej. Założył jedną rękę do tyłu i schylił głowę w starodawnym ukłonie, po czym zaczął schodzić po schodach, jednocześnie wyciągając rękę i wskazując nią na swoją partnerkę. Spotkali się u podstawy schodów, wykonali obrót, który dzięki Ricie mieli już opanowany do perfekcji i zatrzymali się za parą numer cztery na parkiecie.
Prezentacja trwała prawie w nieskończoność, a Harry tylko czekał, aż wrócą za kulisy i będzie mógł usiąść w fotelu, czekając na swoją kolej. Według scenariusza mieli tańczyć jako przedostatni. Reżyser jak zwykle dokonał rotacji par, żeby typowa kolejność nie znudziła widzów.
- Oto wszystkie pary drugiego odcinka "Strictly Come Dancing"! - Ogłosił Bruce Forsyth i zaczął przedstawiać kolejno jurorów. Styles wykorzystał moment, żeby obejrzeć się na widownię. Na miejscach poprzednio zajmowanych przez jego rodzinę i przyjaciół, teraz znajdowali się obcy ludzie. Rodzice musieli wrócić do swoich zajęć w Holmes Chapel, Niall poleciał za zgodą managerów do Irlandii na weekend, ale obiecał, że będzie oglądał całość i wyśle smsa. Kilka siedzeń dalej znajdowali się Liam z Zaynem, ale pod takim kątem nie miał szans ich dostrzec. Louis leczył kaca po wczorajszej imprezie z Andym i Barrym.
- W ubiegłym odcinku zajęli drugie miejsce, a dziś zatańczą dla was jako pierwsi. Już po przerwie! Caroline Flack i Pasha Kovalev! - Zawołała Tess Daly.
- Cięcie! Schodzimy, schodzimy, szybko, macie dziesięć minut! - Asystent reżysera poganiał uczestników programu do przejścia za kulisy. Para numer dziesięć została na parkiecie, przygotowując się do zatańczenia rumby.
- Nareszcie! - westchnął Harry, idąc w kierunku sofy. Zaraz jednak zatrzymał się w pół kroku, kiedy zobaczył siadających na niej Kristinę Rihanoff i Alionę Viliani. - To sobie posiedziałem.
- Z nimi i tak siedzieć nie warto. - Rita wskazała mu głową drugą sofę, bliżej kamery.Zajęli miejsca obok siebie, oglądając całe wypełnione ludźmi pomieszczenie. Dziewczyna wierciła się przez chwilę, dotykając swojej fryzury, wreszcie odwróciła się tyłem do partnera. - Możesz sprawdzić, czy nie wysunęła mi się wsuwka?
- Gdzie? - W plątaninie ciemnych włosów Harriet naprawdę cieżko było wypatrzeć czarną wsuwkę, utrzymującą misterne upięcie.
- Tutaj. - Odparła zniecierpliwiona, wskazując miejsce palcem.
- Wygląda na to, że jest w porządku. - Stwierdził bez przekonania. Rita wywróciła oczami i wstała z sofy.
- Idę do Agnes, żeby mi to ogarnęła. Tylko nie zwiej!
Nawet nie miał takiej możliwości. Gdyby tylko spróbował zwiać, zaraz któryś z miliona asystentów, operatorów kamer, ochroniarzy sprowadziłby go z powrotem. Sięgnął po jedną z butelek wody, żeby się napić, ale kiedy tylko wziął łyka, o mało się nie udławił. Obok niego usiadł Jay McGuinness. Pięknie. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami.
- Interesujące. Dałbym głowę, że nie interesuje cię taniec, a tymczasem spotykam cię w programie. - Styles zakręcił butelkę i postawił ją z trzaskiem na podłodze obok sofy.
- Interesujące. Dałbym głowę, że zniknąłeś całkiem z przemysłu muzycznego, bo to Nathan zrobił karierę w waszym zespole, a tymczasem próbujesz się wybić na tańcu. - Odbił pałeczkę. Był tak wkurzony, że aż zabrakło mu dobrych ripost.
- Uważaj, Styles. - Jay zmrużył oczy. - Może i jesteś dobry w śpiewaniu, ale legenda głosi, że tracisz fanów. Wszyscy już wiedzą, że jesteś tu na pokaz. Twoje pseudoruchy taneczne z teledysków nie przejdą i stracisz wszystko, zanim powiesz "One Direction". A ja coś osiągnę.
- Jeszcze zobaczymy. - Syknął Styles, wstając z sofy i kierując się na tył pomieszczenia. Nie zamierzał dawać byłej gwieździe The Wanted satysfakcji i walić go w mordę na wizji. Naprawdę mało brakowało, żeby stracił cierpliwość, ale Caroline i Pasha wrócili z występu. Włączono kamerę. Uśmiech na twarz, nic nie zaszło.
- Coś straciłam? - Harriet stanęła obok niego. Jej wzrok powędrował na sofę, gdzie siedzieli wcześniej. - Pokłóciliście się przed kamerą?
- Była wyłączona. - Mruknął, zakładając ręce na piersi. Zerknął na dziewczynę. Stała, marszcząc brwi i słuchała wypowiedzi Caroline na temat rumby. Żałowała, że przegapiła taniec, bo liczyła na jakieś ciekawe kroki, które mogłaby wykorzystać podczas kolejnych choreografii. Skupiła się za to na ocenach jurorów. Siódemka od Darcey, szóstka od Lena, Bruno dał pięć i wspomniał coś o kolanach. Chyba nie miała przeprostów, które w rumbie były jeszcze ważniejsze niż w cha chy. Ocenę zamykała szóstka od Craiga. Dwadzieścia cztery punkty. Słabo. W poprzednim odcinku poszło im dużo lepiej.
- Ładnie wyglądasz. - Oznajmił, nie spuszczając z Harriet wzroku. Zajęta czy wolna, wszystko jedno, ale nie mógł zostawić jej bez komplementu. Kolor sukienki pasował do jej karnacji, a drobiny brokatu na włosach jeszcze bardziej rozświetlały jej sylwetkę. Wyglądała jak promyk słońca w swojej kreacji.
- Co? - Odwróciła się. - Co powiedziałeś?
- Że ładnie wyglądasz. - Otworzyła szeroko oczy i uśmiechnęła się krzywo.
- Harry Styles wreszcie dostrzegł we mnie kobietę, nie kata. Dziękuję - zakpiła. Harry przymknął oczy z irytacją. Masz, gościu, za swoją uprzejmość. Dla takiej baby jak Harriet nie warto być dżentelmenem.
- Ależ nie ma za co. - Odparł z wymuszonym uśmiechem i odwrócił się w stronę kamer, żeby obejrzeć quickstepa w wykonaniu Williama Moseleya i Camilli Dalerup.
- Dobrzy są. - Mruknęła Rita, kiedy Will z Camillą wykonali jakieś skomplikowane podnoszenie i płynnie przeszli do kolejnych kroków. Na widowni słychać było oklaski przy kolejnej figurze. Idealny Fishtail, potem Hover Corte i Cross Swivel. Camilla postarała się o układ z górnej półki i udało jej się to. Jedynym powodem do zadowolenia Rity było to, że William nie opanował tak dobrze ruchu swingowego jak Harry. Ruszał się nieźle, ale z mniejszą płynnością, w niektórych momentach wyglądał, jakby chciał się zatrzymać, a przecież układ powinien być ciągły, rytmiczny, jak na pokazie. A co do tych kroków... Też je mieli w swojej choreografii. Pozostało tylko mieć nadzieję, że Harry naprawdę nic nie schrzani... Trzydzieści cztery punkty. Cholera.
- Styles, jeśli nie skopiesz tego układu, to będziesz miał u mnie dług wdzięczności. - Złapała go za ramię i mocno ścisnęła.
- Zaraz mi odetniesz krążenie, kobieto! - Skrzywił się i odczepił jej rękę. - Nie skopię. Przecież podobno umiem to tańczyć.
- Po prostu... zatańcz jak prawdziwy tancerz, który gdzieś tam w tobie może siedzi, jeśli jeszcze go nie odstraszyłeś swoją pokrzywioną sylwetką.


Zeszli ze stopni i ustawili się na parkiecie w wyznaczonych miejscach, Harry po lewej stronie schodów, Harriet po prawej. W tle mogli usłyszeć swoje głosy na filmiku dla widzów. Obwiązywanie piosenkarza taśmą z kijem wywołało śmiech publiczności. Do głosu Rity, odliczającej głośno kroki, dołaczył głos Matta, który wpadł na ich poniedziałkowy trening i spontanicznie zaczął komentować ich występy przed kamerą.
- Rita mu nie odpuści, to mogę wam obiecać. A jeżeli Harry faktycznie zatańczy tak, jak ona go nauczy, to czeka was spora niespodzianka.
Niespodzianka? Harriet miała na to wielką ochotę. Żeby Harold Styles spiął tyłek i pokazał, na co go było stać. Bez udawania, bez gwiazdorzenia, po prostu czysty talent i poczucie rytmu.
Zapadła cisza. Po odczekaniu pięciu sekund Harry zaczął tańczyć. Lewo, prawo, zawiń, i jeszcze dwa, stop. Na parkiecie głośno stukały jego buty, z dodatkowo wzmocnionymi podeszwami. Jak w starym musicalu. Reflektor przeniósł się z niego na Ritę. Odwzorowała jego kroki w dokładnie tym samym rytmie. Zapaliły się światła, orkiestra zaczęła grać piosenkę. Jeszcze trzy stepowane kroki i odwrócili się w swoją stronę. Zaczęli krokiem w prawo osobno, naprzeciwko siebie. Rita obróciła się dwa razy, żeby wylądować idealnie w ramionach Harry'ego i popłynęli z chasse i pivotem. Kiedy przyszła pora na refren, ruszyli szybszym krokiem, niemal biegnąc przez parkiet, krzyżując nogi w kolejnych obrotach i podskokach.
Gdyby ktoś później zapytał Harry'ego, czy nie zapomniał jakiegoś kroku, czy się gdzieś nie pomylił, nie umiałby odpowiedzieć. Muzyka całkiem go poniosła, poddał się piosence i widać było, że sam prowadzi swoją partnerkę zgodnie z rytmem. Pamiętał, kiedy miał zwolnić, kiedy przyspieszyć. Czuł się... dobrze. Pierwszy raz poczuł się dobrze na parkiecie.
Kiedy zakończyli taniec, siadając na schodach parkietu i ucichła muzyka, Liam i Zayn zerwali się ze swoich miejsc, głośno bijąc brawo i wiwatując. Żaden z nich nie pomyślał, że zobaczy Harry'ego w takim wydaniu. Byli zaskoczeni i zachwyceni tańcem. To chyba w tamtym momencie po raz pierwszy pomyśleli, że to może niekoniecznie zakończy się na siódmym odcinku.
- Harry i Rita! Wow! Tańczyliście wspaniale! - Stwierdził Bruce. - Chyba przenieśliśmy się do Blackpool! Darcey, co myślisz?
- Muszę ci pogratulować, Harry, znakomitego wyczucia rytmu. - Uśmiechnęła się była tancerka. - Jasne, widziałam ze dwa zmylone kroki, ale umiałeś z powrotem dopasować się do rytmu. To Rita cię popychała, czy sam tak zareagowałeś?
- Nie mam pojęcia. - Odparł, z trudem ukrywając zadyszkę. Półtorej minuty tańca na pełnych obrotach potrafiło dać wycisk.
- To był Harry. - Rita nachyliła się do mikrofonu. - Udało mu się zrobić to, nad czym nie panował na treningach.
- W takim razie brawo! - Kiedy ucichły kolejne brawa, odezwał się Craig.
- Te dwa potknięcia były naprawdę widoczne, ale rzeczywiście, nie wybiło cię to bardzo z rytmu. Jeszcze jedna uwaga na przyszłość. W standardzie górna część ciała jest całkiem nieruchoma. Zdarzało ci się w kilku miejscach obniżać i podnosić lewą rękę, przez co rama trochę się, mówiąc w cudzysłowiu, chwiała. Ale nie wpłynęło to znacząco na całość występu.
- Dziękujemy wam bardzo za opinię. Zapraszam was teraz do Tess.
Harry i Rita podziękowali jurorom i pobiegli za kulisy.
- Czyli było dobrze? - zapytał niecierpliwie Styles. Wolał upewnić się u Rity, bo zdążył zauważyć, że jurorzy potrafią mówić jedno, a potem pokazać w punktach drugie.
- Raczej dobrze. - Uśmiechnęła się do chłopaka. - Przynajmniej nie zatrzymałeś się w połowie tańca po potknięciu, tak jak na treningach. Nie pomyliłam się.
- W czym? - Dogonił ją przy drzwiach do red room'u.
- W tym, że umiesz tańczyć, ale ci się nie chce wykorzystać swojego potencjału.

<***>

- Uwaga, wchodzimy za pięć, cztery, trzy... - Zabrzmiała wariacja motywu muzycznego "Strictly Come Dancing" i kamera powędrowała w stronę prowadzących.
- Witamy państwa po przerwie! Głosowanie zostało już zamknięte, głosy są podliczone i mamy przed sobą wyniki dzisiejszego odcinka! - oznajmiła Tess.
Harry stał niemal na baczność, patrząc się w stronę publiczności. Na chwilę odwrócił wzrok i pomachał z Ritą do kamery, kiedy wypowiedzieli ich imiona podczas kolejnej prezentacji par. Potem znów wrócił spojrzeniem do przyjaciół. Liam i Zayn rozmawiali z nim na przerwie, a właściwie prześcigali się w pochwałach i komentarzach. Byli niemal pewni, że wygra odcinek. W klasyfikacji ogólnej mieli trzydzieści trzy punkty, co było niemałym szokiem dla Harry'ego. Znaleźli się na czwartym miejscu za Williamem, Pixie Lott i Theo. Tuż za nimi był Jay McGuinness, który też tańczył quickstepa i Harry modlił się w duchu, żeby nie znaleźć się ostatecznie na niższym miejscu niż jego rywal. Wszystko zależało od fanów. Jak zwykle. Od X Factora prawie całe jego życie zależało od fanów.
- Największą liczbę głosów zdobyli... Theo James i Aliona Viliani! - Rita jęknęła w duchu. Dopiero teraz Aliona zacznie się puszyć. Tancerki nie przepadały za sobą od dwóch lat, kiedy spotkały się na turnieju tańca towarzyskiego w Moskwie. Harriet zdobyła tam z Mattem wicemistrzostwo Europy w standardzie i mistrzostwo w łacinie. Aliona była tuż poniżej. Od tamtej pory rywalizacja była widoczna na każdym konkursie. Niemniej jednak dzisiejszy quickstep wyszedł im wspaniale.
- Drugie miejsce osiągnęli... William Moseley i Camilla Dalerup! - To było do przewidzenia. Harry zaczął nerwowo zaciskać pięści. Byle nie spaść niżej, byle nie spaść...
- Układ do kolejnego wystepu mogą już przygotowywać... Frankie Bridge i Matthew Cutler! - Frankie i Matthew przeskoczyli trzy miejsca! Byli poniżej Jaya w klasyfikacji. Dobrze zatańczyli rumbę, ale jurorzy oczywiście musieli się przyczepić do złych ruchów bioder, a teraz dzięki widzom znaleźli się na podium.
- Do kolejnego odcinka przechodzą także... - Tess zawiesiła głos. Rita zacisnęła usta, powtarzając w myślach jak zaklęcie "żeby tylko nie spaść z czwartego miejsca, żeby nie spaść..." - Harry Styles i Rita Holmes!
Dziewczyna pisnęła głośno i rzuciła się Harry'emu na szyję. Objął ją mocno i uniósł do góry. Reflektor nad nimi zgasł. Przeszli dalej.
A Harry był zdumiony, że sprawiło mu to taką radość.
Czyli co teraz? Chyba jive.


________________________________________________________
Sorry za opóźnienia, ale semestr ruszył pełną parą. Już mam prezentację z farmy i błądzę po korytarzach szpitala, szukając właściwego oddziału. "Idzie się jak na gastrologię, tylko w lewo, potem w prawo, w górę i do lawendowego korytarza..." te cudowne instrukcje na grupie... Powinni wymyślić apkę z GPS-em "Znajdź swoje zajęcia!". Zainwestowałabym nawet w płatną wersję, serio.

Kolejny rozdział... nie wiem kiedy. Dajcie mi dwa tygodnie, okej? :)

Dziekuję za wyświetlenia poprzedniego rozdziału. Spada nam liczba komentujących, ale to moja wina, wiem i się kajam -.- zaniedbałam to opowiadanie, zaniedbałam pisanie, ale tak na dłuższą metę się nie da, kolejne rozdziały kotłują mi się w głowie, więc naprawdę najwyższa pora przenieść je na papier. Lub klawiaturę.

Do nastepnego <3
Roxanne

czwartek, 9 lutego 2017

CHAPTER TEN: Poker Face




- Udało ci się, ciołku! - wrzasnął Harry'emu prosto do ucha Louis, rzucając mu się na plecy. Ze wszystkich stron otoczyli go przyjaciele, gratulując mu pierwszego występu w programie.
- Jeszcze tylko jakieś sześć odcinków i będzie zaliczone! - cieszył się Niall, wymachując rękami na wszystkie strony.
- Rita, jesteś mistrzynią, że ci się udało tego dokonać. - Stwierdził Liam, poklepując dziewczynę po plecach. Uniosła brwi.
- Liczyłam na trochę więcej. - Harry wyplątał się z objęć Eleanor i Perrie.
- Jak zwykle. Nie możesz docenić, że przynajmniej przeszliśmy dalej? - Zapytał ze złością.
- Docenię, kiedy przejdziemy do kolejnego odcinka na minimum trzecim miejscu. - Odparła, zakładając ręce na piersi.
- Ty mała, wredna, żałosna dziewczynko, doceń, że w ogóle...
- Ej, ludzie, spokojnie. - Zayn powstrzymał ich od skoczenia sobie do gardeł. - Pobijecie się na treningu, dzieciaki. Tu jest za dużo ludzi.
Harry rozejrzał się dookoła. Stali w tłumie na środku parkietu. Wszyscy pchali się do występujących par, poklepywali pocieszająco po plecach tych, dla których program się już skończył, czyli Willowi Kempowi i Lilli Kopylowej, gratulowali pierwszego miejsca zwycięskiej parze, reżyser i producenci świętowali nakręcenie pierwszego odcinka. Wszystko poszło jak trzeba. Tylko Harry jak zwykle miał się do czego przyczepić.
Nie takiego wyniku się spodziewał. Ale i tak był zadowolony, że przeszedł dalej, bo to oznaczało, że ktoś jednak na niego zagłosował. Małe przesunięcia w tabeli wyników pokazały mu, że naprawdę wszystko może się tu zdarzyć.
- Rita! - Z tłumu wyłoniła się Lisa, dziewczyna, którą Harry kojarzył z recepcji. - Byłaś zabójcza, jak zwykle!
- Dzięki, Lis, ale mogło być lepiej. - Harriet odwzajemniła uścisk koleżanki, ale zaraz coś odwróciło jej uwagę. A raczej ktoś. - David!
- Hars! - Krzyknął wysoki, umięśniony facet i niemal rzucił się na dziewczynę, tratując po drodze Harry'ego. Styles złapał się odruchowo za szturchnięte ramię i już miał się wydrzeć na gościa, kiedy powstrzymał go wyraz twarzy Harriet. Tak szczęśliwej jeszcze jej nie widział.
- Nie mogłam cię złapać na widowni, gdzie siedziałeś? - Zapytała z szerokim uśmiechem, kiedy już skończyli się całować i przytulać.
- Tuż za jury, ten stary mnie zasłaniał. - Objął ją ramieniem, jakby nie chciał dać jej uciec. - To co, idziemy do ciebie?
- W sumie możemy skoczyć do ciebie. U mnie siedzi Mickey z Charlie i Tommy'm. Będzie niezły rozgardiasz.
- Dobra, to lecimy. Chyba że masz coś jeszcze do załatwienia tutaj.
- Nie, chyba nie. - Rita przypomniała sobie nagle o istnieniu swojego tanecznego partnera. - Harry! Jutro trening o ósmej, zaczynamy quickstepa.
- Jasne. - Mruknął zlekceważony chłopak. - Jestem Harry Styles. - Wyciągnął rękę do chłopaka Harriet.
- David Finnegan, cześć. - Facet uścisnął mu rękę, miażdżąc mu przy tym ze trzy palce. Jakby siłą chciał mu udowodnić, kto jest lepszy, kto jest górą. Reszta zespołu też postanowiła się przedstawić.
- Witam, jestem Zayn, a to moja narzeczona, Perrie. Podobno trenujesz karate, Rita coś wspominała.
- Taaa, czarny pas i mistrzostwa Europy parę lat z rzędu. A wy... One Direction, tak? - Pięć osób jednocześnie kiwnęło głowami. - No tak. Sorry, chłopaki, ale nie lubię waszej muzyki.
- O gustach się nie dyskutuje. Jak nie śpiewamy, to podobno jesteśmy całkiem znośni. - Liam wepchnął ręce do kieszeni. Coś mu wybitnie nie pasowało w tym kolesiu. Czy to waląca po oczach pewność siebie, czy przechwałki o zdobytych tytułach w karate, czy coś w wyglądzie i sposobie bycia, tego Liam nie wiedział. Ale coś go drażniło. Jak drzazga, którą pozornie się wyjęło z palca, ale w skórze został jeszcze mały odłamek.
- Dobra, to my już lecimy. Harold, masz się nie spóźnić. - Rzuciła Rita i pożegnała się, zabierając Davida gdzieś za kulisy.

<***>

- Zawsze wiążesz facetów, czy to tylko fetysz na treningach? - Harry starał się stać bez ruchu, kiedy Rita obklejała mu ramiona taśmą, żeby przymocować do nich kij od szczotki. - Wyglądam, jakby ktoś mnie przerobił na stracha na wróble.
- Wierz mi, bez kija też niewiele się różnisz od stracha.
- Uważaj, teraz mam cztery ręce i jest większe ryzyko, że z premedytacją wykłuję ci oczy. - Zagroził Harry, mordując wzrokiem odbicie dziewczyny w lustrze.
- Tańczymy quickstepa. Jak inaczej mam cię nauczyć trzymać ramę? Ledwo przestałeś się garbić.
Czego Harry dowiedział się podczas godzinnego wykładu rozpoczynającego pierwszy trening tańca standardowego? Że to nie są żarty. Że ten taniec to klasa połączona z gracją i zabawą. Zabawą? Ale to przecież miały nie być żarty... Nie, ma siedzieć cicho i słuchać!
Ma zapomnieć o biodrach, przeprostach w kolanach i rytmie latino. Ma zapomnieć, że istnieje coś takiego jak cha cha, a przynajmniej do momentu, kiedy znów będzie musiał ten taniec zatańczyć. Ma zapomnieć o ruszających się rękach. Ma trzymać ramę, jakby tańczył z obrazem, z "Mona Lisą" albo inną "Damą z łasiczką". Rama ma być sztywna, ale na tyle elastyczna, żeby mu nie przeszkadzała w tych wszystkich podskokach.
W sumie, im więcej Harry słyszał, tym bardziej się to wykluczało.
- Nie przeszkadzajcie sobie - usłyszeli głos kamerzysty. Odwrócili się w jego stronę. Jego asystent rozstawiał lampy i zasłonił roletą dwa okna. - Tańczcie, czy co tam macie robić. Potem przeprowadzimy krótki wywiadzik.
Rita wzruszyła ramionami z irytacją i wróciła do oklejania Stylesa. Szarpnęła taśmę i przyklepała końcówkę.
- Jak chcesz sprawdzić moje bicepsy, to nie musisz używać do tego taśmy i kija, starczy poprosić. - Przymknęła na moment powieki i obdarowała partnera morderczym spojrzeniem.
- Ciekawe, jak byś wyglądał z zaklejonymi ustami.
- Równie gorąco jak teraz.
Harriet stwierdziła, że najwyższy czas się poddać. Nigdy nie wygrała ze Stylesem w słownej potyczce, zawsze ostatecznie wyprowadzał ją z równowagi. Podejrzewała, że nauczył się tego od Louisa. Poznała Tomlinsona na tyle, żeby wiedzieć, że on też musiał mieć ostatnie słowo.
- Okej. - Odrzuciła taśmę w kierunku torby. - Quickstep to taniec swingowy. Wiesz, co to znaczy?
- Coś czuję, że zaraz mi powiesz. - Harry zaczął robić dziwne wygibasy, żeby odgarnąć kosmyk włosów z czoła. Nagle zaczęła go swędzieć prawa łopatka, akurat wtedy, kiedy nie miał szans się podrapać.
- Swing oznacza, że rytm przyspiesza i zwalnia, jak huśtawka. Sama nazwa ci tak wskazuje. Dodatkowo ważnym elementem są kicki i podskoki, bo wtedy para wygląda, jakby płynęła nad parkietem, rozumiesz? - Harry z męczeńską miną skinął głową.
- A co z tą ramą? Możemy to najpierw przerobić, żebyś mogła mnie rozwiązać?
- Dobra, zaczniemy w kroku podstawowym. Prawa ręka na mojej łopatce, lewą ręką trzymasz moją prawą. Trzymaj to na wysokości mojej głowy. Lekko odchyl się w tył, ale nie aż tak, jak przy walcu wiedeńskim.
- Nie wiem, jak się odchylać w walcu wiedeńskim, nie doszło do tego etapu. - Mruknął pod nosem, ale posłusznie wykonał polecenie tancerki.
- Dobra! - Wzięła go pod brodę. - Głowa w moim kierunku albo w prawo. Jakbyś patrzył za mnie, czy na pewno tańczymy w dobrą stronę. A krok podstawowy... Lewa noga w przód, prawa w przód, lewa w bok, dostaw. Dwa ostatnie szybciej. Pięć, sześć, siedem, osiem...
Razem ruszyli do tańca. Powtórzyli kilkukrotnie krok w przód, potem kroki w tył, obroty. Wreszcie Rita wysunęła się z objęć chłopaka i obserwowała go z boku, wciąż odliczając kroki. Raz, dwa, trzy, cztery, raz, dwa, trzy, cztery... Była zdumiona. Jasne, to był taniec standardowy i znacznie różnił się od tańczonej wcześniej cha chy, ale jednak... Harry radził sobie bardzo dobrze. Może nie bezbłędnie, bo zdarzało mu się pomylić nogi, ale trzymał postawę, dobrze stawiał stopy i szybko zapamiętywał kolejność kroków. Umiał wykonać akcję swingową, czyli podnoszenie i opadanie w rytmie. Jasne, wymagało to jeszcze technicznej obróbki, ale cóż, Rita miała rację. Harry miał poczucie rytmu. Umiał tańczyć, wystarczyło go tylko nakierować. Oszlifować, żeby z diamentu powstał brylant. I to właśnie było jej zadanie. Wreszcie przerwali. Dziewczyna uniosła brwi i klasnęła kilka razy w dłonie.
- Jak na pierwszy raz z quickstepem, to wyszło ci całkiem nieźle. Zobaczymy, jak pójdzie z muzyką.
- Możesz mnie najpierw rozwiązać? - zapytał bezsilnie i usiadł na podłodze.
- Zaraz znowu zaczniesz się garbić - wzięła się pod boki i pokręciła głową.
- To mnie podrap po plecach. - Jęknął z udawanym płaczem. - I zwiąż mi włosy. I daj wody. Nie widzisz, że umieram?! - Udał, że padł zemdlony na parkiet. Rita naprawdę chciała zachować powagę, ale nie mogła się powstrzymać od parsknięcia śmiechem.
- Dobra, wstawaj! - Wyciągnęła do niego rękę. - Harry łypnął na nią jednym okiem.
- Rozwiążesz?
- Ale jutro zwiążę znowu, jak się będziesz garbił.
- Nie będę, słowo skauta!
- Dobra, rusz się. Czas włączyć muzykę.
- Mamy to! - Zawołał zadowolony kamerzysta. - Harry, chodź jeszcze do wywiadu, z tym kijem będzie to ciekawiej wyglądało.

<***>

- Dzięki, Michelle, sukienka jest wspaniała. - Rita wyszła z przebieralni i oddała krawcowej suknię.
- Tylko ten jeden szew, dwa zapięcia i będzie gotowa. Wpadnij w czwartek na przymiarkę. I powiedz Harry'emu, że jego frak jest dopasowany, trafiłam idealnie z rozmiarem.
- Jasne, jutro mu powiem. Na razie!
Zamknęła za sobą drzwi i pobiegła na parking. Było już ciemno i robiło się coraz zimniej. Ale czego mozna sie spodziewać po wrześniowej pogodzie? Zostały ostatnie dwa tygodnie lata, upały dawno minęły. Harriet zapięła do końca zamek skórzanej kurtki i sięgnęła do swojej sportowej torby po kask, kiedy usłyszała klakson samochodu. Odwróciła się gwałtownie i zaraz się uśmiechnęła. Podeszła do okna pasażera i oparła się łokciami o zsuniętą szybę.
- Miałeś wpaść wieczorem - posłała Davidowi pocałunek.
- Wpadłem. Wsiadaj. - Przechylił się nad siedzeniem pasażera, żeby otworzyć jej drzwi.
- Nie, David. - Pokręciła głową. - Mam tu motor.
- Jutro na nim wrócisz.
- Mam go tu zostawić na noc? Zwariowałeś? - popatrzyła na niego jak na debila.
- Przecież jest ochrona.
- A w domu mam zamknięty garaż, za który płacę. Jedź, spotkamy się na miejscu.
- Widzę, że naprawdę chcesz spędzać ze mną czas. - Skrzywił się i sięgnął ręką do dźwigni zmiany biegów.
- Jezu. Będziesz się obrażał o to, że nie chcę tu zostawić kilkudziesięciu tysięcy? Daj spokój. Jedź do mnie, zaraz tam będę i spędzimy razem wieczór. Mickster czeka, żeby cię ograć w Fifę.
- Okej... No dobra. - David niechętnie się zgodził. - Ale jest warunek. Zero gadania o tańcu.
- Wiem, wiem. Swoją drogą, jak my się dobraliśmy, że ty tak bardzo nie lubisz tańczyć, a ja bez tego nie mogłabym żyć.
- Przeciwieństwa się przyciągają, Hars. Do zobaczenia u ciebie.
Skinęła mu głową i wróciła do swojego motoru. Włożyła kask i odpaliła maszynę. Szybko zjechała z parkingu i włączyła się do ruchu, który znacznie się zmniejszył po popołudniowych korkach.
Nie gadać o tańcu? To było ciężkie do zrobienia. Zwłaszcza, że Styles nabił jej parę siniaków na treningu podczas ćwiczenia kicków i miała ogromną ochotę na niego ponarzekać. Ale może jak David wróci do siebie będzie okazja porzucać w świeżo ściągniętą z neta fotkę Harry'ego nowo kupionymi rzutkami.



____________________________________________________
Przepraszam, że musieliście tyle czekać. Teraz przerwy powinny być krótsze, sesja zdana, czytanie książek już nadrobione (jestem po lekturze "Mistrza i Małgorzaty", "Kodu da Vinci", "Julii", a teraz jestem w trakcie "Wielkiego Gatsby'ego" i czeka jeszcze na mnie "Anna Karenina" i przy dobrych wiatrach "Kwiat pustyni" ^^ jak ja kocham książki)

W następnym rozdziale drugi odcinek programu! Obstawiajcie, które miejsce zajmie nasza ulubiona para numer pięć :D i kto według was, będzie zwycięzcą? Kogo chcielibyście zobaczyć z Kryształową Kulą? Może dzięki komuś z was zmienię zdanie i wygra ktoś inny... bo ja oczywiście mam już swoje typy xD

Dziękuję wam za cierpliwość, komentarze i za wszystko. Love ya <3
Roxanne

niedziela, 25 grudnia 2016

CHAPTER NINE: Are you lonesome tonight...?

Po kliknięciu w linki nie otworzą wam się teledyski - zobaczycie filmiki z różnych krajów, różnych edycji Tańca z Gwiazdami - mała podpowiedź, jak dany taniec powienien wyglądać. Nie zdziwcie się, jeśli zobaczycie tancerzy z "naszej" edycji SCD ;)
Tak będzie przy każdym rozdziale "odcinkowym" :P




Wdech. Wydech. Ostatnie poprawki makijażu. Ostatnie przylakierowanie kosmyków. Ostatnie strzepnięcie drżących dłoni.
- Panie i panowie, witamy w pierwszym odcinku dziesiątej edycji Strictly Come Dancing! - Wykrzyknęli jednocześnie Tess i Bruce, para prowadzących.
Uczestnicy show byli już ustawieni do wyjścia na parkiet. Mieli się za chwilę zaprezentować całej widowni w pełnej gotowości do tańca. Dwanaście zdenerwowanych par, które za chwilę ukryją stres pod pełnym entuzjazmu uśmiechem, wbiegną na scenę i zatańczą układ, który szlifowały od sześciu tygodni.
Rita stała za Matthew Cutlerem, partnerem Frankie. Mieli wchodzić osobno, z lewej strony parkietu tancerze, z prawej gwiazdy. Dziewczyna nie mogła stąd dostrzec kulis po drugiej stronie orkiestry, a za nimi Harry'ego, więc denerwowała się jeszcze bardziej. Jeżeli się spóźni, to urwie mu łeb przy najbliższej okazji. A jeżeli zleci z tych schodów, chociaż ćwiczył idealne zejście od tygodnia, to urwie mu tylko rękę. A z jedną łapą ramy nie utrzyma. Chciała otrzeć czoło z zimnego potu, który ją oblewał, ale powstrzymała się ze względu na makijaż. Potem złapie jakiś puder. Na razie tylko przesunęła dłońmi po sukience, wygładzając frędzle. Miała krótką sukienkę na średnich ramiączkach, w szerokie czarno-złote pasy, całą obszytą cienkimi frędzelkami, które wspaniale wirowały przy każdym ruchu. Kolor sukienki był świetnie dopasowany do jej karnacji. Harry miał być ubrany cały na czarno, w swoich znienawidzonych butach. Rita miała wielką nadzieję, że chłopak nie złamie obcasa, choć byłby to naprawdę wielki wyczyn, nawet jak na niego. Przygryzła usta, żeby lepiej rozprowadzić szminkę. Przynajmniej gładko zaczesane włosy nie przyklejały się jej do błyszczyka.
Kompletnie nie słuchała, co mówili prowadzący, kiedy przedstawiali jury, ale jedną ich kwestię usłyszała, jakby huknęli do mikrofonu tuż obok niej.
- A teraz chwila, na którą wszyscy czekaliśmy! Powitajmy gorąco dwanaście konkursowych par!
O Boże. To już.
Zabrzmiał charakterystyczny jingiel programu, wygrywany w różnych wariacjach przez niezawodną orkiestrę. Spiker zaczął zapowiadać po kolei uczestnikiem.
- Para numer jeden, Jay McGuinnes i jego partnerka, Kristina Rihanoff! - To chyba był ten koleś, którego tak nie lubił Harry.
- Para numer dwa, Alison Hammond i jej partner, Aljaź Skojanec! - Gruba murzynka z szerokim uśmiechem wyskoczyła na schody.
- Para numer trzy, William Moseley i jego partnerka, Camilla Dalerup! - Camilla... Aha, czyli to tego kolesia tak zachwalała. Zobaczymy...
- Para numer cztery, Frankie Bridge i jej partner, Matthew Cutler! - Plecy Matthew zniknęły z jej pola widzenia, za to po drugiej stronie przejścia wreszcie zobaczyła Harry'ego. Uff! Zdążył! Nie spóźnił się!
- Para numer pięć, Harry Styles i jego partnerka, Harriet Holmes! - Uśmiechnęła się szeroko i stanęła na szczycie schodów, wskazując ręką na swojego partnera. On zaprezentował swoje popisowe odgarnięcie włosów, przez które piski w studio przybrały na sile. Chyba jednak trochę fanek mu zostało... Zeszli jednocześnie i złapali się za ręce. Styles obrócił ją tak, że znalazła się po jego drugiej stronie. Ukłonili się w tym samym momencie, zbiegli z kilku stopni na parkiet i ustawili się obok pary numer cztery. Dołączyli do innych par bijących brawo pozostałym.
- Para numer sześć, Pixie Lott i jej partner, Trent Whiddon!
- Widzisz, nie wywaliłem się. - Szepnął jej do ucha Harry, nie przestając klaskać.
- Jeszcze - mruknęła z ciągłym uśmiechem na ustach Rita.
- Para numer siedem, Will Kemp i jego partnerka, Lilia Kopylowa! - Kolejna para ustawiła się w szeregu.
- Para numer osiem, Kaya Scodelario i jej partner, Darren Bennet! - Interesujące. Darren był mężem Lilii. Zabawne, małżeństwo tańczyło w sąsiednich parach.
- Para numer dziewięć, Theo James i jego partnerka, Aliona Viliani! - Faktycznie, Theo James był niczego sobie... Rita jednak nie przyglądała mu się długo, bo jej uwagę przykuła kolejna celebrytka.
- Para numer dziesięć, Caroline Flack i jej partner, Pasha Kovalev!
- To ona? - Miała wrażenie, że klaskanie Harry'ego trochę się jakby sciszyło.
- Tak. - Nawet nie musiała dokładnie określać, o co jej chodziło. Czyli to była dawna dziewczyna... właściwie kochanka, jej tanecznego partnera. Ciekawe. Była od niego chyba dwa razy starsza.
- Para numer jedenaście, Mark Wright i jego partnerka, Karen Hauer! - Kojarzyła Karen z kilku konkursów. Była sympatyczna, nawet można było z nią dłużej porozmawiać bez wyczuwania rywalizacji.
- Para numer dwanaście, Jennifer Gibney i jej partner, Tristan MacManus! - To już była ostatnia para. Kilka sekund stali, dalej przyjmując owacje od widowni, aż orkiestra skończyła grać intro.
- Oto oni, dwanaście par, które w tej edycji walczyć będą o główną nagrodę, czyli Kryształową Kulę! - Kamery zrobiły zbliżenie na ustawioną na postumencie statuetkę. Potem wróciły do prowadzących.
- W dzisiejszym odcinku zobaczymy pary w klasycznym i latynoskim wydaniu, zaprezentują się nam w walcu angielskim i cha chy! - Oznajmiła Tess Daly z szerokim uśmiechem.
- A zaczniemy od pary numer jeden. On to muzyk, były wokalista grupy The Wanted, ona to wielokrotna mistrzyni tańca towarzyskiego. Jay McGuinness i Kristina Rihanoff! - Z początkiem słów Bruce'a kamerzyści przybliżyli parę numer jeden, która radośnie pomachała do obiektywów. Rita miała wrażenie, że Harry dziwnie jęknął, jakby miał zwymiotować.
- Przerwa! Trzy minuty! - Głos reżysera był sciszony, w razie gdyby emisja filmiku nie poszła zgodnie z planem. Kamery wciąż nagrywały, ustawiając się na wprost pary numer jeden. Jay i Kristina zajęli miejsca na środku parkietu, jak to było zaplanowane w ich choreografii.
Tymczasem reszta par przeszła szybko do tak zwanego "red room'u", w którym mieli przebywać podczas pokazów innych. Rita szybko zerknęła w lustro i odetchnęła z ulgą. Nic się nie rozmazało, czoło się nie świeciło. Doskonale.
- Okej, ludzie, kamery wciąż tu są, ale najbardziej skupcie się, kiedy para do nas wróci, jasne? Dwójka może zacząć się ustawiać, kiedy jedynka będzie wracać i tak dalej. - Zakomenderowała jakaś kobieta z ekipy. Tess kiwnęła głową i usiadła wygodnie na jednej z kanap. Na wprost niej znajdowało się kilka telewizorów, pokazujących ujęcia z różnych kamer.
- I jak ci się podoba? - Mruknął Harry, stając obok Harriet. Rzuciła mu szybkie spojrzenie.
- To chyba ciebie powinnam o to zapytać. - Usiadła w fotelu i poklepała jego oparcie. Uniósł brwi jakby niedowierzająco i po chwili usiadł na wskazanym miejscu.
- Nie jestem za blisko w twojej przestrzeni osobistej?
- Naruszyłeś ją już tyle razy, że ten jeden raz nic się nie stanie.
- Zwłaszcza, że lecimy na wizji, gdzie powinniśmy się ładnie uśmiechać i przyjaźnić z całego serca. - Wyszczerzył się, pokazując niemal wszystkie zęby.
- Dokładnie tak, Harry. - Odwzajemniła uśmiech. - To jak ci się podoba?
- Podobnie jak w X Factorze... Chociaż nie. Wydaje mi się, że tu jest większy wyścig szczurów. - Stwierdził sciszonym głosem, obserwując pozostałych. Zatrzymał wzrok na Kai, ubranej w szarą długą suknię i stojącej koło niej Karen, w krótkiej różowej sukienkce, z falbaniastą spódnicą.
- Bo tu nie walczą sami uczestnicy, ale też tancerze. Wygrana to rozgłos, prestiż, no i kasa. - Wzruszyła ramionami, skupiając wzrok na wbiegającej parze numer jeden. Przez grzeczność zaczęli bić im brawo, chociaż nie widzieli nawet sekundy z ich występu. - Co tak właściwie się stało, że go tak nie lubisz?
- Jaya? - Styles zmrużył oczy, lustrując wzrokiem rywala. - Kilka pyskówek w internecie, mała sprzeczka na jednej gali i sam fakt, że nasz zespół wygryzł ich zespół. Wystarczy?
- Chyba... - Podszedł do nich Tristan MacManus i Theo James.
- Cześć, ty jesteś Harry Styles, prawda? - Mężczyźni uścisnęli sobie ręce. - Widziałem kilka twoich koncertów, znajoma jest fanką. - Oznajmił Theo, ściskając też dłoń Harriet.
- Mam dać jej autograf? - Spytał Styles. Aktor popatrzył na niego zmrużonymi oczami i uśmiechnął się krzywo. Nie był pewien, czy Harry mówił poważnie, czy w sposób "kolejna męcząca fanka, którą muszę uszczęśliwić".
- Jeśli chcesz... - Odwrócił się do telewizora, obserwując walca angielskiego w wykonaniu Allison Hammond i Aljaźa Skorjanca. Biała sukienka wyglądałaby ślicznie, ale na szczupłej Murzynce, nie takiej w rozmiarze XXXXL.
- Jak zwykle mieli problem z dopasowaniem mi kołnierzyka. - Wywrócił oczami Tristan, poprawiając uwierający materiał. Był w smokingu, razem z Jennifer Gibney miał tańczyć walca.
- W życiu nie miałem na sobie smokingu. - Oznajmił Theo, przyglądając się tancerzowi.
- Czujesz się jak w garniaku, tylko trochę za długim z tyłu. - Zaśmiał się Tristan. - Nic nadzwyczajnego, pod warunkiem, że kołnierzyk i buty cię nie cisną, a tak się zdarza bardzo często.
- Chciałbym kiedyś zagrać w filmie historycznym, może wtedy miałbym okazję na założenie fraza albo smokingu.
- W "Niezgodnej" raczej ci się to nie uda. - Stwierdził Tristan.
- Zrobili przerwę reklamową. Mamy pięć minut wolnego. - Zauważyła Harriet. - Może zdążyłabym skoczyć na widownię.
- Po co? - Harry nie mógł się powstrzymać od pytania.
- David jest w drugim rzędzie. - Wyjaśniła nieuważnie, obserwując obraz z kamer. Jury śmiało się z czegoś, a Bruce poddawał się zabiegom makijażystki. Ludzie na widowni rozmawiali z ożywieniem, ale Rita nie mogła dostrzec swojego chłopaka. Wcześniej chyba jej mignęła jego twarz, ale teraz...
- Chcesz mnie tu zostawić? - Styles udał przerażenie. Rita oderwała wzrok od ekranu i wymownie popukała się w czoło.
- Co ty, dziecko jesteś? Zaraz bym wróciła. Nikt cię tu nie zje... - Urwała, bo twarz jej partnera stężała w dziwnym grymasie. Podążyła za jego wzrokiem.
- Nie byłbym tego taki pewien... - Usłyszała jeszcze jego szept i w tej samej chwili dostrzegła zbliżającego się wroga. Wróg jeszcze jej nie widział, więc wstała, wygładziła sukienkę i przywołała na twarz promienny uśmiech.
- Pomogę ci. - Powiedziała cicho, ignorując zdumione spojrzenie Stylesa. Za chwilę dodała normalnym głosem - I jak robisz ten obrót, to możesz mnie złapać bardziej za nadgarstek.
- Ten po New Yorku? - Załapał od razu. Chwycił ją za rękę. - O tak?
- Nie, ciut wyżej. - Przesunęła jego palce o centymetr. - Widzisz? Nie puścisz mojej ręki przez przypadek, jak na próbie.
- Szkoda, że tego wcześniej nie przećwiczyliśmy...
- Czeeeeść, Harry! - Wróg stanął przed nimi. Otoczyła ich mocna woń perfum. Styles zaraz został porwany do uścisku. Zza pleców wroga Rita pokazała chłopakowi, że ma ochotę zwymiotować, na co on prawie wybuchnął śmiechem.
- Cześć, Caroline. - Odpowiedział z ciężkim westchnieniem i odsunął ją od siebie. Kobieta miała na sobie wspaniałą bladoniebieską suknię z dwuwarstwową spódnicą i białym plecionym wzorem na górze. Uśmiechała się szeroko, przez co Harriet miała wrażenie, że pęka jej naciągnięta twarz. Cóż, najwidoczniej ta celebrytka miała wrażenie, że najwyższa pora wypełnić zmarszczki botoksem.
- Co słychać? Tak dawno się nie widzieliśmy! Musimy się kiedyś spotkać i pogadać. - Oznajmiła Caroline, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Wiesz co, niezbyt mam teraz czas. - Strącił jej dłoń bez większej delikatności i przysunął się do Rity. - Może po programie.
- Jasne, zaczekam na ciebie przy wyjściu. - Harriet musiała z całej siły zacisnąć wargi, żeby nie zacząć się śmiać.
- Miałem na myśli, po całym programie. Po wygranej w programie. Zrozumiałaś?
- Och - najwyraźniej przekaz wreszcie do niej dotarł. - Jasne. Och. Czyli zamierzasz wygrać?
- Byłoby fajnie, nie uważasz? - Rita oparła się łokciem na ramieniu partnera, jak w ich filmiku na wejście. Caroline zlustrowała ją wzrokiem i uśmiechnęła się sztucznie.
- Pewnie tak. - Odwróciła się na dźwięk jingla programu. - Muszę już iść. - Poszła w stronę swojego partnera.
- Zamierzasz wygrać? - Harriet z kpiącą miną popatrzyła na Stylesa. Wywrócił oczami i usiadł na jej poprzednim miejscu.
- Doskonale wiesz, że nie. Ale dzięki, że mi pomogłaś. Prawie uwierzyłem, że się kumplujemy.
- Aktorstwo to część występów tanecznych, może się do tego przyzwyczaisz. Tak nawiasem, czy ona nie ma męża? - Wyciągnęła ramiona w tył, żeby się rozciągnąć. Teraz cha chę tańczyli William i Camilla, po nich tylko walc Frankie i Matthew, a później... Para numer pięć.

Harry już miał przeczesać palcami włosy, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Fryzura była idealna i nie powinien jej psuć byle muśnięciem. Spojrzał na stojącą obok Harriet. Była skupiona, uważnie wsłuchiwała się w rozmowę Tess z parą numer cztery. Za chwilę ich kolej. Wyjrzał ostrożnie na scenę,  żeby odszukać na widowni przyjaciół. Byli tam. Wyraźnie widział Liama, Louisa, nachylającego się do Eleanor i Zayna, oglądającego relację zza kulis na ekranie. Niall rozmawiał z jego mamą. Wierzyli w niego. Mieli nadzieję,  że ten taniec mu w czymś pomoże.  A na razie pomógł mu się dowiedzieć,  że ból można odczuwać w milionie części ciała,  o których nie miał pojęcia,  że istnieją.
- Gotowy? - usłyszał głos Rity. W tle Tess podawała numery telefonów do głosowania na Frankie i Matthew.
- Nie - mruknął pod nosem. Nie chciał, żeby ta chwila nadeszła. Gdyby nie pomysły managementu, siedziałby w domu, pił piwo, ewentualnie zabawiał się z kolejną dziewczyną i nawet nie miałby pojęcia o istnieniu programu jak Strictly Come Dancing.
- Kamera jedzie, uważaj! - syknęła Rita. Niemal jednocześnie przybrali radosny wyraz twarzy i zaczęli machać do obiektywu, udając że się rozgrzewają.
- Nienawidzę tego programu - wycedził przez zęby, nie przestając się uśmiechać.
- Mów głośniej, kamera cię nie słyszy. - Odparowała dziewczyna.
- A teraz przed państwem para numer pięć, Harry Styles i Harriet Holmes!
W tle puścili filmik, który oboje zatwierdzili bez żadnych poprawek.  W końcu mieli udawać super zespół, czyż nie?
Ustawili się na parkiecie i po chwili ruszyli zgodnie z muzyką. Rita zakręciła biodrami i wykonała pierwsze kroki. Harry na razie za nią nadążał. Nie potknął się ani nie zachwiał. Nawet udało mu się dobrze wyprostować nogi w kolanach podczas lockstepu. Harriet jednak nie chciała stracić czujności. W końcu w razie jakiejkolwiek pomyłki to ona musiała ratować sytuację.
A jednak te półtorej minuty minęło bez większych tragedii. Dopiero w przedostatnim kroku Styles zadreptał w miejscu, gubią kroki, ale odzyskał równowagę na tyle, żeby wykończyć ostatnie ruchy i przytrzymać Ritę w efektownej pozie. Nie potrafił ukryć ulgi, kiedy wreszcie mógł puścić dziewczynę i ukłonić się publiczności. Tuż przed nim chłopaki zerwali się na równe nogi, bijąc mu brawo. Chyba podobnie jak Rita nie wierzyli, że to mogło się udać.
- Harry i Harriet! Chyba będzie mi się plątał język, kiedy będę was zapowiadał. - Zażartował Bruce, gdy do niego podeszli i ustawili się przed jury.
- Możesz na mnie mówić Rita - podpowiedziała mu z uśmiechem dziewczyna.
- Umowa stoi! Len, co sądzisz o pierwszym tańcu tej pary? - zapytał jednego z jurorów, Lena Goodmana, dawnego tancerza i uczestnika turniejów w Blackpool.
- Harry, nie tańczyłeś wcześniej, prawda? - Chłopak zaprzeczył ruchem głowy. - Masz dobre poczucie rytmu i czujesz muzykę całym swoim ciałem.  To widać, nie mogłeś powstrzymać się od ruszania głową w trakcie piosenki.  Pewnie robisz to nieświadomie, ale pamiętaj, że w klasycznych tańcach to nie przejdzie. - Zaśmiał się. - Poza niewielkim potknięciem pod koniec, nie zauważyłem większych błędów.
- Bruno, a ty co sądzisz? - prowadzący zwrócił się do Bruna Tonioli, włoskiego tancerza i choreografa.
- Przede wszystkim jestem twoim wielkim fanem... - Harry nie mógł powstrzymać śmiechu. Czyli tego sędziego już miał po swojej stronie. - A jeśli chodzi o taniec, to zwróciłem jeszcze uwagę na nogi. Były momenty, w których miałeś ugięte kolana. W cha chy większość kroków wykańcza się z wyprostowanymi nogami,  żeby uwydatnić między innymi ruchy bioder. Łatwiej jest wtedy złapać rytm i poczuć ten kubański klimat. A bioderka mają być prezentowane nie tylko przez tancerki. Rita, popracuj nad tym z Harrym zanim dojdziecie do salsy.
- Popracuję - obiecała tancerka. Wbrew wcześniejszym obawom opinie jurorów nie były takie złe. Ciekawe, jak się to przełoży na punkty...
- W porządku, dziękujemy za wasze komentarze, a was zapraszam do red room'u.
Harry i Rita pomachali ostatni raz publiczności i zniknęli za kulisami.
- Udało się - odetchnął chłopak, kiedy znaleźli się poza zasięgiem kamer.
- Wytrzymaj jeszcze pięć minut. - Powiedziała Rita, ocierając ostrożnie pot z czoła. - Myślałam, że się wywalisz na koniec.
- Dzięki za wiarę we mnie - obraził się Styles.
- Nigdy w ciebie nie wierzyłam, nie miej złudnych nadziei - zatrzymała się przed wejściem do pomieszczenia. - Po tym wywiadzie odpocznij i zapomnij całą tą choreografię. Jeśli kiedyś będzie potrzebna, to ci ją sama przypomnę.
Harry zmarszczył brwi, ale nie miał czasu na zastanawianie się nad jej słowami, bo w tym samym momencie wysunęli się zza zakrętu korytarza i zostali powitani gromkimi brawami na pokaz w red roomie.
- Harry i Rita! No powiem wam, że według mnie zatańczyliście świetnie, nie słuchajcie uwag jury! Harry, jak tańczyło ci się cha chę? Polubiłeś ten taniec?
- Niekoniecznie - zaśmiał się Harry, myśląc jednocześnie, jak bardzo nie cierpiał takiego udawania. - Odkryłem, że moja kondycja jest równa zeru i cha cha nie jest takim prostym tańcem, jak twierdziła Rita.
- Ej, wcale cię nie okłamałam! - Trąciła go żartobliwie w ramię,  choć tak naprawdę miała ochotę wycelować pół metra niżej.
- Rita, zdążyłaś już poznać Harry'ego podczas tych kilku tygodni treningów. Jaki według ciebie jest Harry Styles?
- Jaki jest Harry Styles? - powtórzyła pytanie, udając że się zastanawia, mimo że wcale nie potrzebowała chwili namysłu, by ocenić swojego partnera. Patrząc na niego próbowała to raczej ułożyć w jak najdelikatniejszych słowach. - Harry Styles jest irytujący, leniwy i ciągle się że mną kłóci. Ale jednocześnie potrafi mnie rozśmieszyć i poprawić mi humor. Mam wrażenie,  że jeszcze nas zaskoczyć swoimi umiejętnościami tanecznymi.
- Zobaczymy, czy twoje prognozy się sprawdzą, a teraz spójrzmy, co sądzą o waszym tańcu jurorzy.
Wszyscy skierowali wzrok na ekran. Spiker zaczął wyczytywać nazwiska jurorów i każdy kolejno unosił tabliczkę z liczbą przyznanych punktów.
Len Goodman: siedem.
Darcey Bussell: osiem.
Craig Revel Horwood: sześć.
Bruno Tonioli: sześć.
- Dwadzieścia siedem punktów, bardzo dobry wynik jak na pierwszy odcinek! - zaszczebiotała Tess, zerkając na tableta że ściągawką. - A widzowie zaraz będą mogli wam pomóc, wysyłając smsy o treści "pięć" pod numer siedem trzy dwa sześć.
Harry razem z Ritą z uśmiechem pokazywali pięć palców do kamery i zachęcając widzów do oddawania na nich głosów. Kiedy wreszcie zeszli z wizji, a uwagę publiczności zajęła para numer sześć, czyli Pixie Lott i Trent Whiddon, mogli odetchnąć z ulgą.
- Czemu Tonioli dał nam tylko sześć? - zapytał wściekłym szeptem Styles. Rita usiadła na podłodze pod ścianą, wyciągając nogi na dywanie.
- Rzadko kiedy ocena jurorów pokrywa się z tym, co mówią. Mogło być lepiej, ale raczej przejdziemy dalej. Na wygraną chyba nie masz co liczyć. - Odpowiedziała mu spokojnie. Sama obstawiała okolice dwudziestu trzech punktów, więc i tak była zadowolona.


Harry nie potrafił się cieszyć swoim wynikiem. Ostatecznie zajęli siódme miejsce razem z Markiem Wright, wyprzedzając Allison Hammond, Jennifer Gibney i Willa Kempa. Ale to było tylko zestawienie według ocen jurorów. Teraz, stojąc przed publicznością i czekając na ocenę widzów, poczuł prawdziwy stres.  Wciąż liczył, że to, co powiedziała mu o głosowaniu Rita, nie będzie prawdą. Że każdy może oddać tylko jeden głos. I że nie można głosować będąc poza Wielką Brytanią. Może coś jej się pomyliło...
Jednak z upływem czasu tracił nadzieję. Uśmiechał się spokojnie do kamery, obserwując, jak światła gasły nad kolejnymi bezpiecznymi parami, a jego przyjaciele coraz mocniej zaciskali kciuki. Z całych sił starał się ukryć ponury wyraz twarzy. Do kolejnego odcinka przeszło już sześć par. William Moseley na pierwszym miejscu, zaraz za nim Caroline Flack, Jay McGuinnes, Pixie Lott i Kaya Scodelario. Ostatnią bezpieczną parą był Mark Wright.
- Kolejną parą, która może już ćwiczyć choreografię do następnego odcinka są... - Bruce znów budował napięcie. Styles poczuł, że za chwilę nie wytrzyma i uderzy faceta. - Theo James i Aliona Viliani!
Poczuł, jak ciało stojącej tuż przed nim Rity się napina. Musiała nie przepadać za Alioną, która z szerokim uśmiechem rzuciła się na szyję swojemu partnerowi.
- I następna bezpieczna para może odetchnąć z ulgą! - Ogłosiła Tess. - A są to... Harry Styles i Rita Holmes!
Prawie osłabł z radości. Kiedy Rita odwróciła się, żeby go uściskać, też była widocznie uszczęśliwiona. Przez sekundę myślała, że nawaliła i jednak odpadną. A teraz, kiedy usłyszała swoje nazwisko, poczuła, że nic nie było stracone. Od jutra zaczną treningi do quickstepa i w kolejnym odcinku zdobędą więcej punktów. Już ona o to zadba.
Harry, zanim zgasł nad nimi reflektor, pokazał uniesionego kciuka chłopakom, którzy kręcili się na swoich miejscach, wyraźnie podekscytowani. Odsunął się od Rity i pokręcił głową. Skubana jednak miała rację. Głosy widzów ani trochę im nie pomogły.




_______________________________
Wesołych świąt Bożego Narodzenia, kochani! <3
Jak mijają wam święta? Ja zdążyłam już zjeść całe Ferrero Rocher spod choinki i kończę ten rozdział na tablecie, który baaardzo mi się przyda na studiach (koniec z czytaniem podręczników w pdfie na telefonie!), a także zdążyłam znienawidzić płytę z największymi hitami Roya Orbisona, którą sama kupiłam mamie i którą odtwarzała dziś już ze cztery razy.

Dziękuję za wszystkie komentarze, wyświetlenia i lajki :)
Kolejny rozdział spróbuję dodać na tygodniu, między składaniem playlisty na Sylwestra a nauką do zbliżającej się (błeee!) sesji.

Trzymajcie się, misiaczki (aha, przepraszam za błędy,  wciąż staram się rozgryźć działanie dotykowe klawiatury na tym tablecie -_- poprawiłam to, co znalazłam; jeśli coś jeszcze odszukacie, napiszcie mi w komentarzu)

Kocham Was :*
Roxanne

poniedziałek, 12 grudnia 2016

CHAPTER EIGHT: Have you ever dreamed a night like this?




- Powiedz może o pierwszej chwili, kiedy go zobaczyłaś. Co sobie pomyślałaś, jak sobie zaplanowałaś pracę z nim?
Rita patrzyła na kamerzystę, ustawiającego kamerę pod idealnym kątem. Z tyłu reżyser dawał jej wskazówki, jak powinna wyglądać jej wypowiedź. Widzowie musieli zobaczyć relację z ich prób. Albo raczej podróbę relacji z ich prób. Nie było szans, żeby pokazali, jak jest naprawdę, treningi wciąż stanowiły jedną wielką porażkę. Gdyby puścić widzom taki miks upadków, przekleństw, wrzasków i krzyków, szybko przestaliby to ogladać. A już na pewno by na nich nie zagłosowali.
- Kiedy dowiedziałam się, że mam tańczyć z Harrym, nie wiedziałam dokładnie, kim on jest. Dopiero, kiedy wygooglowałam jego nazwisko i wyskoczyło mi One Direction, już się domyśliłam. Nie interesuję się wykonawcami, dla mnie liczy się sama piosenka i to, czy da się do niej tańczyć. - Zaczęła spokojnie. Kątem oka dostrzegła, jak stojący z założonymi rękami za kamerzystą Harold, zaczyna się lekko burzyć. - Spóźnił się na pierwszy trening i to już mnie lekko wkurzyło, bo nie cierpię spóźnialstwa...
- Stop! - Krzyknął reżyser. Kamerzysta wyłączył nagrywanie. - Mówisz, jakbyś recytowała wyuczoną lekcję. Powiedz coś od serca, nie musisz się trzymać zasad gramatyki! - Pokazał drugiemu facetowi, jak przesunąć lampę. - Jeszcze raz o pierwszym spotkaniu. I na spontanie! Nie masz za to ocen!
Rita zacisnęła usta, z trudem powstrzymując westchnięcie. Nienawidziła iść na żywioł. Nie cierpiała wywiadów. I nie znosiła takiej gadki-szmatki o byle bzdurach. Nie rozumiała w ogóle znaczenia tych filmików reklamowych dla każdej pary. Powinni tylko tańczyć.
Jeszcze raz popatrzyła na partnera. Po obejrzeniu "This Is Us" miała mieszane uczucia. Z jednej strony ucieszyła się, bo intuicja jej nie oszukała: reszta chłopaków z One Direction była dokładnie taka sama w życiu codziennym jak na filmie. Mieli u niej gigantycznego plusa za szczerość i za to, że sława ich nie zmieniła. Natomiast Harry... Wyglądało na to, że jeszcze rok temu był taki jak oni. Dopiero później coś w nim zaskoczyło i zaczął się zachowywać jak klasyczny dupek, gwiazdka, która musiała mieć wszystko, czego sobie zażyczy. I to jej się bardzo nie podobało.
- Pierwszy raz spotkaliśmy się na treningu i od razu wiedziałam, że to będzie katastrofa. - Powiedziała głośno. Zmieniła zdanie. Nie miała zamiaru ściemniać, powie szczerą prawdę, jak wyglądała jej relacja z Harrym Stylesem. - I wcale się nie pomyliłam! Wyobraźcie to sobie... - Zaczęła gestykulować, jakby chciała narysować spóźnionego Stylesa. - Regularnie spóźnia się na treningi, za co robi po sto pompek, do tej pory nie nauczył się podstawowego kroku cha chy, a powtarzamy go od miesiąca, ma dobre poczucie rytmu, ale kompletnie nie umie tego wykorzystać, przystawia się do mnie, chociaż wie, że mam faceta, irytuje mnie samą swoją obecnością, non stop mnie wyzywa i komentuje mój styl bycia, chociaż nic o mnie nie wie i sam jest debilem do kwadratu, który nie umie docenić tego, co ma! - Wykrzyczała na jednym wydechu.
- Ach tak?! - Harry zacisnął pięści i aż poczerwieniał na twarzy. - No, to ja ci coś powiem. Wcale nie chciałem być w programie, przyszedłem tu tylko dlatego, bo zagrozili mi wyrzuceniem z zespołu. Mam tu spotkać swoją ex dziewczynę i paru gości, których nienawidzę z wzajemnością. Mam się nauczyć tańczyć w obciachowych butach, na którym mało nie rozwaliłem sobie ryja, ty wciąż mnie wyśmiewasz i wcale mi nie pomagasz, każesz mi nosić jakieś pajączki, od których bolą mnie wszystkie mięśnie, wyzywasz mnie od imbecyli, a sama nie jesteś lepsza, znęcasz się nade mną fizycznie i psychicznie, i nawet gdybym chciał, to do któregoś tam odcinka nie dojdę, bo nie dożyję, bo ty mnie najzwyczajniej w świecie zamordujesz pompkami!
Stali naprzeciwko siebie, zabijając się nawzajem wzrokiem. Wyglądali, jakby mieli sobie zaraz skoczyć do gardeł. Brakowało tylko torreadora, bo czerwoną płachtę widzieli oboje. Powinni tańczyć całe życie paso doble, a nie cha chę.
- Cięcie - powiedział osłupiały reżyser. Machnął ręką na kamerzystów i stanął bliżej tancerzy. - Wiecie co... My tu wrócimy jutro... Jak trochę ochłoniecie.
Ekipa zwinęła się jak najszybciej, bojąc się o drogi sprzęt, który para numer pięć miała ochotę roztrzaskać sobie na głowach.

<***>

Zadzwonił czyjś telefon.
- Który to?! - Wrzasnął wściekły reżyser. Próbę show przerwano po raz szósty, a przecież premiera miała się odbyć już za tydzień.
- Wybacz, to mój. - Tony z miną winowajca wyjął komórkę z kieszeni.
- Wyłącz to gówno. - Wycedził Drew przez zęby. Miał tego wszystkiego po dziurki w nosie i naprawdę mało brakowało, żeby rzucił kartkami w kamerę i rozwalił studio. Tony spojrzał na niego z miną zbitego psa.
- Montażysta mówi, że można obejrzeć klipy każdej z par.
- Sami sobie to obejrzą, indywidualnie. Może którejś z gwiazdeczek nie spodoba się zmarszczka na czole. - Spojrzał w rozpiskę i wziął megafon. - Para numer cztery! Frankie Bridge i Matthew Cutler! Zapraszamy na parkiet!
Rita wyjrzała ostrożnie zza kulis na scenę. Parkiet wyglądał idealnie, aż chciało się na nim tańczyć, nawet bez muzyki. Miejsca dla widzów były jeszcze w rozsypce i logo programu leżało na podłodze, ale można było już wyczuć atmosferę zbliżającej się imprezy. W programie wszystko szło na żywo, tutaj w ramach próby muzykę puszczali z płyty, prowadzący mieli wyłączone mikrofony i kartki z tekstami, a głos lektora udawał reżyser. Na wprost niej, zza drugiego wejścia za kulisy wybiegli Frankie i Matthew. Zrobili przepisowy ukłon w stronę wyimaginowanej publiczności, a potem ustawili się w odpowiedniej pozycji.
- Już nasza kolej? - Obok niej stanął Harry. Włosy przytrzymał sobie opaską, żeby nie spadały mu na czoło. Odruchowo wyprostował plecy, kiedy walnęła go między łopatki, ale zaraz znowu się zgarbił. - Ogarnij się, kobieto!
- Siedź cicho, masz mnie słuchać, Styles. - Wyjęła komórkę z kieszeni dresów, żeby sprawdzić, czy jest wyciszona. Zauważyła nową wiadomość. Czwórka jeszcze tańczyła, więc szybko sprawdziła, kto do niej napisał.

Od: DAVID :)
Wróciłem, kochanie! :) Ten obóz to jakaś tragedia... Ale już jestem w Londynie. Kiedy masz wolne od prób? Kocham cię!

Reżyser zaczął dawać wskazówki Frankie i Matthew, dlatego zaryzykowała szybkie odpisanie.

Do: DAVID :)
Dziś mam trening do 20:00. Wpadnij do mnie do domu, Mickster się wpuści. Kocham cię <3

- David to twój chłopak?
Odwróciła się jak oparzona. Harry bezczelnie opierał się o ścianę obok niej i gapił się w ekran jej telefonu. Wyłączyła komórkę i schowała do kieszeni.
- Nauczyła cię mama, że cudzej korespondencji się nie czyta? - syknęła, biorąc go za rękę, bo reżyser wykańczał już poprzednią parę. - Pamiętaj, jak masz się ukłonić. I błagam cię, nie pomyl kroków!
- Para numer pięć czeka na pisemne zaproszenie?! - ryknął megafon.
Harriet i Harry wyszli zza kulis. Zbiegli ze schodków i ustawili się przed widownią. Ukłon poszedł całkiem nieźle.
- Muzyka!
Rozbrzmiało "Moves Like Jagger", podrasowane przez orkiestrę Davida Archa. Rita oparła rękę na ramieniu Harry'ego, stanęła bokiem do niego. On odwrócił głowę w jej stronę, objął ją jedną ręką w pasie. Kiedy usłyszeli pierwszą wygwizdaną melodyjkę, obrócił nią, złapał gładko za rękę i przeszli do New Yorka. Potem kilka szybkich lockstepów i obrotów, następnie elegancko powiązany z całością krok podstawowy łączący się z Cuban Break, który był dla Stylesa największą męką. Było kilka pomyłek i to dość widocznych, jedno wyczuwalne zahwianie równowagi, ale jednak udało im się zakończyć układ odchyleniem partnerki do tyłu.
- Nie upuść mnie tylko! - Wyszeptała z wściekłością Rita, kiedy poczuła, jak ręka Harry'ego niebezpiecznie przesuwa się po jej talii. Na szczęście minęło przepisowe kilka sekund, które musieli pozostać bez ruchu. Szybko się wyprostowała. Znów wzięli się za ręce i odwrócili w stronę widowni, żeby zrobić perfekcyjny ukłon z obrotem.
- Bardziej ponurych min mieć nie mogliście? Dopracujcie to, bo nikt na was nie zagłosuje, nawet za pieniądze. Układ też do doszlifowania. W trakcie schodzenia ze schodów bardziej symetrycznie, nie tłoczycie się po lewej stronie. I jak tylko was wywołają, to macie wychodzić, a nie się czaić za ścianą. Myślałby kto, że się boicie! - Popatrzył w swoje notatki. - Dobra, chyba tyle. Jutro próba o tej samej porze. Możecie iść na salę. Sprawdźcie wideo. - Chwycił za megafon. - Para numer sześć! Pixie Lott i Trent Whiddon! Zapraszamy na parkiet! - Krzyknął tak głośno, że para numer pięć podskoczyła.
Szybko zabrali swoje rzeczy i poszli w stronę sal treningowych. Nie odzywali się do siebie, jak to mieli w zwyczaju. Na miejscu zastali już jednego z techników, który do laptopa podłączał nośnik z ich filmikiem promocyjnym.
- Siema, jestem Wes. - Skinął im głową. - Mamy tu kilka fotek promocyjnych, oprócz tych, które już widzieliście na plakatach. Jak zatwierdzicie, to wydrukujemy je do waszego podpisu, ktoś może chcieć autograf. Obok macie klipy. Czołówka całości i czołówka waszej pary. Potem wideoklip przed pierwszym tańcem. Obczajcie sobie, jak skończycie to luz, wrócę za pół godziny i powiecie, czy jest okej. - I zaraz się ulotnił.
- Wy wszyscy macie motory w tyłkach? - Zapytał zgryźliwie Harry, biorąc butelkę z wodą.
- W X Factorze produkcja zapierdzielała wolniej? - Odparowała Rita, włączając odtwarzanie. - Chodź tu, primabalerino. Sprawdź, czy widać, jakim jesteś debilem.
Styles w ostatniej chwili powstrzymał się od komentarza. Usiadł obok dziewczyny na podłodze z laptopem i skupił się na klipie.
Zaczynał się oczywiście od typowej czołówki programu z niezmienną od lat melodyjką. Z sesji z Jamiem wykorzystano element, kiedy Harry jedną ręką zrobił jej z tyłu głowy rogi, a drugą zaraz ją obrócił, jakby nie chciał, żeby się zorientowała. Ona po odwróceniu się do niego, złapał go drugą dłonią za kołnierz czarnej koszuli z miną, jakby doskonale wiedziała, co kombinował. Całość wyszła naturalnie, jakby wcale tego nie zaplanowali i doskonale się bawili w swoim towarzystwie. Zwłaszcza że byli uśmiechnięci, wyluzowani, wyglądali naprawdę dobrze razem. W sumie to chyba była jedyna sytuacja, kiedy faktycznie nieźle się czuli obok siebie. Drugi krótki klip był podobny, ale tam po obrocie zarzucała mu rękę na szyję i odwracała głowę do publiczności.
- Całkiem spoko - skomentował Harry. Nie powiedział dokładnie tego, co miał na myśli... w duchu bowiem stwierdził, że on i taka pierwszoligowa laska nie może wyglądać źle. To po prostu niewykonalne.
- Oba się nadają, chociaż te rogi mogłeś sobie darować. - Wzruszyła ramionami Rita. Nie podobało jej się to, że wyglądają na tym klipie, jakby byli... ze sobą bardzo blisko. I wiedziała, że Davidowi też się to nie spodoba, kiedy będzie oglądał program.
- Te rogi właśnie się spodobają widzom. Pomyślą, jak cudownie się dogadujemy. - Prychnął. - Dawaj ten do odcinka.
Włączyła najdłuższy klip. Najpierw pokazali Harry'ego. One Direction, przekrój przez kilka teledysków, występów, tłumy fanek, wygłupy z zespołem, fotki gazet z nim na okładce. Potem Harriet i jej konkursy, puchary, występy. Wreszcie przeszli do nagranych w studiu fragmentów.
- Kiedy dowiedziałam się, że mam tańczyć z Harrym, nie wiedziałam dokładnie, kim on jest. Dopiero, kiedy wygooglowałam jego nazwisko i wyskoczyło mi One Direction, już się domyśliłam. - Na ekranie pokazała się Rita, siedząc na oknie i patrząc prosto w kamerę.
- Udział w programie wyszedł trochę... spontanicznie. - Oznajmił Harry, stojąc pod lustrem sali treningowej.
- Cześć, jestem Harry. - To było już nagrywane następnego dnia. Musieli udawać chwilę, kiedy się poznali.
- Harriet, ale mów mi Rita. - Uścisnęli sobie ręce i zaczęli miło ze sobą rozmawiać. Harriet oglądając to, z trudem powstrzymała odruch wymiotny. Nienawidziła udawać. Styles najwidoczniej nie miał z tym większych problemów.
- Pierwszy odcinek to cha cha. Wiesz, jaki to taniec?
- Była taka piosenka "Cha Cha". - Zaśmiał się Harry i zaczął nucić przebój Chelo. Pokazały się ujęcia z ich treningu. Tu już było trochę prawdy.
- Mam się nauczyć tańczyć w obciachowych butach, na którym mało nie rozwaliłem sobie ryja. - Oboje się wyprostowali. Tego nie było w zatwierdzonym materiale. Głos Harry'ego wydawał się pozornie pozbawiony wrogości, chociaż wtedy praktycznie się pozabijali, kiedy oskarżali się wzajemnie o najgorsze rzeczy. Na ekranie pokazali zbliżenie na jego buty do tańca i kilka kroków cha chy.
- Harry Styles... Regularnie spóźnia się na treningi, za co robi po sto pompek...
- Nagrali moje pompki?! - Harry poderwał się na równe nogi.
- Chyba zostawili tu kamerę. - Rita rozejrzała się po sali, ale nic nie dostrzegła.
- Ma dobre poczucie rytmu... ale irytuje mnie samą swoją obecnością. - I do tego podklejony śmiech. Ok, Rita się raz zaśmiała. Kiedy Harry się wywalił po obrocie.
- Nie dożyję, bo ty mnie najzwyczajniej w świecie zamordujesz pompkami.
- Jak oni to zrobili, że twój głos słychać, jakbyś się śmiał? - Zdumiała się Rita.
- Magia telewizji. - Warknął wściekły chłopak. - Ale przynajmniej zamydli innym oczy. Przyzwyczaisz się. Będziesz mnie uwielbiać na ekranie tak mocno, jak nienawidzisz mnie w normalnym życiu. Możemy już trenować?

<***>

- Bo to jest tak. - Kaya mocno dmuchnęła dymem papierosowym przed siebie. - Jak robisz obrót, musisz od razu unieść rękę, przygotować się do złapania dłoni partnera w idealnym ułożeniu i do tego jeszcze się nie wywalić w tych butach.
- I tylko tyle zapamiętałaś z tego, czego cię nauczyłem? - Darren Bennett spojrzał na nią z krzywym uśmieszkiem.
- Mam jeszcze się nie zaplątać w kieckę. - Puściła mu oczko i zgasiła papierosa na murku. - No, akumulatory naładowane, człowiek dotleniony, teraz mogę walcować do rana. - Zeskoczyła z murku i skierowała się do drzwi ewakuacyjnych studia, których pilnował napakowany ochroniarz. Obejrzała się za siebie. - Harry, idziesz?
- Za chwilę - mruknął chłopak, wbijając spojrzenie w swoje dłonie.
- Nie stresuj się. Ludzi będzie mniej niż na twoim koncercie. - Machnęła ręką i podążyła za partnerem do budynku, żeby oddać się w ręce fryzjerów i krawcowych.
No tak. Może będzie mniej ludzi. Ale to nie było problemem. Minęło kilka tygodni, od kiedy dowiedział się, że będzie tańczył w programie. Zdążył opanować do perfekcji punktualność, co nie wyszło mu nawet podczas napiętych grafików tras koncertowych, umiał zrobić sto pompek w cztery minuty, do tego stał się mistrzem we wkurzaniu swojej partnerki... ale wciąż nie potrafił opanować dwunastu kroków składających się na jego trwający półtorej minuty układ cha chy.
Rita najpierw była sceptyczna. Potem zmieniła nastawienie na bardziej optymistyczne. A po dzisiejszej próbie generalnej, która skończyła się godzinę temu, chyba jednak straciła nadzieję. Harry zapomniał połowy choreografii i mało brakowało, a pociagnąłby ją na podłogę. Wkurzyła się na niego tak strasznie, że jej przekleństwa słychać było chyba w całym studio. Nawet Matt nie mógł jej uspokoić. Dlatego Harry wyszedł na zewnątrz, żeby odetchnąć świeżym powietrzem i tam natknął się na Kayę Scodelario ze swoim partnerem, który bezskutecznie próbował ją przekonać, że papierosy kiedyś zrobią jej niespodziankę w postaci raka płuc.
Przysłuchując się ich rozmowie, Styles ze zdumieniem spostrzegł, że wcale nie podchodził do tego idiotycznego programu z lekceważeniem. Nagle zaczął się przejmować. Czy to z powodu Harriet, czy z powodu bezlitosnej opinii publicznej? Tego nie wiedział, jednak kiedy słuchał Kai, która wspominała śmieszne sytuacje z prób i na siedząco powtarzała, jakie ma wykonać kroki, przeraził się. Ci wszyscy ludzie... Nic im nie brakowało, większy rozgłos wcale nie był im potrzebny, zarabiali miliony... Ale jednak tu byli dla samej dobrej zabawy. No dobra, kasa też się liczyła, lecz tak naprawdę program nie miał im zapewnić nowym kontraktów czy czegoś w tym rodzaju. W zasadzie tylko Harry był tu z konkretnego powodu. I najbardziej z nich wszystkich lekceważył taniec i całe "Strictly Come Dancing", które mogło naprawdę pomóc mu w karierze.
W jego głowie pojawiła się maleńka myśl, że może zachowuje się jak idiota i powinien bardziej się przyłożyć. Niestety, jego przerośnięte ego zaraz ją wymazało. On? Idiota? Dobre sobie. Przecież da radę.
Zeskoczył z murku i powlókł się do środka. Czas nałożyć tapetę i "szczery" uśmiech. It's showtime.

<***>

Rita siedziała nieruchomo, podczas gdy kosmetyczka nakładała jej cień na powieki. Obok niej siedziały Camilla Dalerup, Aliona Viliani i Frankie Bridge, wszystkie poddawane tym samym zabiegom.
- Will jest całkiem niezły. Nie liczę na finał, ale może dojdziemy chociaż do ćwierćfinału - stwierdziła Camilla, oglądając się na swoje towarzyszki. Chyba miała ochotę podkopać ich pewność siebie.
- Uważaj, Cam, ja i Theo będziemy nie do przebicia. Nie dość, że świetny aktor, przystojny jak nie wiadomo co, to jeszcze zabójczo tańczy. Może nawet coś z tego wyniknie. - Uśmiechnęła się z zadowoleniem Aliona. Frankie popatrzyła na nie ze zdziwieniem.
- Jeszcze nie wiecie, jak zatańczą przed kamerą i już chcecie obstawiać zakłady?
- Och, nie martw się, Fran, jak na pierwszy raz idzie ci dobrze! - Zaćwierkała Camilla. - Próba generalna wypadła całkiem, całkiem.
- Jestem piosenkarką, nie tancerką. - Wzruszyła ramionami. - Mam się tu dobrze bawić i tyle.
- Jasne... Harriet. - Camilla popatrzyła na milczącą dziewczynę. - A jak tam twój partner? - Razem z Alioną zachichotały złośliwie.
Rita otworzyła umalowane oczy i spojrzała na nie obojętnie. Na konkursach to była norma. Nie pozwól, by przeciwnik wiedział, że masz słabości, dlatego zniszcz jego pewność siebie. Rita była na to odporna. Nie zwracała uwagi na to, co mówili o niej ludzie, dlatego też skupiała się na tańcu w stu procentach.
Tylko że teraz było inaczej. Teraz wiedziała, że jest do niczego. Partner ją zawiódł, układ dało się łatwo skopać, a ona sama czuła się, jakby ktoś ciągle ją potrącał, żeby nie złapała równowagi. To niby tylko zabawa dla widzów, ale tak naprawdę był to wysiłek w pocie czoła, praca nad własnym wizerunkiem jako tancerza i nauczyciela. Z takim uczniem jak Harry Styles nie mogła zajść daleko. Mogła tylko patrzeć, jak jej misterny plan się rozpada. Tak jak przewidywała. Jeszcze nigdy nie czuła się tak źle przygotowana do tańca.
Ale w rozmowie nie dała tego po sobie poznać. Wstała z krzesła, zerknęła kontrolnie na gotowy makijaż i w końcu zwróciła się z lekkim uśmiechem do dziewczyn.
- Jeszcze was zaskoczymy. - Popatrzyła na Frankie. - To typowe. Nie przejmuj się tym, co mówią. Chcą cię tylko zdekoncentrować. Zachowują się tak, jakby ten konkurs się bardziej liczył.
I wyszła do garderoby. It's showtime.

<***>

Zayn rozglądał się nerwowo po widowni. Posadzili ich w pierwszym rzędzie, tuż przed samym parkietem. Obok niego siedział Niall i Louis, za to nigdzie nie było widać Liama z dziewczynami i rodziną Harry'ego. Gemma nie mogła się pojawić na nagraniu pierwszego odcinka brata, ale rodzice powinni być tu za chwilę...
- Widzę Eleanor i Liama. - Niall wychylił się z krzesła. Za nimi szli Anne i Robin.
- A Perrie? Widzisz ją gdzieś? Miała przyjść z Jesy. - Zayn aż wstał, żeby poszukać wzrokiem narzeczonej.
- Na razie nie...
- Ja ją widzę, idzie z drugiej strony. - Louis machnął ręką w tamtym kierunku i wstał, żeby przywitać się ze swoją dziewczyną. - Cześć, Ellie.
- Hej, chłopaki... Gdzie Harry? Chciałam mu jeszcze dać kopa na szczęście. - Zdyszana dziewczyna usiadła na swoim miejscu.
- Też chciałem go kopnąć, ale niestety, kazał sobie nie przeszkadzać przed występem - oznajmił Niall kpiąco.
- Dziwisz mu się? - Liam padł na swój fotel. - Chyba się denerwuje, a to byłby jego pierwszy ludzki odruch od dłuższego czasu.
- Fakt, powinien mieć raczej wywalone, jak to miał ostatnio w zwyczaju.
- Cześć, ludzie. - Perrie Edwards i Jesy Nelson wcisnęły się między znajomych. - I co? Kiedy się zacznie?
- Według mojego zegarka za jakieś pięć minut. Transmisja chyba idzie z opóźnieniem.
- Ej, to Jamie? Jamie! - Zayn znowu wstał z krzesła, żeby podbiec do starego kumpla. - Cześć, chłopie!
- Jesteście, super! Uśmiech do zdjęcia! - Fotograf szybko strzelił im kilka fotek. - Fajnie, że przyszliście, szykuje się niezła zabawa.
- Pracujesz tu? - zapytał Louis.
- Jestem fotografem, zatrudnili mnie do sesji i ogólnie mam uwiecznić imprezę. - Zaśmiał się. - Pomagam trochę kamerzystom. Jak tam Harry?
- Przez ostatni tydzień się nie odzywał i chyba się trochę zestresował... - Powiedział Liam.
- Cóż, nie powiem, żeby zachowywał się normalnie na sesji. A przynajmniej nie tak, jak z wami. Musiałem go trochę rozruszać. Nie dogadują się ze sobą.
- On i Rita? - Upewniła się Eleanor.
- Może nie są przyjaciółmi, ale jednak... - zaczął niepewnie Niall, ale Jamie przerwał mu ze śmiechem.
- Stary, przyjaciółmi? Oni sobie codziennie skaczą do gardeł! - Nacisnął przycisk na słuchawce i zamilkł na chwilę. - Muszę lecieć, zaraz się zacznie.
- Panie i panowie, za chwilę rozpoczniemy nagrywanie pierwszego odcinka dwunastej edycji "Strictly Come Dancing". Prosimy usiąść na swoich miejscach i wyciszyć telefony komórkowe oraz wszystkie urządzenia elektroniczne. - Rozległ się głos reżysera. Sala rozbrzmiała pełnymi podekscytowania szeptami. - Dwadzieścia sekund do startu.
- No to teraz się zacznie... - Mruknął Liam i zerknął na telefon. Sophia wysłała mu smsa ze zdjęciem laptopa otwartego na transmisji live. Sądząc po fotce, w telewizji leciały dopiero reklamy po poprzednim show. Wyciszył komórkę i usiadł wygodniej na fotelu.
- Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć...
Światła rozbłysły, podświetlono krawędzie parkietu, reflektory skierowały się na orkiestrę. Na scenę wybiegł zespół FlashBeat z premierowym pokazem latino.
It's showtime.



_______________________________________________________
Łapki w górę, kto się spodziewał rozdziału tak szybko? xD

Miałam wenę, ochotę na pisanie i wszystko, co się z tym wiąże. 
Polecam przesłuchać piosenki z początku, zwłaszcza dwie ostatnie, bo da się do nich zatańczyć cha chę ;)
Kolejny rozdział... jak przyjdzie wena :P może znów się wyrobię w tydzień? 

Dziękuję wam, że jednak nie postawiliście na mnie kreski i wciąż tu jesteście. Komentarzy mało, ale wyświetlenia mówią same za siebie. Dziękuję <3

Do napisania!
Roxanne