niedziela, 14 maja 2017

CHAPTER FIFTEEN: You know you make me wanna shout!




Był wściekły. Nie, to chyba za mało powiedziane. Był zły, wkurzony, wkurwiony jak mało kto. Zmiął gazetę, ale nic to nie dało. Zdjęcie jego i Harriet, powyginane na wszystkie strony, wciąż wystawało na wierzchu, a nagłówek kłuł go w oczy. Rzucił kulą papieru w stronę kosza, ale nie trafił. To zdenerwowało go jeszcze bardziej. Podszedł nerwowoym krokiem do śmietnika i zaczął kopać, w niego, w gazetę, w torebkę po krakersach, która z niego wypadła, w ścianę, pod którą stał, we wszystko. Kiedy się wreszcie zmęczył, usiadł na podłodze i wsunął palce we włosy. Co się z nim działo?
Nie potrafił zliczyć, jak długo był z Harriet. Cztery lata? Pięć? Wydawało się, że chodzili ze sobą od wieków. Pamiętał wszystkie jej wystepy, na które udało mu się przyjechać. Był z nią, kiedy jej rodzice zginęli w wypadku. Wspierał ją, gdy musiała zająć się całkiem sama Mickeyem. Cieszył się razem z nią, kiedy dowiedziała się, że będzie mogła wziąć udział w programie. A teraz? Z powodu jakiegoś gnoja w rurkach wszystko zaczęło się sypać.
Nigdy nie było łatwo. Rita przyciągała facetów. Miała świetną figurę, piękną twarz, niepowtarzalny sposób poruszania się, nawet gdy gotowała wodę na herbatę, cięty dowcip, była zdyscyplinowana, wszystko umiała poukładać na swoim miejscu. Do tego skończyła szkołę z wyróżnieniem, zdobyła tyle nagród tanecznych, że dwa razy kupowali nową półkę, bo nie było ich gdzie stawiać. A on był zazdrosny. Zresztą, który facet nie czułby zazdrości, widząc te spojrzenia, słysząc te dwuznaczne komentarze na jej temat. Z jednej strony czuł się dumny, że zdobył taką dziewczynę, a z drugiej chciałby ją zamknąć pod kloszem, jak różę w "Pięknej i Bestii" i nikomu nie pokazywać. Nienawidził tego, że opinia innych ludzi spływała po niej bez mrugnięcia okiem. Miał czasem ochotę wejść do jej głowy, dowiedzieć się, co myślała o tamtym facecie, który się za nią obejrzał na ulicy albo o tym kelnerze, który napisał na odwrocie jej rachunku numer telefonu. Rachunek wyrzuciła, ale może zapamiętała numer? Nie skomentowała tego, mimo że poruszał ten temat wielokrotnie. Denerwowała się, że podejrzewał ją o chęć zdrady, ale jak miał się niby zachować, skoro ona nie chciała mu nic powiedzieć? Może tamten koleś był przystojniejszy w jej mniemaniu? Bardziej inteligentny? Umiał lepiej tańczyć?
Matta przebolał. Matt był przy niej niemal tak długo jak on. Czuł do niego niechęć, zwłaszcza gdy razem wyjeżdżali na turnieje, ale to uczucie trochę zmalało, gdy Matt się ożenił. Z drugiej strony, mało mężów zdradza żony? A jeśli ożenił się z Amy tylko dlatego, bo nie mógł być z Ritą? Został we friendzone?
A teraz na widowni pojawił się Harry Styles. Piosenkarz, gwiazdor, z tłumami nastolatek latającymi za nim dosłownie wszędzie, słynny z zachrypniętego głosu, miliona tatuaży, romansów z kobietami w każdym wieku i muzyki cukierkowego boysbandziku One Direction. Kiedy tylko dowiedział się, z kim Harriet będzie tańczyć, wyszukał o nim wszystkie informacje w internecie i przeraził się. Jeszcze nigdy nie czuł się tak zagrożony przez jakiegokolwiek faceta. Odetchnął z ulgą, kiedy Rita po pierwszym treningu zadzwoniła do niego i pierwszy raz w życiu wylała cały potok zażaleń na swojego partnera. Niemal zawsze gdy się widzieli, komentowała treningi, narzekała na spóźnialstwo Harry'ego, jego niadbalstwo, charakter, złe podejście do tańca. I o ile na początku czuł się po tych rozmowach spokojniej, o tyle po kilku tygodniach niepokój powrócił. Miał dośc słuchania w kółko o cha chy, quickstepie, pomylonych krokach, butach do tańca i o Stylesie. Ten temat wypływał co pięć minut, nie dał się niczym zbyć. Jak irytujący kamień w bucie. Jak kot wrzeszczący nocą pod oknem. Rita zachowywała się, jakby miała obsesję na punkcie tego faceta. Zaczęli się poważnie kłócić. Wcześniejsze sprzeczki o innych gości były niczym w porównaniu z awanturą przed ostatnim odcinkiem Strictly Come Dancing.
Kazał jej przysiąc, że Harry nic dla niej nie znaczył. Przyrzekła, zaznaczając, że musi go doprowadzić tylko do siódmego odcinka. Taka była umowa, potem wszystko jedno, miało to zależeć od samego Harry'ego. Tylko dzieki tej obietnicy pojechał z nią do studia, obserwował próbę generalną, pilnował Mickeya, który co chwilę próbował zwiać między wieszaki z kostiumami i oglądał program. Na próbie nie działo się nic, oprócz ogólnego zamieszania i zdenerwowania przed nagraniem na żywo. Dopiero podczas odcinka live poczuł, że tamta zazdrość to było jeszcze nic. Wtedy poczuł prawdziwą nienawiść do Stylesa. Rita wyglądała cudownie. Tańczyła wspaniale. A on... Patrzył na nią ciągle, wodził za nią wzrokiem, obejmował ją ramieniem. A kiedy przytulili się po ogłoszeniu ich wyników, po prostu nie wytrzymał i wyszedł z sali nagrań. Zapomniał o Mickeyu, zapomniał o programie, zapomniał o całym świecie. W głowie miał tylko Ritę, uśmiechniętą, szczęśliwą, w ramionach tamtego faceta. Co z tego, że to był program. Co z tego, że robili to na pokaz. Musiało w tym być trochę prawdy! On z Ritą miał może tylko jedno zdjęcie, na którym uśmiechała się w TEN sposób.
Wstał z podłogi i zaczął krążyć po sali treningowej. Myślenie go wykańczało. Nie spał całą noc, nie mógł się zmusić, żeby do niej zadzwonić. Ona zresztą i tak się nie odezwała. Pewnie była wściekła za brata. Ale on naprawdę nie mógł stać tam i patrzeć się na nich razem! A dzisiaj poszedł do sklepu po wodę i kanapkę na śniadanie, i zobaczył stoisko z gazetami. Ich twarze były na The Mirror i Daily London. Media szybko złapały temat, nic tak dobrze się nie sprzedaje, jak prywatne życie gwiazd. W artykule nawiązali do posyłanych sobie spojrzeń, do wypowiedzi podczas programu, do nagrań z treningów... A jego z każdym kolejnym słowem coraz bardziej bolała głowa. W końcu zmiął kupioną gazetę, ale nawet nie mógł nią trafić do pieprzonego kosza!
Stanął na wprost lustra i wyprostował się. Wygładził kimono i wyprostował pas. Za pół godziny miał zacząć trening z najmłodszymi karatekami. Wziął głęboki wdech i zaczął powtarzać sekwencje Sanseru, a potem Wankan. Tak dla uspokojenia. Inaczej każdy cholerny bachor dostałby łomot zamiast pieprzonego Stylesa.

<***>

- To się nie uda - operator ze zrezygnowaniem popatrzył na parę numer pięć, siedzącą na wprost niego na parkiecie. Harry pokręcił głową i położył się na podłodze. Rita oparła głowę na kolanie i zamknęła oczy.
Był wtorek, a to oznaczało, że mieli tylko trzy dni na zatwierdzenie materiału do kolejnego odcinka. Wybrali piosenkę, Harry niemal całkiem wyuczył się choreografii, ale kompletnie nie mieli co pokazać przed występem. Reżyser zasugerował im jakiś głębszy wywiad, może zaproszenie na trening jakiejś znanej osoby, ale wszystkie te pomysły spaliły na panewce. Nie mieli nic oprócz pustki w głowie.
Rita nie spodziewała się, że sprawa z Davidem tak na nią wpłynie. Uważała się za silną psychicznie, twardą kobietę, a tymczasem każda jedna myśl o poprzednim odcinku sprawiała, że narastała w niej złość. Nie mogła się skupić na układzie. Wymyślała jakieś proste kroki, łączyła je banalnymi zmiennymi, żeby tylko mieć to z głowy. Spojrzała kątem oka na Harry'ego. Nic dziwnego, że tak szybko nauczył się układu, skoro kompletnie zawaliła i obniżyła próg trudności. To nie była prawdziwa Harriet i to mógł być jej najgorszy tydzień w całej tanecznej karierze, zaraz po tamtym koszmarnym okresie, gdy zginęli jej rodzice.
Harry też nie czuł się tak samo. Miał wrażenie, że bierność Rity odbierała mu zapał i motywację do tańca. Jakoś czuł większą presję, gdy na niego wrzeszczała, obklejała go taśmą i listwami lub po prostu trzaskała drzwiami, wychodząc do łazienki. Teraz była zdecydowanie za cicha. I zbyt powolna. Dobrze, że nie mieli tańczyć samby czy cha chy, bo całkiem by zginęli z takim tempem.
- Okej, ludzie - Felix próbował jakoś ich zmotywować do działania. - Pomysły! Dajcie jakieś pomysły!
- Niby jakie? - Rita podniosła głowę. - Nie mamy kogo zaprosić. Zespół ma przyjść na odcinek, kiedy będą występować, o ile w ogóle do tego doczłapiemy.
- A jakiś znany tancerz? - spytał bezradnie kamerzysta.
- Miałam zamiar zaprosić Matta, ale akurat w tym tygodniu wyjechał.
- Matt nie jest bardzo znany, może ktoś inny... Jakiś sławny mistrz świata, ktokolwiek...
- Matt jest mistrzem świata! Razem ze mną! - Aż poderwała się z miejsca. - Do cholery, czemu nikt nas nie docenia?!
- Okej, sorry. Przepraszam, masz rację - Felix uniósł ręce. - Nie chciałem cię urazić, po prostu...
- Po prostu nic nie mów. - Poradziła mu lodowatym tonem.
- Ed Sheeran w przyszłym tygodniu wraca do Londynu, może być na następnym nagraniu. - Odezwał się Harry.
- Dobra, a jak to nas urządza teraz?! - Harriet wywróciła oczami.
- Nijak. Chodźmy na miasto.
- Co? - Popatrzyła na niego jak na idiotę.
- Normalnie. W X Factorze było nas pięciu i zawsze któryś walnął coś śmiesznego albo głupiego, a tutaj... Nie wiem, niech nas nagrają na spacerze, spotkaniu z fanami, cokolwiek. Tylko weźmy ochroniarzy. Wczoraj pod moim domem był tłum fanek, ledwo wjechałem samochodem do garażu.
Rita wpatrywała się w niego bezmyślnie. Spotkanie z fanami? Delikatnie mówiąc, nie przepadała za rozdawaniem autografów, zdjęciami z obcymi ludźmi, w takich momentach najchętniej chowałaby się w garderobie. Na turniejach tańca podczas sesji zdjęciowych lub podczas podpisywania zdjęć była tak przeraźliwie drętwa, że ludzie po spotkaniu z nią na konferencji prasowej byli w szoku, obserwując ją potem na parkiecie. Parkiet był święty. Tam nic jej nie rozpraszało, mogła być sobą, tam mogli jej robić zdjęcia, krzyczeć jej imię, a ona po prostu tańczyła, wirowała, żyła w innym świecie. Na konferencjach główną rolę przejmował Matt, on świetnie dogadywał się z ludźmi. W programie było inaczej, czuła się prawie jak na turnieju, gdzie otaczali ją w większości technicy, asystenci, makijażyści, kostiumolodzy, reżyserowie. Fani pojawiali się jedynie na nagraniach, pobyli w studio przez kilka godzin i potem znikali. A ona wcale nie musiała mieć z nimi kontaktu. Na odległość było to proste.
- Tak jest! - Felix zapalił się do tego pomysłu. - Moglibyście zatańczyć w plenerze. Czekajcie tylko zadzwonię po większą ekipę, zrobicie sobie treniw jakimś parku... - wciąż mówiąc, wycofał się z sali i zaczął gdzieś wydzwaniać.
- Po co mamy tam iść? Ktoś nas zobaczy. - Skrzywiła się Harriet.
- Co ty, ludzi się boisz? - Zaśmiał się Harry.
- Nie... Czemu mam się bać ludzi? - Odwróciła wzrok.
- Potańczymy trochę, nagrają swoje sceny i się zwiniemy. Możemy potem pójść na kawę lub coś w tym rodzaju...
- Nie ma mowy! - Przerwała mu gwałtownie. - Żadnej kawy!
- Nie pijesz? - potrząsnęła głową. Styles westchnął. - A może boisz się, że nas razem zobaczą i potwierdzą sobie plotki? - Nie odezwała się. - Gadałaś ze swoim chłopakiem?
- Nie.
- Nie rozmawialiście od niedzieli?
- Nie.
- I nie chciał wyjaśnień w związku z artykułem?
- Nie.
- No to jesteście dziwną parą - podsumował Harry, przeciągając się. Rzuciła mu wściekłe spojrzenie.
- Na pewno twoje dziewczyny były super normalne i nie miałeś z nimi żadnych problemów!
- Tego nie powiedziałem. - Stanął nad torbą i zaczął szukać wody. - Nigdy nie miałem normalnego związku.
- To znaczy? - zapytała mimowolnie i zaraz ugryzła się w język. Co ją to właściwie obchodziło?
- To znaczy, że związki z podstawówki i liceum nie były na poważnie. A od czasu One Direction... - wziął sporego łyka wody. - ... od X Factora nie miałej normalnej dziewczyny. Caroline Flack. Starsza o dziesięć... Dziesięć? Nie pamiętam, coś koło tego. Cara Delevigne. Chciała być ze mną dla zabawy. Sprawdziła, jestem dobry, ale jednak jest lesbijką. Albo bi. Dalej Kendall Jenner. Nie dość, że Kardashianka to jeszcze mało jej było sławy, trzeba było się pokazać ze mną. Nadine Leopold. To samo, kolejna modelka, która potrzebuje się wybić. I oczywiście Taylor Swift. To mogłoby wyjść, ale ona serio czasem zachowuje się psychicznie. Nie mogłem być na każde jej wezwanie, miałem swoją karierę, więc już koniec. Plus okazałem się genialnym materiałem na łzawe piosenki o rozstaniu. Jak ci się podobało?
Harriet siedziała bez ruchu, wpatrując się w Harry'ego. Jasne, wiedziała o jego romansach i tych wszystkich plotkach. Wiedziała, że jest playboyem. Ale jednak... poruszyło ją coś innego.
- Przykro mi, Harry.
- Niby czemu? - uśmiechnął się sarkastycznie.
- Że żaden z twoich związków nie wypalił. I że wciąż jesteś sam.
- Mnie to nie przeszkadza. - Wzruszył ramionami. - Nie możesz być szczęśliwy w związku, jeśli obie strony nie dzielą zainteresowań i nie są zdolne do wyrzeczeń dla siebie. Jak każdy patrzy na czubek własnego nosa, to nie ma szans przetrwać.
- Szukasz tej właściwej?
- Nie. - Wrzucił butelkę do torby. - Kiedyś się znajdzie. A na razie mogę korzystać z każdej dziewczyny, która będzie chętna. A tych wcale nie brakuje.
- Jesteś obrzydliwy. - Zmarszczyła brwi.
- Bo jestem szczery? One nie chcą być ze mną w blasku fleszy. Chcą się zabawić. Żadna nie chce być zjedzona przez paparazzi i tabun fanek, zwłaszcza Larries.
- Kogo? - Nie zrozumiała, o czym mówił.
- Fanek, które wymyśliły sobie, że ja i Louis jesteśmy ukrywającą się przed światem parą gejów. - Prawie zakrztusiła się powietrzem.
- Przecież on ma dziewczynę!
- I co z tego? One twierdzą, że to tylko broda. Przykrywka.
- Boże, jak ona się musi czuć...
- Jak gówno. - Podsumował Harry. - Znam ją dłużej niż chłopaków i czasem rozmawiamy. Psychicznie nie da się wytrzymać tej nagonki. Popatrz kiedyś na Twittera, na Facebooka, na te wszystkie konta Larry Shippers.
- Nie wyobrażam sobie żyć z myślą, że nienawidzi mnie jedna czwarta świata. - Wzdrygnęła się Harriet.
- Jeżeli faktycznie one pomyślą, że mamy romans, to cóż... Przyzwyczajaj się. Ciebie też będą nienawidzić.
- I ty mówisz to ot tak? - Zawołała z lekkim szokiem. - Mam się przyzwyczajać do nienawiści?
- Rita - Kucnął przed nią i spojrzał jej prosto w oczy. - Masz łatwiej. Przyzwyczaiłaś się, że wokół ciebie jest pełno ludzi, którzy chcą osiągnąć to co ty. Nie obchodzi cię opinia innych. Polubiłem cię, wbrew wszelkiej logice, więc dobrze ci radzę, ignoruj hejterów, jak to robiłaś do tej pory.
Podniósł się i skierował się do drzwi. Harriet też wstała z podłogi i chwilę za nim patrzyła.
- To dlatego nie masz prawdziwej dziewczyny? - Krzyknęła, zanim wyszedł z sali. - Bo żadna by nie wytrzymała presji?
- Bingo. - Złapał za klamkę i odwrócił się w jej stronę. - A ty masz dobre kwalifikacje na moją dziewczynę. Będę miał to na uwadze. - Mrugnął i zniknął za drzwiami, zostawiając ją z szeroko otwartymi oczami.
- Palant. - Syknęła, kopiąc w kaloryfer. Drgania rozniosły się po całej ścianie. Spojrzała w lustro. - Przecież mam chłopaka. Mam chłopaka, tak?! - Ale jej odbicie nie było tego takie pewne.

<***>

- I pięć, sześć, siedem, osiem! - Rita zrobiła kilka kroków, żeby wsunąć się w ramiona Harry'ego. Odchyliła się w tył, kiedy on obrócił nimi parę razy. Potem płynnie przeszli do ramy i zaczęli od kroku podstawowego, a następnie do kroków po łuku. Nagle muzyka się urwała.
- Co jest? - Harriet posłała dźwiękowcowi mordercze spojrzenie.
- Sorry. - Postukał parę razy w sprzęt. - Nagłośnienie nam padło.
Harry rozejrzał się wokół. Znajdowali się przy fontannach Hyde Parku. Ze względu na pogodę fontanny były wyłączone i oni sami tańczyli w płaszczach, ale przynajmniej mieli schody, na których mogli przećwiczyć zejście. Cała historia przedstawiona w ich tańcu opierała się na motywie przewodnim piosenki "Don't worry be happy". On miał siedzieć na ławce z nosem na kwintę, ona miała zamiar go pocieszyć i wyciągnąć do tańca.
Zbierało się na deszcz, ale mimo to w parku było sporo ludzi. I oczywiście większość zainteresowała się zbiegowiskiem przy fontannach. Wzięli ze sobą kamerzystę, dźwiękowca, oświetleniowca i dwóch asystentów plus sześciu ochroniarzy. Wydawało się, że to jeszcze bardziej przyciągało gapiów, wśród których nie brakowało nastolatek, piszczących na widok swojego idola. Na szczęście trochę się uspokoiły po upomnieniach ochrony, bo inaczej zagłuszyłyby muzykę.
- Chyba mam pomysł... - Powiedział z namysłem. Rita z zaskoczeniem uniosła brwi. Harry bardzo rzadko wykazywał inicjatywę na treningach. W zasadzie nie wykazywał jej wcale. Wsadziła ręce do kieszeni i zacisnęła palce na telefonie i słuchawkach. Co on wymyślił? Zaraz...
- Kamera jest włączona? - spytał i stanął pod słońce, które jeszcze nieśmiało wychyliło się zza chmur.
- Dobra, akcja! - Felix skinął mu głową.
- Dzisiaj mamy nietypowy trening, bo przenieśliśmy się w plener. - Obrócił się, żeby zaprezentować widoki. - Pogoda nam średnio dopisuje, ale mamy parasole, możemy tańczyć do "Deszczowej piosenki". - Zaśmiał się. - W dodatku nawaliło nam nagłośnienie...
"Deszczowa piosenka"? Rita zastanawiała się, czy tak sobie strzelił tytułem, bo zaraz się rozpada, czy faktycznie wiedział, że do niej też da się zatańczyć foxtrota. Wyjęła rękę z kieszeni, żeby odgarnąć włosy z twarzy, ale słuchawki zaplątały jej się w rękaw. Odczepiła je i nagle ją olśniło.
- Mam pomysł! - Krzyknęła, przerywając paplaninę Harry'ego. - Niepotrzebny nam głośnik! - Z uśmiechem pokazała na słuchawki i wyjęła telefon. Kiwnęła głową na Harry'ego. - No, chodź!
Podszedł do niej, a kamerzysta podążył za nim. Włożyła jedną słuchawkę w ucho, a Stylesowi podała drugą. Włączyła "Don't worry be happy" i wyciągnęła ręce do chłopaka.
- Zaczniemy od Spina.
I zaczęli tańczyć, starając się, żeby nie upuscić słuchawek. To już w ogóle nie przypominało klasycznego treningu i chyba oboje się rozluźnili, bo nawet zaczęli się śmiać przy kolejnych potknięciach podczas Chasse Roll czy Contra Check. Odtańczyli prawie cała choreografię, ale nie zatrzymywali się, wciąż wirowali w rytmie foxtrota, jakby uciekając przed goniącą ich kamerą. Wreszcie z końcem piosenki zatrzymali się w pół kroku i wybuchnęli śmiechem, gdy zgromadzeni widzowie zaczęli im bić brawo. Kamerę skierowano na ludzi, a Harry i Rita wykonali ukłon na zakończenie, podczas którego mało się nie przewrócili. Kabel od słuchawek pociągnął ich do siebie tak, że praktycznie się zderzyli. Styles w ostatniej chwili złapał Ritę za rękę. Szybko odzyskała równowagę.
- No, wreszcie wyćwiczyłeś refleks. - Zażartowała, dając mu sójkę w bok.
- Zostałem do tego zmuszony. - Natychmiast jej oddał. Harriet parsknęła śmiechem. W sumie to tego dnia śmiała się pierwszy raz od ostatniego programu. Nigdy też nie czuła się przy Harrym tak swobodnie, niemal jak z Mattem.
Na ich twarze spadły pierwsze krople deszczu. Dziewczyna podniosła głowę i zamknęła oczy. Normalnie zaraz rozłożyłaby parasol albo założyła kaptur, ale dziś jakoś nic nie było normalne.
- Tańczyłaś kiedyś w deszczu? - Otworzyła oczy i spojrzała na Stylesa. Stał w podobnej pozycji jak ona i spoglądał na nią rozbawiony.
- Nigdy nie miałam okazji - odparła.
- No to już masz. - Złapał ją za rękę i zaczął bokiem do niej tańczyć krok podstawowy z foxtrota. Nie namyślając się długo, dołączyła do niego. Za chwilę znowu staneli w ramie i popłynęli w tańcu, ale tym razem mieszając kroki i dodając swoje własne. Nagle Harry zaczął śpiewać.
- I'm singin' in the rain. Just singin' in the rain, what a glorious feelin... I'm happy again. - Rita wykonała obrót pod jego ręką i pozwoliła się unieść do kolejnego wirowania. Pierwszy raz słyszała śpiewającego Harry'ego na żywo i podobało jej się to o wiele bardziej, niż odsłuchane wcześniej nagrania One Direction. Przypomniała sobie, kiedy ostatnio słyszała tę piosenkę i niespodziewanie dla samej siebie postanowiła do niego dołączyć. Kiedy ją postawił, podbiegła do asystenta, zabrała mu dwa duże parasole i wróciła do Harry'ego.
- You have my heart and we'll never be worlds apart, maybe in magazines but you'll still be my star... - Zaśpiewała, wykonując ruchy rodem z "Deszczowej piosenki". - Na co czekasz? - Rzuciła parasol Harry'emu. Przez chwilę stał bez ruchu, aż w końcu uśmiechnął się szeroko i zaczął powtarzać jej ruchy.
- You can stand under my umbrella, you can stand under my umbrella!
- I'm singing in the rain, just singing in the rain!
Śpiewali, tworząc całkiem niezły mash up, skacząc po kałużach i rozpsrykując wszędzie wodę. Przenieśli się na schody, omijając deszczowe potoki w rynsztokach i kontynuowali swój wystep, zapominając o całym świecie. Kiedy wreszcie skończyli, brawa były większe niż po tamtym konkursowym foxtrocie. Rozejrzeli się dookoła ze śmiechem. Rita odgarnęła mokre włosy z twarzy i rozłożyła wreszcie parasol nad głową. Była w szoku, że tyle ludzi zostało mimo deszczu i pluchy, żeby dalej na nich patrzeć. Przez piski fanek Stylesa nie mógł się nawet przebić dźwięk jadącej karetki.
- Chodźmy do nich, zasłużyły chyba na zdjęcie, nie? - Nie pytając jej o zdanie, pociągnął ją za rękę w stronę tłumu. Nawet się nie opierała. W końcu to zwariowany dzień, nie?


___________________________________________________
Surprise! Nowy rozdział dla was xD

Oczywiście najlepsze rozdziały powstają podczas nauki do kolokwium... ech, ta moja motywacja do nauki -_-
Dziękuję wam za wszystko, kochani! Następny rozdział będzie... Jak go dodam heheh xD spróbuję jak najszybciej

Buziaki <3
Roxanne

wtorek, 2 maja 2017

CHAPTER FOURTEEN: Dear future husband...




- Panie i panowie, chciałbym podać teraz definicję jive'a. - Bruce wyjął z kieszeni kartkę, odchrząknął teatralnie i zaczął czytać. - Jive jest tańcem radosnym, kiedy się go skończy tańczyć. Bierze wszystkie wady od quickstepa i od cha chy. Autor... Harry Styles.
Widownia wybuchła śmiechem i oklaskami. Kamera zrobiła zbliżenie na parę numer pięć. Harry opierał się łokciem o ścianę i posłał oczko w stronę obiektywu. Rita, z założonymi na piersi rękami, popatrzyła na niego krzywo i uśmiechnęła się łobuzersko do kamery. Wyglądali, jakby żywcem wyjęto ich z lat pięćdziesiątych. Harriet była ubrana w różową sukienkę z kloszowanym dołem, sięgającą jej do kolan, a na wierzch zarzucony białą koszulę z rękawami do łokcia, związaną w pasie. Włosy uczesano jej w koński ogon, z lokiem nad czołem, przypominającym grzywkę. Harry założył czarne spodnie, białą koszulkę i czarną skórzaną kurtkę. Czerwone trampki zostały przez niego wybłagane u Michelle, która z ciężkim sercem zgodziła się na taką stylizację. Teoretycznie można było zatańczyć jive'a w trampkach... Ale tamte lakierki były tak świetnie dopasowane! Jedynie w kwestii fryzury Harry nie miał zastrzeżeń. Fryzjer zaczesał mu włosy do góry w typowy "elvisowski kaczy kuper", z gładkimi bokami i kilkoma kosmykami odstającymi wyżej nad resztą. Do tego zabronił mu kategorycznie dotykać fryzury choćby czubkiem palca. Styles podejrzewał, że nawet przeczesanie włosów ręką nie zmieniłoby tego ułożenia, podlanego hektolitrami lakieru do włosów. Czuł się prawie jak Zac Efron w "Hairspray". Przynajmniej nie miał tyle żelu na głowie.
- Idźcie, szybko! - popędził ich jeden z asystentów reżysera. Przed wyjściem zza kulis Rita zatrzymała się raptownie i odwróciła się do chłopaka.
- Nieważne, jak cię ocenią. Jasne? - zaskoczony pokiwał głową. - Zatańcz sercem. Baw się, jak na treningu z Mattem.
- A co z...
- Nie myśl tylko o technice. Tańcz sercem. Zagraj to. Jesteś dobrym aktorem.
Styles nie miał pojęcia, co jej odpowiedzieć. Po chwili otrząsnął się i ustawił w pozycji wyjściowej, jeszcze za kulisami. Rita zeszła na scenę, gdzie po sekundzie dołączyło do niej kilka tancerek w podobnych strojach, które miały uzupełniać ich choreografię. Na telebimach wyświetlano jeszcze filmik z prób, na których w zabawny sposób udało im się przedstawić walkę Harry'ego o trampki i kilka nieudanych kroków, komentowanych przez brata Rity. Smarkacz po epizodzie z Jayem kontynuował zwiedzanie studia i dołączył do ekipy filmowców, jako wścibski reporter. Zrobił furorę w spotach Kai Scodelario i Allison Hammond. Harriet początkowo nie chciała się na to zgodzić, ale kamerzysta i reżyser ją ubłagali. Takim oto sposobem para numer pięć była na językach wszystkich, bez względu na to, o której parze się mówiło. "To brat tej tancerki od Harry'ego." "Harry Styles i Harriet świetnie sobie radzą, a jej brat, widziałaś? On kiedyś będzie to prowadził!"
Oklaski ucichły i Harry wziął głęboki oddech. Teraz albo nigdy. Będzie najlepszym tancerzem od jive'a albo najgorszą imitacją Travolty. Zero szarości, tylko czarny lub biały.
Wyszedł na parkiet i stanął w wystudiowanej pozie przed schodami. Reflektory padły na niego i już zaczęli bić mu brawo. Miał ochotę wywrócić oczami. Po co tańczyć, skoro oklaskują go za samą obecność na scenie? Hmm, może po to, żeby brawo były większe. Niech zagłuszą muzykę, żeby musiał tańczyć z pamięci.
Rozległy się pierwsze dźwięki "Dance With Me Tonight". Ręce same powędrowały mu do głowy w geście udawanego przyczesywania włosów, tak dobrze znanego z wszystkich filmów o latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Rzucił spojrzenie na widownię i zatrzymał wzrok na grupce kolorowych dziewczyn, wśród których stała Rita. Udawały ożywioną rozmowę i zerkały co chwilę w jego stronę. Zaczął tańczyć swoje solo, składające się z kombinacji kicków i Fallaway Rock. Zeskoczył ze schodów i tanecznym krokiem przybliżył się do dziewczyn, żeby wyłowić spośród nich Ritę i obrotem przyciągnąć ją do siebie. Zaczęli tańczyć kolejno Windmill, Stop And Go, Whip i Mooch. Styles starał się z całych sił nie myśleć o kolejnych krokach, próbował dać się ponieść muzyce. I udawało mu się to, kiedy patrzył w oczy swojej partnerce. Uśmiechali się do siebie i z boku musiało to wyglądać, jakby uwielbiali tańczyć w jednej parze.
Kiedy odskoczyli od siebie i zaczęli obok wykonywać lustrzane odbicie tych samych kroków, Harry przelotem uchwycił w tłumie twarz Davida. Jeżeli dobrze zinterpretował wyraz jego twarzy w tym ułamku sekundy, to chłopak Rity był wyraźnie wkurzony. Styles miał ochotę jeszcze bardziej go zdenerwować, pokazać, że mogą tu i teraz zacząć walczyć o nieświadomą niczego dziewczynę. Ale zaraz o tym zapomniał, kiedy nadeszła pora na najgorszą figurę w tym tańcu, podnoszenie z saltem. Wykonał obrót jednocześnie z Ritą, wylądował za jej plecami i złapał ją w talii. Uniósł ją, żeby zrobiła szpagat z podskoku, a potem przerzucił przez ramię tak, że znalazła się za jego plecami. Oparła się rękami na podłodze, praktycznie robiąc mostek i błyskawicznie się prostując. Udała, że odpycha go ręką, a on padł na parkiet, pozwalając, żeby przeszła nad nim, wykonując klasyczne walks. Aż zamknął oczy, bo ciężko byłoby mu się skupić na zakończeniu, gdyby w głowie zostało mu tylko to, co Rita miała pod spódnicą. Zerwał się na równe nogi, wykonał podwójny obrót i wylądował na kolanach przed dziewczyną, która na koniec odwróciła się do niego plecami, jakby była na niego obrażona.
Koniec. Te półtorej minuty ciągnęło się jak guma. Wstał z parkietu, próbując opanować oddech po szaleńczym tańcu. Większa część widowni wstała, oklaskując ich głośno. Czyli jednak nie było tak źle... Pod jego nogami wylądował jakiś pluszak. Podniósł go z uśmiechem i pomachał nim do tłumu. Złapał Ritę za rękę, wykonał z nią przepisowy ukłon z obrotem i trzymając dłoń na jej plecach, ruszył w stronę jury.
- Ale się działo! - Prowadzący powitał ich z szerokim uśmiechem. - On ledwo żyje! Harry, żyjesz?
- Jeszcze - odparł do mikrofonu, próbując wciąż opanować oddech.
- To póki jeszcze nie padłeś od tego zabójczego tempa, to wysłuchajmy opinii jurorów. Len?
- Wreszcie przestałeś się denerwować krokami, Harry. Ten jive był naprawdę niezły. - Oznajmił Len Goodman. Chwilę odczekał, żeby dalszej wypowiedzi nie zagłuszyły piski widowni. - Dziś nie skupiłem się na pojedynczych krokach, patrzyłem na całokształt. W pierwszym odcinku miałem wrażenie, że jesteś w programie na siłę, że boisz się otworzyć. W zeszłym tygodniu byłeś mniej spięty, ale dalej tworzyłeś między sobą a tańcem niewidzialną barierę, jakbyś chciał powiedzieć "to nie ja tańczę, to tylko moje nogi, ja jestem poza tym". Dzisiaj wreszcie poczułeś się w tańcu swobodnie.
- Dodałbym jeszcze - wtrącił się po brawach Bruno Tonioli. - Dodałbym jeszcze, że zacząłeś się tym tańcem bawić. Włączyłeś odrobinę aktorstwa, swojego poczucia humoru. Oglądałem z ciekawości kilka twoich występów na koncertach. Wygłupiałeś się z kolegami z zespołu, śmiałeś, zmieniałeś teksty piosenek, żeby wasze show były ciekawsze. I dzisiaj uczyniłeś pierwszy krok, żeby zrobić to samo w tańcu. Uważam! - podniósł głos, bo fanki pary numer pięć znów zagłuszyły jury. - Uważam, że masz duże szanse wylądować co najmniej w ćwierćfinale, jeśli tylko się całkiem otworzysz i dasz ponieść muzyce.
- Po takiej opinii warto tylko dodać, żebyście głosowali na tę parę, bo warto zobaczyć, jak bardzo Harry się otworzy do ćwierćfinału. - Zaśmiał się Bruce. - Lećcie do Tess i zobaczymy, jakimi ocenami was obdarzą jurorzy.
Pomachali jeszcze raz do publiczności i zniknęli za kulisami.
- O matko! - Rita szła szybko do pokoju gwiazd, gdzie czekała na nich prowadząca. - Było dobrze, Styles, nawet bardzo!
- Serio tak myślisz? - chłopak popatrzył na nią z nieukrywaną radością.
- A słyszałeś, co mówili? Mamy szansę na dobre oceny. Może nie czterdziestkę, ale trzydzieści na bank! - Klasnęła w dłonie. - Oby tak dalej.
Ruszyła szybciej korytarzem, mijając popędzających ich asystentów, a Harry deptał jej po piętach, myśląc intensywnie nad tym, co powiedziała. Czy ona na swój sposób próbowała mu powiedzieć, że w niego wierzy i że mają naprawdę szansę na ćwierćfinał?
- I witamy parę numer pięć! - rozbrzmiał głos Tess Daly. Weszli w krąg uczestników konkursu, bijących im brawo. Zatrzymali się przy prowadzącej.
- To było wspaniałe! Harry, przepraszam, że to powiem, ale nie spodziewałam się takiego tańca, takiego talentu do jive'a! Byliście niesamowici! Jak się czujesz po występie? - podsunęła mu mikrofon pod sam nos.
- Myślę, że przesadzasz. - Zaśmiał się Harry. - Poszło mi nieźle, ale na pewno mogło być lepiej. Rita pewnie jutro zasypie mnie uwagami na treningu.
- Daj spokój! Rita! Może jeden dzień odpoczynku dla Harry'ego? Przecież zasłużył! - Rita uśmiechnęła się krzywo i przejęła mikrofon.
- Na pewno było lepiej, ale nie idealnie i cieszę się, że Harry sam to zauważył. Ostatnio próbował mnie przekonywać, że jest lepszym tancerzem ode mnie i mu nie wyszło.
- Ale tragedii też nie było! - Harry czuł się w obowiązku zaprotestować.
- Pogadamy o tym jutro - rzuciła mu znaczące spojrzenie, które zostało od razu wyłapane przez Tess.
- Oho, coś się szykuje! Harry, czy Rita jest bardzo wymagającą trenerką?
- Brakuje jej tylko bata w ręce, żeby mnie całkiem sterroryzowała.
- Miejmy nadzieję, że po ocenach jurorów trochę ci odpuści. Spójrzmy, co chcą wam dać nasi sędziowie...
Wszyscy przenieśli wzrok na ekran. Rita zacisnęła dłoń na ręce Harry'ego. Bardzo się denerwowała. Chciała, żeby wypadli jak najlepiej. Jej jedynym marzeniem w tym programie były przynajmniej jedna czterdziestka i osiągnięcie tego siódmego odcinka. Z napięciem wpatrywała się w telewizor. Siódemka. Potem dziewiątka. Kolejna siódemka. I jeszcze jedna. Trzydzieści punktów! Odwróciła się do Harry'ego, żeby go uściskać. Popatrzyli na siebie z szerokimi uśmiechami. Dokładnie tak, jak przewidziała.
- Piękne trzydzieści punktów dla pary numer pięć! I w tej chwili daje im to drugie miejsce w klasyfikacji, ale przed nami jest jeszcze sześć par, więc jeśli nie chcecie, aby Harry i Rita spadli niżej w naszej drabince, wysyłajcie smsy o treści "pięć" pod numer osiem dwa dziewięć dwa lub dzwońcie pod numer cztery cztery osiem osiem trzy dziewięć zero pięć.
Przybili sobie piątkę przed samym obiektywem kamery i zeszli z wizji. Bruce zapowiedział przerwę, a po niej występ Pixie Lott i Trenta Whiddona.
- Jak ty to przewidziałaś? Naprawdę dostaliśmy trzydzieści punktów! - śmiał się z niedowierzaniem Harry.
- Mam wprawę - odwzajemniła uśmiech Rita. - Pamiętaj, na ilu konkursach byłam. Sędziowie są wszędzie tacy sami. Craig pewnie mnie nawet pamięta z mistrzostw Europy z zeszłego roku.
- Rita! - Podeszłą do nich Karen Hauer i uściskała Harriet. - Wspaniale wam to wyszło! Praktycznie jak na konkursie!
- Prawie. - Zaznaczyła stojąca obok Aliona Viliani ze sztucznym uśmieszkiem. - Było widać kilka potknięć...
- Jury jakoś tego nie zauważyło. - Wtrącił się Theo James. - Daj spokój, Ali. To był świetny jive. Ja swój na pewno skopię, a mam wystąpić na końcu. Wszyscy zapamiętają moje pomyłki.
- Na pewno pójdzie ci świetnie, w ostatnim odcinku byłeś najlepszy. - Harry uznał, że Theo nie zasługiwał na taką wredną partnerkę jak Aliona. W gruncie rzeczy wydawał się być równym gościem.
- Tak, ale to tylko dlatego, że na mnie głosowali... - urwał, przenosząc wzrok na swoje spodnie. - Cholera, czymś się ubrudziłem.
- Trzeba cię natychmiast wyczyścić! - Aliona porwała go za rękę do którejś ze stylistek krążących po pomieszczeniu. Ich miejsce zajęła Caroline Flack.
- Harry, byłeś niesamowity. Zawsze wiedziałam, że jesteś niesamowitym tancerzem. - Rita miała ogromną ochotę powiedzieć jej, że głupio brzmi się tak powtarzać i że zachowanie nastolatki nie odejmie jej dwudziestu lat, ale się powstrzymała. Swoją drogą, to było śmieszne. Czterdziestoletnia baba jawnie latała za dwudziestoletnim chłopakiem, który mógłby być jej synem. W sumie kiedyś byli w związku, ale... To musiało idiotycznie wyglądać.
- Caroline, masz śliczną sukienkę. Jak ci się podoba tango? - Zapytała zamiast tego, żeby zmienić temat.
- Och, podoba ci się? - Flack złapała haczyk. - Uważam, że jest cudowna. Michelle odwaliła kawał dobrej roboty. - Przesunęła dłońmi po czarnym jedwabiu, opływającym jej sylwetkę.
- Chyba będziesz mogła ją nawet po programie zabrać. - Powiadomiła ją Rita. - Ja po jakimś konkursie wróciłam z pełną szafą sukienek.
- Serio? Będę musiała zapytać Michelle, ale chciałabym wziąć wszystkie stroje, jakie ona mi zaprojektowała, jest taka utalentowana...
Harry wyłączył się z rozmowy. Nie miał siły na słuchanie rozmów o durnych kieckach. Zaczął się rozglądać po red roomie i w kącie pomieszczenia zauważył skradającego się Mickeya. Zerknął na Harriet, ale ona skupiła się na rozmowie o ciuchach z Caro i nie widziała świata poza sukienkami Michelle. Typowa kobieta. Odsunął się od nich i stanął za plecami Mickeya.
- Coś zgubiłeś, młody? - parsknął śmiechem, kiedy dzieciak podskoczył, jak na sprężynie i posłał mu przestraszone spojrzenie.
- Nic nie zgubiłem, stary. - Odparował, błyskawicznie odzyskując równowagę.
- To ciekawe. - Harry przeniósł wzrok na stół z cateringiem sponsorowanym przez jakąś sieć restauracji londyńskich. - I tylko przypadkiem polujesz na te miniburgery? - Mickey zacisnął zęby i wywrócił oczami. Styles pokręcił głową z westchnieniem.
- Idź, osłaniam cię. - Młody zmarszczył brwi, a po chwili, gdy zorientował się, że Harry nie żartował, ruszył pędem do stołu i zgarnął furę jedzenia na papierowy talerzyk.
- Jednak nie jesteś taki zły.
- Dzięki. - Prychnął Styles. - Ktoś cię pilnuje?
- Zwiałem Davidowi, ale chyba nawet nie zauważył. Powiedział, że ma zamiar ci wpierdolić.
- Młody! Uważaj na słownictwo!
- A ty uważaj, jak będziesz gdzieś jechał. On trenuje karate. Ma czarny pas czwartego stopnia.
- A ja trenowałem kiedyś boks i co? Poza tym, czemu się o mnie martwisz? - Zlustrował go podejrzliwym wzrokiem.
- Nie chcę, żeby ci połamał tę buźkę, bo moja dziewczyna będzie mi przez miesiąc płakała w rękaw. - Odparł z ustami pełnymi miniburgerów.
- Nie jesteś za młody na dziewczynę?
- Ona myśli, że to tylko przyjaźń. - Wyjaśnił Mickey. - Mogę jeszcze colę?
- Jest tylko woda, trzymaj. - Podał mu butelkę gazowanej.
- Mogę też ciacho? - Chłopiec popatrzył tęsknie na paterę z muffinami. Harry skinął głową.
- Czekaj! - Zatrzymał Mickeya, kiedy chciał odejść z talerzykiem ciastek. - Weź jeszcze kilka i zaniesiesz mojej mamie, dobra? Wiesz, jak wygląda?
- Wiem. Siedzi obok twoich kolegów z zespołu. Ma czarne włosy.
- Dokładnie. To zaniesiesz?
- I tak nie mam po co wracać do Davida, on gdzieś polazł. - Mickey wzruszył ramionami i zniknął w tłumie ludzi. Harry patrzył za nim przez chwilę. David zostawił dzieciaka samego? To się Rita wkurzy.

<***>

I znowu stali na środku parkietu, czekając na werdykt. Te chwile były dla Rity najgorsze. Nienawidziła tego nieznośnego oczekiwania, tego budowania napięcia, zawieszania głosu przed wypowiedzeniem ostatecznego słowa... Wolała dostać wyniki na kartce, przeczytać i mieć święty spokój. Ale nie! Wszystko musiało być wielkim show dla widzów, od pierwszego do ostatniego słowa reżysera. A ona musiała się uśmiechać, mimo że makijażystka chwilę wcześniej wsadziła jej pędzelek od tuszu w oko.
Jakoś opanowała to mimowolne mruganie, ale w dalszym ciągu czuła ból. Mimo to prezentowała ciągle wspaniały uśmiech i udawała, że nie martwiła się o wyniki, a tak naprawdę w środku jej jelita zwijały się w supeł. Nie liczyła na pierwsze miejsce, ale przynajmniej trzecie... W zeszłym odcinku było czwarte. Teraz w klasyfikacji byli na piątej pozycji. Cholerni mistrzowie amatorskiego tanga. Cholerna Aliona i cholerna Camilla. Cholerni Jay z Kristiną.
- Pierwsze miejsce w dzisiejszym odcinku zdobywają... Theo James i Aliona Viliani!
Znowu! Theo niby tak się martwił o swojego jive'a, a zatańczył, jakby był co najmniej synem Elvisa Presleya. Podejrzewała, że bukmacherzy już obstawiają jego wygraną w zakładach.
- Na drugiej pozycji uplasowali się... - Chwila zupełnie niepotrzebnego napięcia. - ... Caroline Flack i Pasha Kovalev!
Wow, nieźle. Podskoczyli z czwartego miejsca. Ale ich tango warte było głosu i sama Caroline, kiedy nie mizdrzyła się do Stylesa, była całkiem znośna.
- Trzecie miejsce i jeszcze podium mają... William Moseley i Camilla Dalerup!
- Czy widzom to się nie zaczęło robić nudne? W kółko te same pary na podium. Ej, ludzie, może wywrócimy tę tabelkę do góry nogami?
- Czwartą pozycję zajęli... Harry Styles i Rita Holmes!
- Tak! - Nie mogła powstrzymać się od okrzyku zwycięstwa. Harry przytulił ją mocno, niemal miażdżąc jej żebra. Reflektor nad nimi zgasł.
- Wiedziałem, że się uda! Głosowali na nas! - Cieszył się jak dziecko. Odwrócili się, żeby nie przeszkadzać w wymienianiu kolejnych par, ale Rita czuła wciąż podekscytowanie. Jednak mogła nauczyć go tańczyć!
Jej radosny nastrój trochę opadł, kiedy prowadzący ogłosili, że parą opuszczającą program zostali Mark Wright i Karen Hauer. Nie znała dobrze Marka, ale Karen była tutaj jedyną tancerką, z którą mogła swobodnie porozmawiać. Kiedy tylko zakończył się program, ruszyła jako pierwsza, żeby przytulić i pożegnać Karen.
- Tak mi przykro... - Przytuliła koleżankę.
- Nic się nie stało. Zobaczymy się w finale, kiedy będziesz odbierać Kryształową Kulę z Harrym. - Uśmiechnęła się tancerka.
- Daj spokój, na bank nie wygramy. - Roześmiała się Rita.
- To i tak się zobaczymy, bo w finale tańczą wszystkie pary.
- Hars! - Dziewczyna odwróciła się, żeby wyłowić z tłumu swojego brata. - Super tańczyłaś! Wiedziałem, że przejdziesz dalej!
- Dzięki, bracie! Wysłałeś smsa?
- No ba!
- To twój głos na pewno przeważył! - Potargała mu włosy i rozejrzała się w tłumie. - A gdzie David?
- Wyszedł zaraz po waszym tańcu - oznajmił jej braciszek. Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Jak to wyszedł?
- No poszedł sobie. Siedziałem potem z mamą Harry'ego. - Ritę przeszedł zimny dreszcz.
- Zostawił cię? Zostawił cię samego?! - W jej wyobraźni zaraz pojawiły się czarne scenariusze. Ktoś mógł porwać Mickeya, mógł się zgubić, mógł zabłądzić w korytarzach studia, mógł wyjść sam i wpaść pod samochód. Przecież prosiła Davida o pomoc! Ufała mu! A on ją wystawił!
- Spokojnie, Rita. - Harry znalazł się nagle obok niej, prowadząc za sobą mamę, Zayna i Liama. - Młody przyszedł za kulisy zwędzić żarcie i wysłałem go do mojej mamy. Nie zginąłby tutaj.
- Nie wiem, jak mam pani dziękować... - Wyjąkała Rita, patrząc niepewnie na kobietę. Czuła się strasznie nieodpowiedzialna i przede wszystkim upokorzona. Dawno nie czuła się tak upokorzona.
- Skarbie, nie ma sprawy. W ogóle bardzo miło mi cię poznać, jestem Anne Twist. - Uściskała tancerkę, całując ją w oba policzki. - Harry mi sporo o tobie opowiadał, chciałam cię bliżej poznać.
- Pewnie mówił, jak bardzo się nad nim znęcam. - Uśmiechnęła się blado Rita. Anne roześmiała się i spojrzała na syna z miłością.
- Od zawsze lubił narzekać.
- Przepraszam was bardzo, ale muszę lecieć. Padam z nóg, a jeszcze powinnam się przebrać... Jutro trening o ósmej, Harry, pamiętaj. - Chciała odejść, ale Harry zastąpił jej drogę.
- Zaczekaj, to cię podwiozę.
- Nie trzeba, mam podw... - Zorientowała się, że jej podwózka odjechała razem z Davidem. Zamknęła oczy i policzyła w myślach do dziesięciu, żeby nie wybuchnąć płaczem. - W porządku. Jeśli ci to nie robi problemu.
- Nic się nie dzieje. Czekam na parkingu, tylko się przebiorę.
Poszła za nim w kierunku garderoby, żeby zrzucić z siebie sukienkę i ubrać się ponownie w dres. Z całych sił starała się nie myśleć o tym, że już drugi raz w tym tygodniu odwozi ją Harry, bo jej chłopak nawalił. Wtedy była na niego wściekła, a teraz czuła tylko wdzięczność, że nie zostawił jej z tym samej.

<***>

Obudziła się z koszmarnym bólem głowy. Poprzedniego wieczoru, kiedy tylko upewniła się, że Mickey zasnął wybuchnęła takim płaczem, że nie mogła się uspokoić przez prawie godzinę. David był wiecznie zazdrosny o nią i o wszystkich facetów w jej otoczeniu, co nie zmieniało faktu, że ona nie mogła być zazdrosna o żadną dziewczynę, do której się uśmiechał. Przecież on ją tak bardzo kochał.
Kiedyś Matt próbował ją przekonać, że te wszystkie wybuchy złości, chorobliwa zazdrość i groźby w kierunku każdego faceta podchodzą już pod przemoc psychiczną, ale ona zbywała go śmiechem. Kocha, więc jest zazdrosny, logiczne. Poza tym, kiedy byli sami, David zachowywał się zupełnie inaczej. Był czuły, opiekuńczy, traktował Mickeya jak własnego brata i naprawdę mu na niej zależało. Potrafili godzinami oglądać filmy, śmiać się z głupich artykułów w internecie, urządzać pojedynki w bierki, monopoly czy chińczyka. Inną sprawą były wyjazdy. Wieczne konkursy, turnieje, obozy szkoleniowe, treningi były prawdziwym sprawdzianem dla ich związku. Nie mieli dla siebie tyle czasu co standardowe pary. Zdarzało się często, że kiedy ona wracała z turnieju, on tego samego dnia wyjeżdżał na swój. Potrafił się obrazić, gdy nie miała czasu, żeby się z nim spotkać, ale jeszcze nigdy nie potraktował jej w taki sposób. Mickey musiał zostać z obcymi ludźmi, bo nie mogła polegać na własnym chłopaku. Upokarzające.
Zostawiła bratu śniadanie na stole i wyszła na trening. Nie czuła się na siłach, żeby prowadzić motor, więc złapała taksówkę i podjechała pod studio. W recepcji już czekała na nią Lisa z dość grobową miną.
- Ktoś umarł? - Zapytała bez większego zainteresowania Rita, odbierając klucz od sali treningowej.
- Nie... ale to ci się nie spodoba. - Mruknęła Lisa i wyjęła spod biurka dzisiejszy numer The Mirror. Okładka od razu przykuwała wzrok dzięki młodej parze na głównym zdjęciu i logo najpopularniejszego show w brytyjskiej telewizji. Harriet niemal straciła równowagę, gdy przeczytała nagłówek: "Czyżby szykował się nowy romans piosenkarza? Tylko u nas kulisy najgorętszej pary nowej edycji "Strictly Come Dancing"!"



__________________________________________
ROZDZIAŁ NIESPRAWDZONY!!!
Przepraszam za tę kwietniową przerwę, ale zwaliło mi się masę rzeczy na głowę, począwszy od kolokwiów, zaliczeń, przez przeprowadzkę, skończywszy na dwóch infekcjach. Ból ucha to koszmar, nigdy w życiu nie czułam gorszego bólu.

Polecam zajrzeć w linki do utworów na górze, zwłaszcza "I'm Still Standing", czyli jive w wykonaniu Michała Malitowskiego i Joanny Leunis :)

Jak zwykle nie można na mnie polegać, jeśli chodzi o kolejne rozdziały... Ale spróbuję jak najszybciej. Teraz będę miała trochę więcej luzu przed sesją, która jest... O Boże, za miesiąc. Za miesiąc mam sesję -.-

Dziękuję Wam za wszystko, całuję i trzymam kciuki za maturzystów (za gimnazjalistów też trzymałam!) <3
Roxanne xD

czwartek, 16 marca 2017

CHAPTER THIRTEEN: Dance with me tonight



- Czemu studio jest w tym samym budynku co twoja szkoła?
- Nie wiem.
- A czemu parkujesz tak blisko tamtego samochodu? Uszkodzi ci motor drzwiami.
- Nie uszkodzi.
- A wiesz, że jest trzy po ósmej?
- Wiem! Cholera jasna, Mickey, żebym tylko nie żałowała, że cię zabrałam! - Wrzasnęła na cały parking, aż kilka osób się za nią obejrzało.
Harriet miała stresujący dzień. Najpierw zamiast przestawić budzik na drzemkę, całkiem wyłączyła alarm, potem Mickey przez przypadek zrzucił z kuchenki patelnię z jajecznicą, a na koniec utknęli w korku ciągnącym się na ukos przez cały Londyn. Do tego jeszcze dzieciak w kółko zadawał denerwujące pytania i był najwyraźniej wniebowzięty, że nie musiał iść do szkoły. A przecież przed nią był jeszcze cały wspaniały dzień z Harrym...
- Lisa, cześć! - Zatrzymała się raptownie przy kontuarze. Mickey z rozpędu zarył nosem w jej plecy. - Błagam, powiedz mi, że Harry nie przyszedł.
- Harry jest już od jakichś dwudziestu minut. A tak w ogóle, cześć, Rita. Cześć, Mickey. - Odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.
- Szlag by to trafił! - Zaklęła tancerka i ruszyła pędem w stronę windy. - Mickster, ruchy, bo cię uduszę!
Harry zerkał co chwilę na zegarek z miną pełną triumfu. Wreszcie ta idealna, perfekcyjna, dokładna do bólu tancereczka się spóźniła. I koniec z brakiem szczelin w porcelanowym pancerzu. Zakończył prowizoryczną rozgrzewkę i z nudów włączył wieżę. Olly Murs znów ryknął swój hit na całą salę. Styles ustawił się na wprost lustra i spróbował przećwiczyć krok, który mu wczoraj wyszedł z Mattem. Chasse czy inne gówno... Hmm. Jak na jego amatorskie oko, było całkiem nieźle. To teraz American Spin. Jeszcze lepiej. Harry, ty geniuszu, pochwalił się w myślach i spróbował to powtórzyć.
Właśnie na tym przyłapali go Harriet z Mickeyem, kiedy wpadli zziajani do sali. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i przebiegła wzrokiem od próbującego tańczyć chłopaka do odpalonej płyty w radio.
- Co do... - wykrztusiła, oddychając nierówno. Harry odwrócił się do niej i uśmiechnął się złośliwie.
- Proszę, proszę, kto to się zjawił... Cóż to, spóźniamy się na trening? - Rita aż się zatrzęsła ze złości, kiedy usłyszała jego nonszalancki ton.
- Styles, nie przeginaj. - Rzuciła torbę i usiadła, żeby zmienić buty. - Bracie, znasz Harry'ego. Harry, znasz mojego brata. Nie poszedł dziś do szkoły, będzie tu siedział. Mickster, masz nie przeszkadzać.
- A mogę się rozejrzeć po studiu? - Zapytał chłopiec, kiwając się na palcach w przód i w tył.
- Możesz. - Odpowiedziała nieuważnie, wstając na nogi. Podskoczyła w miejscu dopiero, gdy jej brat z głośnym okrzykiem "Iiiihhhaaaa!" trzasnął drzwiami. Jego dudniące kroki słychać było jeszcze dobrą minutę.
Westchnęła ciężko i odwróciła się do Harry'ego. Chłopak przyglądał jej się uważnie z rękami założonymi na piersi i nieodgadnioną miną. Cholera. Trzeba było coś powiedzieć.
- Cześć. - Mruknęła, podchodząc bliżej. Zatrzymała się tuż przed nim i już miała wziąć go za ręce, żeby ułożyć je w ramę, ale on odsunął się o krok.
- Cześć. - Odpowiedział. Rita z trudem powstrzymała się od przekleństwa. Nienawidziła zabawy w kotka i myszkę. Niestety, wiedziała, że po wczorajszym dniu nie będą mogli wrócić do porządku dziennego, tylko powinni sobie parę spraw wyjaśnić. Wzięła głęboki wdech i spróbowała powiedzieć to, co normalnie w życiu nie przeszłoby jej przez gardło.
- Przepraszam. - Wymamrotała. Harry wytrzeszczył na nią oczy. Chyba jednak nie tego się spodziewał. - Wiem, że nie jestem taka jak Matt. Nie umiem wyluzować i może dlatego czasem wychodzi mi wszystko tak sztywno, ale jednocześnie coś tym osiągnęłam. Wiem, że perfekcja to idealna metoda na sukces. Nie odpuszczę ci, ale spróbuję być trochę bardziej... cierpliwa.
- Dwa tysiące dwunasty już był. Dlaczego dziś jest koniec świata? - Zapytał osłupiały Styles. Jasne, liczył na jakiś komentarz co do wczoraj, ale bardziej chodziło mu o jakąś pochwałę, stwierdzenie, że jednak mu wychodził ten jive, a nie od razu przeprosiny. - Najpierw się spóźniasz, potem okazuje się, że przychodzisz z bratem, a na koniec mnie przepraszasz? Kim jesteś i co zrobiłaś z Harriet Holmes?!
- Za tą Harriet powinnam ci przywalić, ale wyjątkowo tego nie zrobię. - Pokręciła głową i lekko się uśmiechnęła. - To co? Zabieramy się za tego jive'a?
- Czekaj, muszę się nad tobą trochę popastwić. - Podreptał za nią do okna i oparł się o ścianę, kiedy rozciągała nogi o parapet. - Czy ja ogłuchłem, czy naprawdę powiedziałaś "przepraszam"?
- Nie powtórzę tego, Styles. - Spuściła głowę, przyciągając ją do wyprostowanego kolana.
- A czy to "przepraszam" odnosiło się tylko do wczoraj, czy do wszystkich twoich chamskich odzywek wobec mnie? - dociekał dalej.
- Za chamskie odzywki to mnie też należą się przeprosiny. - Rzuciła mu stalowe spojrzenie. - Nie jestem jedyną osobą na sali, która uwielbia wyzywać innych.
- Racja, przepraszam. Muszę być kwita. - Chwycił jej dłoń i złożył na niej mokry pocałunek.
- Nie przeginasz, Styles? - Odruchowo wytarła grzbiet dłoni o spodnie.
- Nie przeginam. Wiesz, że Matt stwierdził, że w tańcu powinniśmy być trochę bliżej niż zwykle? Bo w takim oddaleniu nie ma szans na pokazanie tej więzi między nami...
- Znowu zaczynasz mnie wkurzać. - Odsunęła się od parapetu i stanęła na środku parkietu. - Chodź tu i pokaż, co potrafisz.
- A proszę bardzo. - Podszedł do niej szybkim krokiem i włączył od nowa piosenkę. Złapał Ritę za ręce, odliczył na głos kroki i zaczął od chasse. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem...
- Kurde - zatrzymał się w miejscu, kiedy poplątały mu się nogi.
- Czekaj. - Rita położyła mu rękę na ramieniu. - Było prawie dobrze. Zamiast dostawiać nogę, daj krok w tył, będziesz miał lepsze wyjście do kolejnego kroku. I trochę szybciej.
Powoli, kroczek po kroczku, nutka po nutce, udało im się z potknięciami przetańczyć cały układ. Wreszcie zatrzymali się przed samym lustrem i popatrzyli na siebie.
- I co? Jak było? - Zapytał z niecierpliwością Harry. Rita widziała, jak bardzo zależało mu na pochwale, ale jednocześnie nie chciała, żeby zrobił się zbyt pewny siebie. W tańcu trzeba być ciągle skupionym, każdy mięśień powinien być napięty w oczekiwaniu na kolejny ruch. Jedno zachwianie, jedna pomyłka może zepsuć całą choreografię, a za duża pewność siebie może zupełnie zmienić punkt widzenia. Człowiek przestanie zauważać swoje błędy, bo wciąż będzie mu się wydawało, że robi to dobrze.
- Było... nieźle. - Przyznała. - Jak na ciebie całkiem spoko. Tylko musisz w to włożyć więcej pracy, jak zwykle zresztą.
- Więcej pracy? Siedziałem nad tym naprawdę długo! - Zaprotestował Harry. - Pierwszy raz umiałem kroki do układu po dwóch dniach treningu, to mało?
- Za mało. Znasz kroki, ale nie wiesz, jak je połączyć. Słabo czujesz rytm, nie umiesz się dopasować, gubisz dźwięki. To jakbyś śpiewał piosenkę bez odsłuchu na scenie. Melodia swoje, a ty swoje, rozumiesz?
Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem. Chyba pierwszy raz użyła tak obrazowego porównania. Rita sama była zdziwiona tym, co powiedziała. Czy to Matt tak na nich oboje wpłynął? Czy może wreszcie coś zaskoczyło? Jakaś zębatka dopasowała się do całego zestawu i machina mogła ruszyć pełną parą?
- Śpiewasz? - zapytał niespodziewanie. Harriet zmarszczyła brwi.
- Kiedyś coś próbowałam, ale nie wychodziło. Jeszcze w podstawówce.
- Zaśpiewaj coś. - Zażądał chłopak. Rita parsknęła śmiechem.
- Nie ma mowy.
- No weź. Proszę? - Zrobił proszącą minę. Nie było siły, musiała głośno się roześmiać. Nagle umikła. To mogła być całkiem niezła okazja...
- Dobrze. - Odparła z przebiegłą miną. - Zaśpiewam ci coś. Ale mam warunek. Musisz zdobyć cztery dziesiątki.
- Żartujesz sobie? - Wcisnął ręce do kieszeni dresów i roześmiał się nerwowo. - Mam wygrać program?
- Nie program... Ale jakiś odcinek. Cztery dychy od jurorów i na próbie masz darmowy koncert. - Spojrzała na niego wyzywająco. Jeżeli taka motywacja na niego nie podziała, to...
- Zgoda. - Wyciągnął rekę, żeby ją uścisnęła. - Umowa stoi.
- Będzie ciekawie. - Nie mogła powstrzymać się od komentarza. - A teraz wracamy do tańca. Powinniśmy jeszcze wymyślić jakąś historię do...
Urwała, kiedy drzwi otworzyły się gwałtownie. Do sali wszedł Jay, trzymając w mocnym uścisku ramię Mickeya.
- Serio, Styles? Jesteś takim cieniasem, że przysyłasz dzieciaka na przeszpiegi, żeby mi podejrzeć układ? - Jay zatrzymał się przy parze i szarpnął Mickeya. Chłopa zacisnął zęby i przymierzył się do kopnięcia Jaya w nogę. - Daruj sobie, bo nigdy ze mną nie wygrasz.
- Zostaw go! - Rita złapała go za nadgarstek i odciągnęła od brata. - Pogięło cię do reszty?
- A ty co? Nie umiesz sama wymyślić oryginalnej choreografii? Ja pitolę, jesteście siebie warci - zadrwił Jay. Harry nie wytrzymał. Złapał rywala za kołnierz koszulki.
- Ty za to jesteś takim cieniasem, że kiedy wysyłam kogoś na przeszpiegi, to po to, żeby mieć się potem z czego pośmiać. Jeszcze raz dotkniesz brata Rity albo jakoś ją wyzwiesz, to powieszę cię za jaja na żyrandolu nad parkietem i odtańczę pod tobą freestyle'a w finale, zrozumiałeś, gnido? Zniszczyłem cię raz, to zniszczę i drugi.
- Pierdol się - Jay wyrwał się Harry'emu i wyszedł z sali, nie oglądając się za siebie.
- Trenujemy dalej? - Styles odwrócił się do Rity jakby nigdy nic. - Co z tą historią?

<***>

- Pięć, sześć, siedem, osiem! Raz i dwa, trzy i... Kurde, Styles!
- Sorry no! - Harry zatrzymał się i otarł koszulką spocone czoło. - Już mi się wszystko miesza, możemy dokończyć jutro?
- Jutro jest już próba generalna, jak chcesz to zrobić? Ten jeden element mamy do doszlifowania i koniec! Nie moja wina, że ciągle się mylisz w tych wykopach. - Sięgnęła po butelkę wody i napiła się. Była ósma wieczorem, a oni trenowali od ósmej rano. Dwanaście godzin z jedną godzinną przerwą na obiad to była męka.
- Jutro możemy przyjść na siódmą i będzie. - Usiadł na podłodze i rozmasował nogi. Łydki bolały go bardziej niż po joggingu z trenerem.
- Ty? Przyjdziesz na siódmą? A potem do północy w studio? Przecież jutro jest odcinek, nie mogę ryzykować, że wywalisz się przed kamerą!
- Dam radę. - Powtórzył z uporem Harry. - Zdrzemnę się w dzień i będzie. W trasie często tak robiliśmy.
- Jak? - Usiadła obok niego, praktycznie się poddając. Sama też miała dość.
- Spaliśmy po godzinie, dwie. - Wzruszył ramionami. - Czasem miałem dwadzieścia minut drzemki, potem wywiad, sesja, nagranie do programu, wieczorem koncert, a później jazda tourbusem do kolejnego miasta. I tak codziennie. Zwłaszcza w trasach po Europie, bo jak jeździliśmy po świecie, to więcej czasu spędzaliśmy w samolotach i to jednak był inny komfort podróży.
- Dobra - westchnęła dziewczyna. - Jutro na siódmą. Tylko się nie spóźnij.
- Nie martw się, wstanę.
Zaczęli się zbierać do wyjścia. Harriet dziś nie miała motoru, dlatego szybko wysłała smsa Davidowi, żeby po nią przyjechał. Kiedy już mieli wychodzić z sali, drzwi się otworzyły i wpadł przez nie Niall.
- Ludzie! - wysapał z niezłą zadyszką. Harry z zadowoleniem stwierdził, że dzięki tym treningom był jednak w zdecydowanie lepszej formie niż jego przyjaciele. - Nie uwierzycie!
- W co? - spytała zniecierpliwiona Rita. Nienawidziła, kiedy ktoś przeciągał swoją wypowiedź, zamiast powiedzieć wprost, o co mu chodziło.
- Własnie dostałem newsa od managera! Będziemy śpiewać w jednym odcinku!
- Serio? - Harry ożywił się. - Ale jak? Przecież ja tańczę!
- To będzie jakiś ósmy albo siódmy odcinek, mamy śpiewać w drugiej połowie programu, ludzie będą tańczyć do muzyki na żywo. I wy też!
- Ale jak to na żywo? - Zapytała Harriet. - Co wy w ogóle będziecie śpiewać? Z tego co wiem, to wasza muzyka jest trochę... - urwała, zanim powiedziała za dużo.
- No? - Zainteresowali się jednocześnie Harry i Niall.
- Nijaka. - Znalazła łagodne określenie. - Jeśli chodzi o taniec towarzyski! - Dodała szybko. - Nie macie tam chyba żadnego walca ani samby.
- No właśnie chyba mamy, skoro nas wybrali. - Zaprotestował Niall, urażony słowem "nijaka".
- Cóż, nie ja was wybierałam, dlatego powiem wprost. - Rita popatrzyła na nich z politowaniem. - Chcą większego rozgłosu. Dziwne, że tego nie zauważyliście. I pomyśleć, że siedzicie w tej branży dłużej niż ja.
- Rozgłos rozgłosem, ale jakieś piosenki muszą się nadać. - Nialler nie ustępował. - I dlatego tu jestem.
- To znaczy? - spytała zrezygnowana, spoglądając na zegar w telefonie. Miała jeszcze jakieś pięć minut do przyjazdu Davida.
- Przesłuchasz nasze piosenki i ocenisz, co jest czym.
- O nie. Nie, nie, nie, nie mam czasu! - Zawołała ze zgrozą. Przecież to mogło potrwać wieki. - Idź do Ricardo, tego gościa od aranżacji muzycznych. On ci wszystko powie.
- Z nim się spotkamy jutro, ale nie chciałbym wyjść na totalnego głąba, który nie wie, że do jego piosenki można zatańczyć salsę. - Dziewczyna zamknęła oczy i odliczyła w myślach do dziesięciu. Niestety, kiedy otworzyła znowu powieki, ci irytujący ludzie wciąż stali przed nią.
- Horan. - Zaczęła groźnie. - Nie znasz się na tańcu, więc nikt ci nie zarzuci, że jesteś głąbem. A ja nie mam czasu! David zaraz przyjedzie!
- Zaczeka. - Niall pociągnął ją pod lustro i usiadł na podłodze, odpalając przyniesionego tableta. - Siadaj, słuchaj i oceniaj.
- Nie ma mowy!
- A na trening to miałaś czas - odezwał się milczący Harry. Świdrował ją złośliwym spojrzeniem. - Potraktuj to jak... ćwiczenia końcowe. Twój chłopak zaczeka.
Rita zmroziła go wzrokiem i popatrzyła na Horana. Potem na zegarek. Cholera.
- Tylko szybko. - Usiadła obok i ponagliła Nialla wzrokiem. - Dawaj, dawaj, bo serio nie mam czasu!
Chłopak z triumfem w oczach włączył "What Makes You Beautiful". Harry nawet nie zdążył zaśpiewać połowy swojej pierwszej solówki, gdy Harriet przerwała.
- Cha cha. Następna.
- Serio, mamy tu cha chę? - Parsknął niedowierzającym śmiechem Harry.
- Tak, możesz ją zatańczyć na koncercie. - Pokręciła głową z irytacją. - Następna, mówię.
Kilka piosenek z pierwszej płyty zlekceważyła. Ta beznadziejna, do tej nawet tańca nowoczesnego nie da się zatańczyć, to już porażka... "One Thing" uznała za naciąganą cha chę do przeróbki, a "I Want" za pseudo-foxtrota. Reszta do kosza.
- Czekaj! - zatrzymała na moment "Kiss You", kiwając głową w rytm muzyki. Wstała, odrzuciła torbę i uśmiechnęła się pod nosem. - Styles, chodź! Przecież to jive!
Wyciągnęła do niego rękę i ustawiła go na parkiecie. Na jej polecenie Niall włączył piosenkę jeszcze raz i zaczęli układ, bez wstępnej scenki. Wychodziło im już naprawdę dobrze, mogli spokojnie zaprezentować choreografię w programie. Jasne, nie było idealnie, jak spod igły, ale w porównaniu z cha chą z pierwszego odcinka... Cóż, Styles zaczynał chwytać. A taniec do własnej piosenki to zupełnie inna bajka.
- Wow! To na pewno zatańczę na koncercie - roześmiał się, kiedy skończyli układ.
- Pokaż, co masz dalej! - Rita zachęciła Nialla. Odrzuciła "Little Things", ale "Live While We're Young" uznała za materiał na cha chę, a przynajmniej ten fragment, gdzie śpiewane były zwrotki. Na dłużej zatrzymała się przy "Irresistible" i "Moments". Chwilę słuchała z zamkniętymi oczami, a kiedy "Moments" się skończyło, popatrzyła na Stylesa.
- Jeżeli jakimś cudem dotrwasz do tego odcinka z waszym występem, to tańczymy do tego rumbę. To jedyna wasza piosenka, która podoba mi się bez żadnych zastrzeżeń.
- Jak na ciebie to duża pochwała - skomentował Niall i włączył kolejne utwory.
Większość piosenek nie nadawała się do tańca towarzyskiego. Wyjątkami były jeszcze "One Way Or Another" i "Story Of My Life". Ta druga była dobra do aranżacji foxtrota, natomiast ta pierwsza nadawała się od biedy na kolejnego jive'a. Kiedy Rita próbowała namówić Harry'ego na kolejną próbę ich układu, a Niall śmiał się do rozpuku z ich walki na argumenty, drzwi do sali się otworzyły.
- Nie zapomniałaś o czymś? - Rita momentalnie się opamiętała na widok Davida. Zerwała się z miejsca i podbiegła do chłopaka.
- Przepraszam, kochanie! Musiałam jeszcze...
- Widzę, że masz podwózkę, więc nie rozumiem, po co do mnie pisałaś - stwierdził beznamiętnie, ale Harriet wiedziała doskonale, że w środku gotował się ze złości. Ze wszystkich rzeczy na świecie jej chłopak najbardziej nienawidził być ignorowanym. A to jej ostatnio wychodziło perfekcyjnie.
- David, czekaj! - Ale Finnegan odwrócił się na pięcie i wyszedł z sali. Dziewczyna została przed drzwiami, gapiąc się w ścianę. Zagryzła wargi z upokorzenia i próbowała z całych sił powstrzymać się od głośnego krzyku.
- Eee... to może...
- Styles. - Przerwała Niallowi ostrym głosem. - Odwieziesz mnie do domu.
- Jasne - nawet nie myślał, żeby się jej sprzeciwić. Takim tonem mówiła tylko wtedy, gdy była niewyobrażalnie wściekła.
W ciszy przebyli drogę do samochodu, na parkingu pożegnali Nialla i pojechali w stronę domu tancerki. Harry prowadził ostrożnie, zerkając co jakiś czas na swoją partnerkę. Nie odzywała się słowem, patrzyła tylko przed siebie i zaciskała z całej siły wargi. Nie wiedział, czy miała zamiar wybuchnąć krzykiem, czy płaczem.
Dopiero, kiedy zahamował pod jej mieszkaniem, odwróciła się w jego stronę.
- Nie wiem, co sobie wyobrażasz - powiedziała lodowatym tonem. - Ale wiedziałeś, że po tych twoich idiotycznych komentarzach zostanę na sali i odsłucham wasze durne piosenki. Jeżeli myślisz, że w jakiś sposób skłócisz mnie i Davida, to się grubo mylisz. A nawet jeśli ci się to uda, to nigdy w życiu nie spojrzę na ciebie tak jak na niego.
Wysiadła z samochodu, nie dając mu nawet sekundy na odpowiedź i zniknęła w bramie.


________________________________________________________
No, po tym już możecie zacząć nie lubić Davida xD

Okej, kochani, rozdział gotowy, oddaję go w wasze łapki. Kolejny... tradycyjnie proszę o dwa tygodnie na napisanie :) postaram się wyrobić!

Dziękuję za wszystko <3 a teraz lecę uczyć się gastrologii -.-
Roxanne 

piątek, 3 marca 2017

CHAPTER TWELVE: The boys does nothing!



Cieszył się z przejścia do kolejnego odcinka? Kiedy to było? Harry miał wrażenie, że czuł to jakieś miliard lat temu, koło pierwszej epoki lodowcowej, a nie zaledwie wczorajszej nocy. Chyba lepiej było już odpaść z programu...
- Ja tego nie zatańczę - pokręcił po raz kolejny głową. Rita wywróciła oczami.
- Zatańczysz - upierała się, przełączając filmik w internecie na kolejną choreografię.
- Jak niby mam ruszać tak szybko nogami? I to jeszcze w tych butach?! - rzucił wściekłe spojrzenie wystającym z torby butom do tańców latynoamerykańskich.
- Normalnie. A jak nie będzie ci szło, to poleję podłogę wodą i rzucę jakiś kabel pod napięciem. Będziesz skakał jak małpa, którą zresztą przypominasz.
- Nie będę robił z siebie durnia! - zaprotestował, wstając z podłogi. - Ten cholerny program ma poprawić mój wizerunek, a nie mnie ośmieszać!
- Teraz, dokładnie w tej minucie się ośmieszasz. - Harriet też wstała i podeszła do chłopaka.- Jive jest jednym z trudniejszych tańców, ale nie ośmiesza tancerza, jasne? Zajęliśmy czwarte miejsce, przeszliśmy dalej, więc teraz zepnij tyłek i ruszaj w podskokach tańczyć krok podstawowy, bo jak nie, to zrywam umowę i wylatujesz ze swojego tęczowego świata muzyki na różowym jednorożcu, rozumiesz? - Dźgnęła go kilka razy palcem w mostek.
Spodziewała się, że jive będzie jednym z cięższych orzechów do zgryzienia. Z tańców latynoamerykańskich miał najszybsze tempo, a w kwestii trudności biła go na głowę tylko samba, ze względu na częste zmiany rytmu i tempa kroków. Tutaj było w miarę prosto. Taniec-skakaniec, jak to określał żartobliwie Matt, z licznymi wykopami, obrotami, generalnie układ prosto z "Grease" i lat pięćdziesiątych łamane przez sześćdziesiątych. A Rita zdążyła już zaobserwować okiem wieloletniej tancerki, że Harry zdecydowanie lepiej czuł się w tańcach standardowych niż w łacinie. Szybciej się ich uczył, nie miał problemu ze zmiennym tempem, do tego od całej jego sylwetki wyczuwało się coś w stylu tej typowej angielskiej elegancji, co tylko dodawało mu klasy w tańczeniu choćby tamtego quickstepa. Nie miała wątpliwości, że z walcem lub foxtrotem pójdzie mu jeszcze lepiej. Natomiast jeśli chodziło o łacinę, miała jak najgorsze przeczucia.
- Wybierzmy może najpierw piosenkę. - Zaproponowała. - A potem będziemy już ją szlifować. Oczywiście mam kilka pomysłów...
- Jak zwykle... - Mruknął.
- Słucham?
- Nic. - Zmrużyła oczy.
- Jeśli coś ci nie pasuje, to najzdrowiej będzie o tym porozmawiać.
- Serio masz ochotę na kolejną rozmowę, jak denerwuje mnie twój perfekcjonizm i jak bardzo nie chcę tu być? - Fakt, nie chciała kolejnej bezsensownej dyskusji.
- Pierwsza propozycja. - Najrozsądniej było zignorować słowa chłopaka i zająć się tym, co było do zrobienia. Włączyła klasycznego jive'a Beatlesów, czyli "Help", ale zaraz zmieniła piosenkę. - Sorry, to już ktoś zaklepał, Brody mi tak mówił. Chwila... To było to.
- Czy to jakaś aluzja do mnie? - Zapytał Harry z ledwo ukrywaną złością, kiedy usłyszał refren "The Boys Does Nothing". - Że niby nic nie robię?
- Czy wszystko musi się kręcić wokół ciebie? Co ty jesteś, pępek świata, gwiazda w galaktyce? - Zdenerwowała się Rita, po raz kolejny tego dnia. - Nie to nie, po prostu to dobry jive, tyle. Ale jak księciu nie pasuje to proszę. Następna.
"Footloose" też wydało się Stylesowi złą propozycją. Podobnie odrzucił "Crazy Little Thing Called Love", "Rock Around The Clock" i "Crocodile Rock". Z sekundy na sekundę Harriet była coraz bardziej wściekła, bo marnowali cenny czas, który mogliby przeznaczyć na chociaż obmyślenie układu. Zastanawiała się, czy trenowanie Harry'ego nie stało się zajęciem ponad jej siły. Może inna dziewczyna byłaby bardziej chętna. Nigdy się nie poddawała, zawsze brała byka za rogi, ale teraz...
- Czekaj... - Harry zatrzymał jej rękę, kiedy już chciała przełączyć kolejny utwór. - Znam to. To Olly Murs.
- "Dance With Me Tonight" - powiedziała tytuł. W jej głowie zapaliła się mała lampka nadziei.
- Bierzemy to. - Zdecydował Styles, wstając z podłogi. - Znam Olly'ego, lubię tę piosenkę, może nawet dam radę się nie zabić.
- Tak! Dzięki! Boże, nareszcie! - Mało brakowało, a rzuciłaby mu się na szyję z tej radości. Zerwała się z podłogi, wrzuciła pilot do kieszeni i złapała Harry'ego za ramiona.
- Dobra, więc lecimy z sylwetką. Plecy proste, ramiona luźno, kolana też...

<***>

- Zabij mnie. Zabij mnie, zastrzel, a jego poćwiartuj.
- Może najpierw go poćwiartuję, żebys mogła na to popatrzeć przed śmiercią?
- Cokolwiek. Idź stąd, Matt, ja chcę umrzeć. W życiu nie widziałam takiego beztalencia! - Wrzasnęła, odwracając głowę do tego kąta sali, w której siedział Harry.
- W życiu nie widziałem tak beznadziejnego nauczyciela! - Odpłacił jej pięknym za nadobne.
- Pierdol się!
- Dobra, spokojnie - Matt popatrzył na Harry'ego, rozwalonego na podłodze pod oknem, a potem na Ritę, obejmującą ramionami kolana i uderzającą rytmicznie głową w ścianę w kącie za drzwiami. - Jakbym trafił do szkoły specjalnej. Czy to sala dla autystów?
- Matt, drzwi są obok, wyjdź. Albo jego wywal.
- Rozumiem, że Harry nie daje sobie rady z jivem, tak?
- Nie daje rady? Kurwa jego mać, Matt, to jest jakaś porażka. Pierdolony armagedon, cud, że jeszcze nikt nie zginął.
- Zaraz ty zginiesz, bo cię w końcu zamorduję, ty jędzo!
- Spokój, do jasnej ciasnej! Dobra! Ja już wiem, w czym jest problem.
Matt stanął na środku sali i zastanowił się chwilę. Harry potrzebował czegoś innego. Niekoniecznie innej partnerki, ale na pewno innego podejścia do tańca. Matt doskonale znał metody Rity i nie robiły na nim już żadnego wrażenia, ale dalej pamiętał swoje pierwsze treningi w parze z tą dziewczyną. Wkurzała się na niego nawet, jak oddychał za szybko w stosunku do choreografii. Parę ładnych tygodni zajęło im dopasowanie się, a teraz proszę! Byli najlepszymi przyjaciółmi. Najwyższa pora zrobić coś takiego z Harrym, bo w tej chwili Matt szczerze mu współczuł.
- Rita, powiedz mi, skarbie, co jest najważniejsze w jivie? - zapytał dziewczynę. Na moment przestała stukać głową o ścianę i spojrzała na niego.
- Rock i chasse? - spodziewał się takiej odpowiedzi.
- Nie chodzi mi o krok, tylko o sam sposób tańczenia jive'a.
- No, przecież dynamika ruchu. Bez zwalniania. - Zdziwiła się. Nie miała pojęcia, o co mu chodziło.
- O ja cię pitolę. - Matt nie mógł się powstrzymać od facepalma. - A pamiętasz Ricka Larooneya? Kolesia, który miał z naszą grupą warsztaty z rock'n'rolla?
- No pamiętam. Był świetny.
- Powiedział coś bardzo ważnego. Nie będziesz dobrze tańczyć jive'a, jeżeli nie będziesz się w tym tańcu dobrze bawiła. Sama technika to nie wszystko. Tańczyć trzeba sercem, nie tylko nogami.
- Matt, ja to rozumiem, ale tutaj muszę nauczyć tego pacana krok...
- Tylko nie pacana, małpo!
- Sam widzisz. - Rozłożyła beradnie ręce i zamknęła oczy.
- To raczej ty popatrz. Harry! - Zawołał chłopaka. Styles podniósł się do pozycji siedzącej.
- Co znowu?
- Wstawaj. Ja cię nauczę jive'a. Harriet ma za dużo kamienia w sercu, żeby pokazywać radość z tańca.
- Kiedyś ci coś złamię, Matt.
- Straszysz mnie tym od pierwszych mistrzostw świata, daj sobie spokój. - Machnął na nią ręką. - Chodź tu, Harry. Nie gryzę, zaszczepili mnie. Jej nie, ona ma wściekliznę.
- Zdążyłem zauważyć - Harry wstał z ociąganiem i podszedł do chłopaka.
Jive go wykańczał. Psychicznie i fizycznie. To był dopiero drugi dzień, a on nawet nie był w stanie opanować kroku podstawowego. Muzyka była za szybka, jego nogi za wolne, Rita niemal ciągnęła go po całym parkiecie i w ogóle cholera jasna. Tylko małp z cyrku brakowało do kompletu totalnej żenady. W zasadzie już postanowił odpaść w tym odcinku, bo żeby przejść dalej, musiałby dostać głosy od połowy świata, nie od samych Brytyjczyków.
- Dobra, stary. Zacznijmy od początku. Oglądałeś kiedyś "Grease"?
- I to nie raz.
- Super. To teraz sobie wyobraź, jak tańczyłby Danny Zuko.
- On nie musiał się uczyć idiotycznych choreografii - sceptycznie zauważył Harry. Matt westchnął.
- Jesteście jednakowo upierdliwi. Okej. - Pociągnął chłopaka za ramię i ustawił obok siebie. - Zaczniemy od chasse. Kojarzysz, jak się to tańczy?
- Coś w bok było... - Styles podrapał się po głowie i zerknął na Matta. Tamten od razu się rozpromienił.
- No! To podstawy masz! Dobra. Lewa noga w bok, prawa dostaw, lewa w bok. Teraz na odwrót. Prawa w bok, lewą dostaw, prawa w bok. Jak idziesz w którąś stronę, to staraj się kierować stopy też w tę stronę. Wiesz, tak na ukos. O właśnie. Dobra, teraz z liczeniem. Raz i dwa, trzy i cztery, raz i dwa, trzy i cztery, raz i dwa...
Przećwiczyli krok kilka razy, stopniowo przyspieszając tempo, wreszcie włączyli muzykę. Na początku Harry'emu całkiem nie szło, ale kiedy zgodnie z radami Matta zaczął sobie wyobrażać siebie na parkiecie w ciuchach z lat sześćdziesiątych, z włosami na żelu, tańczącego do Presleya, od razu poczuł prawdziwego jive'a. Nawet nie zauważył, kiedy minęły dwie godziny, a on już umiał mniej więcej zatańczyć wszystkie kroki, które przewidziała w choreografii. Wystarczyło teraz tylko połączyć je w jedność i doszlifować.
- Go Greased Lighting! - wrzasnął na koniec Matt, kończąc śpiewaną przez nich wspólnie piosenkę z musicalu. Przybili sobie piątkę i popatrzyli na Harriet, wciąż siedzącą pod ścianą. Spojrzała na nich i posłała im wymuszony uśmiech.
- Skoro tak dobrze wam idzie, to tańczcie sobie dalej. Ja na dziś skończyłam. - Podniosła się z podłogi i wzięła swoją torbę. - Jutro o ósmej. - I trzasnęła drzwiami.
- O co jej, kurwa, chodziło? - wściekł się Harry. - Nie tańczę, źle, jak tańczę, też źle! Ma okres czy co?
- Nie, stary. - Matt klepnął go pocieszająco po plecach. - Harriet po prostu nienawidzi, gdy ktoś zajmuje jej miejsce i podpieprza jej robotę. Czyli w tej chwili nienawidzi mnie. Do tego jeszcze mi wyszło nauczenie cię jive'a, a ona sobie nie poradziła... Nie martw się. Przejdzie jej za trzy godziny.
Rita tymczasem wypadła z budynku, omijając bez słowa zdziwioną Lisę i dobiegła do swojego motoru. Założyła szybko kask i wyjechała z piskiem opon z parkingu. W drodze przeklinała pod nosem siebie, swoją dumę, Matta, Harry'ego, wszystko. Była dopiero trzecia, co oznaczało, że zmarnowała właśnie co najmniej trzy godziny treningu. Obiecała sobie, że odpracuje to z nadwyżką następnego dnia.
Szybko oceniła sytuację na skrzyżowaniu i skręciła w stronę mniejszej uliczki. W godzinach szczytu ciężko było się dostać gdziekolwiek, a już tym bardziej w okolice bliżej centrum. A dzielnica Marylebone, w której mieszkała, była odrobinę za blisko City jak na tę porę dnia.
Kiedy wreszcie udało jej się dotrzeć do domu, od razu zadzwoniła do Davida. Musiała się komuś wygadać, a Mickey był zdecydowanie za młody na niecenzuralne słowa, których zamierzała użyć w odniesieniu do Stylesa i Matta.
Kręciła się niespokojnie po całym mieszkaniu, a kiedy otworzyły się drzwi, rzuciła się do nich w jednej sekundzie.
- A, to tylko ty - rozczarowała się na widok brata.
- Dzięki, też się spodziewałem Angeliny Jolie. - Odparł z szerokim uśmiechem. - Co zrobiłaś na obiad? Jestem potwornie głodny.
- Cholera, zapomniałam! - Natychmiast pacnęła się po głowie, a chwilę potem zatkała sobie usta. - Nie słyszałeś tego przekleństwa.
- To jeszcze nie było przekleństwo. - Wzruszył beztrosko ramionami. - Żebyś ty wiedziała, jak czasem gada w szkole Eddie... Pokazać?
- Iść myć ręce. - Popchnęła go lekko w stronę łazienki. - Z czym chcesz pizzę?
- Z wszystkim co mają! - Odkrzyknął, pluskając się w umywalce. - Tylko nie z ananasem!
Westchnęła ciężko i zdjęła z tablicy korkowej ulotkę jednej z ich ulubionych pizzerii. Szybko złożyła zamówienie na pizzę-gigant i odłożyła telefon. Mickey usiadł na krześle i zaczął się na nim bujać.
- Haaaars? - przeciągnął imię siostry. Od razu zorientowała się, że coś chciał od niej wyciągnąć.
- Czego chcesz, młody? - Usiadła obok niego i nalała mu szklankę soku.
- Przepisz mnie do innej klasy. - Wypalił nagle. Dziewczyna znieruchomiała.
- A to dlaczego? - Zdumiała się. - Coś się stało? Podpadłeś komuś?
- Przez ten twój program wszyscy się ze mnie śmieją! - Wybuchnął niespodziewanie. - Bo tańczysz z chłopakiem z boysbandu! Boysbandy są do kitu!
- Aha, a gdybym tańczyła z piłkarzem, to by było lepiej? - Oparła brodę na dłoni.
- Zależy z jakiego klubu. Z Arsenalu byś mogła.
- Przykro mi, Mickster, ale to nie ja wybierałam partnera. Boysband nie ma tu nic do rzeczy. Gdybym wybierała, to na pewno nie tańczyłabym z Harrym. - Oznajmiła bratu poważnie. Ooo, gdyby mogła wybierać, tańczyłaby nawet z dziewczyną, byle nie ze Stylesem.
- Czyli tańczysz z nim z przymusu? - Dopytywał się Mickey.
- Trochę.
- Okej, to tak im powiem.
- Nie! - przeraziła się Harriet. - Nie możesz!
- Dlaczego? Przecież to prawda. - Harriet schowała twarz w dłoniach. I jak tu wytłumaczyć dwunastolatkowi, że miała umowę z managerami Stylesa? Że nie mogła odpuścić do siódmego odcinka? Że miała mu pomóc w karierze... Mickey i tak był zbyt ciekawski, i zbyt inteligentny jak na swój wiek. A jeśli się wygada, plotka może się rozejść po całym świecie i nieźle podkopać ich pozycję w programie. W końcu już zaczynali ich lubić.
- To nie jest przymus. To umowa. Za ten program mi płacą. I jemu też. A ja jestem tam, żeby mu pomóc dojść jak najdalej. Jasne?
- Jasne... To co ja mam im powiedzieć? - Spochmurniał.
- Powiedz im, że jak tak zazdroszczą Harry'emu, to niech sami spróbują zatańczyć w telewizji. Ty kiedyś wystąpisz, obiecuję ci to. A oni będą wtedy grzali kanapę przed telewizorem i będą się czerwienić ze wstydu.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. Taniec masz we krwi, nie byłbyś moim bratem, gdybyś nie umiał świetnie tańczyć.
- Ale ja nie lubię towarzyskiego.
- Ale kochasz nowoczesny. Kto mnie zawsze ogrywa w Just Dance? - Zaśmiała się i trąciła go w ramię. - Odpuść sobie i się nimi nie przejmuj. To przegrywy.
- Hars... - Już prawie się uśmiechnął, ale coś mu się przypomniało.
- No co?
- Weźmiesz mnie jutro na trening?
- A szkoła? - Westchnęła z ciężkim sercem. Ciężko było zachowywać się jak siostra, mama i przyjaciółka w jednym.
- Odrobię wszystko, na serio! - Zaczął podskakiwać na krześle z niecierpliwością. Rita zagryzła wargi i zastanowiła się chwilę. W sumie... Rok szkolny niedawno się zaczął, a to by była pierwsza nieobecność Mickeya.
- Dobra, pójdziesz... Ale! - Chłopiec rzucił się na nią z uściskami. - Teraz odrobisz wszystko, co ci zadali i dasz się odpytać z angieskiego, jasne?
- Jasne! - Popędził do pokoju i zaraz zawrócił, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. - Pizza!
- Otwórz, zaraz przyjdę! - Odkrzyknęła dziewczyna, wyjmując portfel z torby.
- A, to tylko ty...
- A na kogo czekałeś, mały? - Zaśmiał się David.
- Nie jestem mały! - Harriet weszła na korytarz akurat, gdy naburmuszony Mickey wracał do pokoju.
- Wybacz, kochanie, nie jesteś pizzą. - Zarzuciła Davidowi ręce na szyję i pocałowała go w usta. Uśmiechnął się.
- Chyba już masz lepszy humor. - Zauważył.
- Jakoś mi przeszło, jak Mickey zaczął mówić o szkole... Prawie zapomniałam, na co się wściekałam.
- To dobrze, bo mam już dość słuchania o Harrym. Opowiem ci lepiej, jaką genialną siłownię otworzyli w miejscu tego baru mlecznego obok mojej akademii karate...


_____________________________________________________
Witam was z kolejnym rozdziałem :D ha! Nie spodziewaliście się go tak wcześnie, co robaczki?
Mam full energii, byłam pierwszy raz na siłowni i było tak zarąbiście, że chyba będę chodzić co tydzień xD W piątki siłownia, w soboty szkoła tańca (tak, na taniec towarzyski się zapisałam!), a w ogóle od poniedziałku ćwiczę różne zestawy, więc #fitmarzec na całego :)

Kolejny rozdział może nawet za tydzień... Ale nie, bo będziecie źli, jak nie dodam. Więc za dwa. Może zrobię wam wcześniejszą niespodziankę xD

Dziękuję za komentarze i wyświetlenia! Cieszę się, że mimo tego zastoju, wciąż tu jesteście <3
Roxanne 

czwartek, 23 lutego 2017

CHAPTER ELEVEN: Nah Neh Nah



Rita wyciągnęła ramiona jak najwyżej w górę. Wciąż czuła się nierozciągnięta po tym, jak wczoraj zasnęła na kanapie przy oglądaniu filmu. Mickey już dawno spał, a ona najpierw gadała przez telefon z Davidem, po czym odruchowo włączyła telewizor i znalazła "Dirty Dancing" na jakimś kanale ze starociami. Nie byłaby sobą, gdyby zatrzymała film o tańcu w połowie. Niestety, zmęczenie nie pozwoliło jej dotrwać do końca i zobaczyć po raz setny ulubioną scenę z salsą na konkursie. Spała w jakiejś dziwacznej pozycji, z jedną ręką wykręconą na plecach i nogą na oparciu kanapy. Kiedy zadzwonił jej codzienny budzik, czuła się, jakby przejechał ją walec drogowy. Nawet Harry dostrzegł, jak bardzo była zmęczona i zachowywał się trochę spokojniej niż zwykle. Zdążyli się pokłócić tylko dwa razy, a jak na nich to było naprawdę mało.
- Mam pewien pomysł - odezwała się dziewczyna. - Wiem, że już jutro próby i pojutrze odcinek, ale może by trochę podrasować nasz układ?
- Jak bardzo podrasować? - spytał nieufnie Harry. Poprzednie wieczory przesiedział w internecie, szukając nagrań z różnych występów Rity. Po kilku filmikach domyślał się, że jakiekolwiek podrasowanie układu skończy się z jego strony w najlepszym wypadku urazem kręgosłupa. Razem z Mattem uwielbiali różne akrobacje i byli naprawdę nieźli w tych wszystkich saltach, promenadach i unoszeniach, ale on nie czuł się na siłach, żeby wykonać coś takiego. W ogole wydawało mu się, że nigdy nie będzie na siłach do czegokolwiek w tym rodzaju.
- Nic nadzwyczajnego, po prostu kilka drobnych kroków. Umiesz stepować?
- Stepować? - wytrzeszczył oczy. - Przecież to ma być quickstep.
- Chodzi tylko o kilka kroków. Kojarzysz, czasem są takie występy, jeden tancerz wykonuje kilka kroków, potem jakby przekazuje pałeczkę drugiemu. Moglibyśmy wstawić to na początek, żeby trochę to urozmaicić. Zamiast czystego quickstepa byłoby coś więcej.
- No nie wiem... - Harry'ego nie do końca przekonały wyjaśnienia Rity. Jeszcze nie czuł się pewnie na parkiecie i z każdym nowym krokiem, miał większe wrażenie, że się wywali.
- Z tego, co zdążył wywęszyć Matt, to Moseley i Camilla już wymyślili jakąś historię do swojej choreografii. - Rzuciła niedbale i sięgnęła po pilota do wieży, żeby włączyć ich piosenkę, "Nah Neh Nah" Vaia Con Dios. - I nie tylko oni. Jay McGui...
- Jakie to kroki? - Harry błyskawicznie skończył się rozciągać i stanął naprzeciwko lustra.
Po upokorzeniu w ostatnim odcinku, kiedy zajął prawie ostatnie miejsce... A przynajmniej w jego mniemaniu to było upokorzenie... Po tamtym wieczorze postanowił, że coś takiego się więcej nie powtórzy. Żaden Jay McGuinness ani William Moseley nie będzie miał ciekawszej choreografii.
Do siódmego odcinka oczywiście.

<***>

- Para numer pięć, Harry Styles i Rita Holmes! - konferansjer też stwierdził, że nie ma sensu łamać sobie języka na ich imionach i zaczął stosować skrót Rita. I bardzo dobrze. Dziewczyna nie miała jednak czasu na dłuższe rozmyślania nad swoim imieniem, bo była ich kolej na zaprezentowanie się w kreacjach na wieczór. Wyszła zza kulis i pochylając z wdziękiem głowę, uniosła w górę rękę, ukazując żółtą kreację na jednym czarnym ramiączku z prawej strony, z czarną kokardą w pasie, wspaniale opadającej do kostek i wirującej niemal przy każdym kroku. Zwiewna spódnica idealnie wyglądała na próbie generalnej i Rita miała nadzieję, że naprawdę nic się z nią nie stanie. Zwłaszcza, że Harry omal na nią nie nadepnął przy schodzeniu z parkietu, co było prawdziwym wyczynem, skoro dół sukienki nie wlókł się po podłodze, a odsłaniał całe buty tancerki.
Styles w tym samym momencie pokazał się po drugiej stronie wejścia. Czuł się zadziwiająco dobrze we fraku, chociaż na przymiarkach wprawiły go w rozdrażnienie "ogony" z tyłu marynarki. Jednak po przejrzeniu się w lustrze przed programem stwierdził, że nie było tak źle. Włosy zaczesane miał do tyłu i mocno przylakierowane, buty były wreszcie na normalnym obcasie i cały ubiór sprawiał wrażenie, jakby Styles przeniósł się w czasie z epoki wiktoriańskiej. Założył jedną rękę do tyłu i schylił głowę w starodawnym ukłonie, po czym zaczął schodzić po schodach, jednocześnie wyciągając rękę i wskazując nią na swoją partnerkę. Spotkali się u podstawy schodów, wykonali obrót, który dzięki Ricie mieli już opanowany do perfekcji i zatrzymali się za parą numer cztery na parkiecie.
Prezentacja trwała prawie w nieskończoność, a Harry tylko czekał, aż wrócą za kulisy i będzie mógł usiąść w fotelu, czekając na swoją kolej. Według scenariusza mieli tańczyć jako przedostatni. Reżyser jak zwykle dokonał rotacji par, żeby typowa kolejność nie znudziła widzów.
- Oto wszystkie pary drugiego odcinka "Strictly Come Dancing"! - Ogłosił Bruce Forsyth i zaczął przedstawiać kolejno jurorów. Styles wykorzystał moment, żeby obejrzeć się na widownię. Na miejscach poprzednio zajmowanych przez jego rodzinę i przyjaciół, teraz znajdowali się obcy ludzie. Rodzice musieli wrócić do swoich zajęć w Holmes Chapel, Niall poleciał za zgodą managerów do Irlandii na weekend, ale obiecał, że będzie oglądał całość i wyśle smsa. Kilka siedzeń dalej znajdowali się Liam z Zaynem, ale pod takim kątem nie miał szans ich dostrzec. Louis leczył kaca po wczorajszej imprezie z Andym i Barrym.
- W ubiegłym odcinku zajęli drugie miejsce, a dziś zatańczą dla was jako pierwsi. Już po przerwie! Caroline Flack i Pasha Kovalev! - Zawołała Tess Daly.
- Cięcie! Schodzimy, schodzimy, szybko, macie dziesięć minut! - Asystent reżysera poganiał uczestników programu do przejścia za kulisy. Para numer dziesięć została na parkiecie, przygotowując się do zatańczenia rumby.
- Nareszcie! - westchnął Harry, idąc w kierunku sofy. Zaraz jednak zatrzymał się w pół kroku, kiedy zobaczył siadających na niej Kristinę Rihanoff i Alionę Viliani. - To sobie posiedziałem.
- Z nimi i tak siedzieć nie warto. - Rita wskazała mu głową drugą sofę, bliżej kamery.Zajęli miejsca obok siebie, oglądając całe wypełnione ludźmi pomieszczenie. Dziewczyna wierciła się przez chwilę, dotykając swojej fryzury, wreszcie odwróciła się tyłem do partnera. - Możesz sprawdzić, czy nie wysunęła mi się wsuwka?
- Gdzie? - W plątaninie ciemnych włosów Harriet naprawdę cieżko było wypatrzeć czarną wsuwkę, utrzymującą misterne upięcie.
- Tutaj. - Odparła zniecierpliwiona, wskazując miejsce palcem.
- Wygląda na to, że jest w porządku. - Stwierdził bez przekonania. Rita wywróciła oczami i wstała z sofy.
- Idę do Agnes, żeby mi to ogarnęła. Tylko nie zwiej!
Nawet nie miał takiej możliwości. Gdyby tylko spróbował zwiać, zaraz któryś z miliona asystentów, operatorów kamer, ochroniarzy sprowadziłby go z powrotem. Sięgnął po jedną z butelek wody, żeby się napić, ale kiedy tylko wziął łyka, o mało się nie udławił. Obok niego usiadł Jay McGuinness. Pięknie. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami.
- Interesujące. Dałbym głowę, że nie interesuje cię taniec, a tymczasem spotykam cię w programie. - Styles zakręcił butelkę i postawił ją z trzaskiem na podłodze obok sofy.
- Interesujące. Dałbym głowę, że zniknąłeś całkiem z przemysłu muzycznego, bo to Nathan zrobił karierę w waszym zespole, a tymczasem próbujesz się wybić na tańcu. - Odbił pałeczkę. Był tak wkurzony, że aż zabrakło mu dobrych ripost.
- Uważaj, Styles. - Jay zmrużył oczy. - Może i jesteś dobry w śpiewaniu, ale legenda głosi, że tracisz fanów. Wszyscy już wiedzą, że jesteś tu na pokaz. Twoje pseudoruchy taneczne z teledysków nie przejdą i stracisz wszystko, zanim powiesz "One Direction". A ja coś osiągnę.
- Jeszcze zobaczymy. - Syknął Styles, wstając z sofy i kierując się na tył pomieszczenia. Nie zamierzał dawać byłej gwieździe The Wanted satysfakcji i walić go w mordę na wizji. Naprawdę mało brakowało, żeby stracił cierpliwość, ale Caroline i Pasha wrócili z występu. Włączono kamerę. Uśmiech na twarz, nic nie zaszło.
- Coś straciłam? - Harriet stanęła obok niego. Jej wzrok powędrował na sofę, gdzie siedzieli wcześniej. - Pokłóciliście się przed kamerą?
- Była wyłączona. - Mruknął, zakładając ręce na piersi. Zerknął na dziewczynę. Stała, marszcząc brwi i słuchała wypowiedzi Caroline na temat rumby. Żałowała, że przegapiła taniec, bo liczyła na jakieś ciekawe kroki, które mogłaby wykorzystać podczas kolejnych choreografii. Skupiła się za to na ocenach jurorów. Siódemka od Darcey, szóstka od Lena, Bruno dał pięć i wspomniał coś o kolanach. Chyba nie miała przeprostów, które w rumbie były jeszcze ważniejsze niż w cha chy. Ocenę zamykała szóstka od Craiga. Dwadzieścia cztery punkty. Słabo. W poprzednim odcinku poszło im dużo lepiej.
- Ładnie wyglądasz. - Oznajmił, nie spuszczając z Harriet wzroku. Zajęta czy wolna, wszystko jedno, ale nie mógł zostawić jej bez komplementu. Kolor sukienki pasował do jej karnacji, a drobiny brokatu na włosach jeszcze bardziej rozświetlały jej sylwetkę. Wyglądała jak promyk słońca w swojej kreacji.
- Co? - Odwróciła się. - Co powiedziałeś?
- Że ładnie wyglądasz. - Otworzyła szeroko oczy i uśmiechnęła się krzywo.
- Harry Styles wreszcie dostrzegł we mnie kobietę, nie kata. Dziękuję - zakpiła. Harry przymknął oczy z irytacją. Masz, gościu, za swoją uprzejmość. Dla takiej baby jak Harriet nie warto być dżentelmenem.
- Ależ nie ma za co. - Odparł z wymuszonym uśmiechem i odwrócił się w stronę kamer, żeby obejrzeć quickstepa w wykonaniu Williama Moseleya i Camilli Dalerup.
- Dobrzy są. - Mruknęła Rita, kiedy Will z Camillą wykonali jakieś skomplikowane podnoszenie i płynnie przeszli do kolejnych kroków. Na widowni słychać było oklaski przy kolejnej figurze. Idealny Fishtail, potem Hover Corte i Cross Swivel. Camilla postarała się o układ z górnej półki i udało jej się to. Jedynym powodem do zadowolenia Rity było to, że William nie opanował tak dobrze ruchu swingowego jak Harry. Ruszał się nieźle, ale z mniejszą płynnością, w niektórych momentach wyglądał, jakby chciał się zatrzymać, a przecież układ powinien być ciągły, rytmiczny, jak na pokazie. A co do tych kroków... Też je mieli w swojej choreografii. Pozostało tylko mieć nadzieję, że Harry naprawdę nic nie schrzani... Trzydzieści cztery punkty. Cholera.
- Styles, jeśli nie skopiesz tego układu, to będziesz miał u mnie dług wdzięczności. - Złapała go za ramię i mocno ścisnęła.
- Zaraz mi odetniesz krążenie, kobieto! - Skrzywił się i odczepił jej rękę. - Nie skopię. Przecież podobno umiem to tańczyć.
- Po prostu... zatańcz jak prawdziwy tancerz, który gdzieś tam w tobie może siedzi, jeśli jeszcze go nie odstraszyłeś swoją pokrzywioną sylwetką.


Zeszli ze stopni i ustawili się na parkiecie w wyznaczonych miejscach, Harry po lewej stronie schodów, Harriet po prawej. W tle mogli usłyszeć swoje głosy na filmiku dla widzów. Obwiązywanie piosenkarza taśmą z kijem wywołało śmiech publiczności. Do głosu Rity, odliczającej głośno kroki, dołaczył głos Matta, który wpadł na ich poniedziałkowy trening i spontanicznie zaczął komentować ich występy przed kamerą.
- Rita mu nie odpuści, to mogę wam obiecać. A jeżeli Harry faktycznie zatańczy tak, jak ona go nauczy, to czeka was spora niespodzianka.
Niespodzianka? Harriet miała na to wielką ochotę. Żeby Harold Styles spiął tyłek i pokazał, na co go było stać. Bez udawania, bez gwiazdorzenia, po prostu czysty talent i poczucie rytmu.
Zapadła cisza. Po odczekaniu pięciu sekund Harry zaczął tańczyć. Lewo, prawo, zawiń, i jeszcze dwa, stop. Na parkiecie głośno stukały jego buty, z dodatkowo wzmocnionymi podeszwami. Jak w starym musicalu. Reflektor przeniósł się z niego na Ritę. Odwzorowała jego kroki w dokładnie tym samym rytmie. Zapaliły się światła, orkiestra zaczęła grać piosenkę. Jeszcze trzy stepowane kroki i odwrócili się w swoją stronę. Zaczęli krokiem w prawo osobno, naprzeciwko siebie. Rita obróciła się dwa razy, żeby wylądować idealnie w ramionach Harry'ego i popłynęli z chasse i pivotem. Kiedy przyszła pora na refren, ruszyli szybszym krokiem, niemal biegnąc przez parkiet, krzyżując nogi w kolejnych obrotach i podskokach.
Gdyby ktoś później zapytał Harry'ego, czy nie zapomniał jakiegoś kroku, czy się gdzieś nie pomylił, nie umiałby odpowiedzieć. Muzyka całkiem go poniosła, poddał się piosence i widać było, że sam prowadzi swoją partnerkę zgodnie z rytmem. Pamiętał, kiedy miał zwolnić, kiedy przyspieszyć. Czuł się... dobrze. Pierwszy raz poczuł się dobrze na parkiecie.
Kiedy zakończyli taniec, siadając na schodach parkietu i ucichła muzyka, Liam i Zayn zerwali się ze swoich miejsc, głośno bijąc brawo i wiwatując. Żaden z nich nie pomyślał, że zobaczy Harry'ego w takim wydaniu. Byli zaskoczeni i zachwyceni tańcem. To chyba w tamtym momencie po raz pierwszy pomyśleli, że to może niekoniecznie zakończy się na siódmym odcinku.
- Harry i Rita! Wow! Tańczyliście wspaniale! - Stwierdził Bruce. - Chyba przenieśliśmy się do Blackpool! Darcey, co myślisz?
- Muszę ci pogratulować, Harry, znakomitego wyczucia rytmu. - Uśmiechnęła się była tancerka. - Jasne, widziałam ze dwa zmylone kroki, ale umiałeś z powrotem dopasować się do rytmu. To Rita cię popychała, czy sam tak zareagowałeś?
- Nie mam pojęcia. - Odparł, z trudem ukrywając zadyszkę. Półtorej minuty tańca na pełnych obrotach potrafiło dać wycisk.
- To był Harry. - Rita nachyliła się do mikrofonu. - Udało mu się zrobić to, nad czym nie panował na treningach.
- W takim razie brawo! - Kiedy ucichły kolejne brawa, odezwał się Craig.
- Te dwa potknięcia były naprawdę widoczne, ale rzeczywiście, nie wybiło cię to bardzo z rytmu. Jeszcze jedna uwaga na przyszłość. W standardzie górna część ciała jest całkiem nieruchoma. Zdarzało ci się w kilku miejscach obniżać i podnosić lewą rękę, przez co rama trochę się, mówiąc w cudzysłowiu, chwiała. Ale nie wpłynęło to znacząco na całość występu.
- Dziękujemy wam bardzo za opinię. Zapraszam was teraz do Tess.
Harry i Rita podziękowali jurorom i pobiegli za kulisy.
- Czyli było dobrze? - zapytał niecierpliwie Styles. Wolał upewnić się u Rity, bo zdążył zauważyć, że jurorzy potrafią mówić jedno, a potem pokazać w punktach drugie.
- Raczej dobrze. - Uśmiechnęła się do chłopaka. - Przynajmniej nie zatrzymałeś się w połowie tańca po potknięciu, tak jak na treningach. Nie pomyliłam się.
- W czym? - Dogonił ją przy drzwiach do red room'u.
- W tym, że umiesz tańczyć, ale ci się nie chce wykorzystać swojego potencjału.

<***>

- Uwaga, wchodzimy za pięć, cztery, trzy... - Zabrzmiała wariacja motywu muzycznego "Strictly Come Dancing" i kamera powędrowała w stronę prowadzących.
- Witamy państwa po przerwie! Głosowanie zostało już zamknięte, głosy są podliczone i mamy przed sobą wyniki dzisiejszego odcinka! - oznajmiła Tess.
Harry stał niemal na baczność, patrząc się w stronę publiczności. Na chwilę odwrócił wzrok i pomachał z Ritą do kamery, kiedy wypowiedzieli ich imiona podczas kolejnej prezentacji par. Potem znów wrócił spojrzeniem do przyjaciół. Liam i Zayn rozmawiali z nim na przerwie, a właściwie prześcigali się w pochwałach i komentarzach. Byli niemal pewni, że wygra odcinek. W klasyfikacji ogólnej mieli trzydzieści trzy punkty, co było niemałym szokiem dla Harry'ego. Znaleźli się na czwartym miejscu za Williamem, Pixie Lott i Theo. Tuż za nimi był Jay McGuinness, który też tańczył quickstepa i Harry modlił się w duchu, żeby nie znaleźć się ostatecznie na niższym miejscu niż jego rywal. Wszystko zależało od fanów. Jak zwykle. Od X Factora prawie całe jego życie zależało od fanów.
- Największą liczbę głosów zdobyli... Theo James i Aliona Viliani! - Rita jęknęła w duchu. Dopiero teraz Aliona zacznie się puszyć. Tancerki nie przepadały za sobą od dwóch lat, kiedy spotkały się na turnieju tańca towarzyskiego w Moskwie. Harriet zdobyła tam z Mattem wicemistrzostwo Europy w standardzie i mistrzostwo w łacinie. Aliona była tuż poniżej. Od tamtej pory rywalizacja była widoczna na każdym konkursie. Niemniej jednak dzisiejszy quickstep wyszedł im wspaniale.
- Drugie miejsce osiągnęli... William Moseley i Camilla Dalerup! - To było do przewidzenia. Harry zaczął nerwowo zaciskać pięści. Byle nie spaść niżej, byle nie spaść...
- Układ do kolejnego wystepu mogą już przygotowywać... Frankie Bridge i Matthew Cutler! - Frankie i Matthew przeskoczyli trzy miejsca! Byli poniżej Jaya w klasyfikacji. Dobrze zatańczyli rumbę, ale jurorzy oczywiście musieli się przyczepić do złych ruchów bioder, a teraz dzięki widzom znaleźli się na podium.
- Do kolejnego odcinka przechodzą także... - Tess zawiesiła głos. Rita zacisnęła usta, powtarzając w myślach jak zaklęcie "żeby tylko nie spaść z czwartego miejsca, żeby nie spaść..." - Harry Styles i Rita Holmes!
Dziewczyna pisnęła głośno i rzuciła się Harry'emu na szyję. Objął ją mocno i uniósł do góry. Reflektor nad nimi zgasł. Przeszli dalej.
A Harry był zdumiony, że sprawiło mu to taką radość.
Czyli co teraz? Chyba jive.


________________________________________________________
Sorry za opóźnienia, ale semestr ruszył pełną parą. Już mam prezentację z farmy i błądzę po korytarzach szpitala, szukając właściwego oddziału. "Idzie się jak na gastrologię, tylko w lewo, potem w prawo, w górę i do lawendowego korytarza..." te cudowne instrukcje na grupie... Powinni wymyślić apkę z GPS-em "Znajdź swoje zajęcia!". Zainwestowałabym nawet w płatną wersję, serio.

Kolejny rozdział... nie wiem kiedy. Dajcie mi dwa tygodnie, okej? :)

Dziekuję za wyświetlenia poprzedniego rozdziału. Spada nam liczba komentujących, ale to moja wina, wiem i się kajam -.- zaniedbałam to opowiadanie, zaniedbałam pisanie, ale tak na dłuższą metę się nie da, kolejne rozdziały kotłują mi się w głowie, więc naprawdę najwyższa pora przenieść je na papier. Lub klawiaturę.

Do nastepnego <3
Roxanne