środa, 7 grudnia 2016

CHAPTER SEVEN: This Is Us




Dzień rozpoczął się od dawno nie słyszanego w tym mieszkaniu budzika. Harry nie otwierając oczu postukał palcem w ekran telefonu, ale denerwująca melodyjka wcale nie chciała się wyłączyć. Chłopak zmarszczył brwi i walnął mocniej. Zyskał jedynie to, że o mały włos nie zbił dotykowego ekranu smartfona. Zdenerwowany usiadł i wziął telefon do ręki. Ułóż liczby w malejącej kolejności? Co to było?! Dopiero po dłuższej chwili przypomniał sobie, że parę godzin temu sam przeszukał ustawienia telefonu, żeby włączyć taki budzik, po którym na pewno wstanie. Cóż, udało się. Szósta. A niech szlag trafi cały management, jego chore pomysły, Harriet i jego samego!
Jednak obietnica do czegoś zobowiązała. Jeszcze nie był takim skończonym dupkiem, skoro dawno wpojone przez rodziców zasady blokowały go przed zrobieniem dziewczynie świństwa i wystawieniem jej do wiatru po raz kolejny. Może nie zostanie królem tańca, ale przynajmniej spróbuje się dopasować i odnaleźć w tym wszystkim jakikolwiek sens. W końcu nie może być aż tak źle. Nauczy się paru kroków, zbierze owacje na stojąco, z powrotem rozkocha w sobie fanki, które zdecydowały się od niego odsunąć... Plan idealny.
 To zabawne. Jak łatwo jest manipulować ludźmi, których się nie znało. Wystarczyło tylko wyglądać lepiej niż znośnie, puścić oczko kilku dziewczynom, uśmiechnąć się do innych i coś powiedzieć. Cokolwiek, przecież one i tak będą sikać w majtki, kiedy tylko skieruje na nie swój wzrok. To zawsze działało. No, przynajmniej w dziewięćdziesięciu procentach, w końcu nie wszystkie kobiety na ziemi były fankami One Direction. Ale jeśli już któraś z nich lubiła zespół, to niemal na pewno była zakochana w którymś z członków. Nieskromnie musiał przyznać, że on był najczęstszym obiektem westchnień. A przez to manipulacja była o wiele prostsza.
Ledwo wyszedł spod prysznica, a już w pokoju rozległ się dźwięk telefonu. Przerzucił ręcznik przez szyję i strzepnął krople wody z opadających na czoło włosów. Zerknął na ekran, starając się go nie  zachlapać. Niall widocznie bawił się w zegarynkę.
- Co jest? - rzucił niecierpliwie do mikrofonu.
- Wstałeś?! - Harry niemal widział wytrzeszczone oczy przyjaciela. - Nie trzeba cię budzić?
- Jak widać nie. - Stwierdził cierpko Styles i rzucił na łóżko torbę. Wcisnął do niej czysty ręcznik, wodę i ciuchy na przebranie. Zawrócił do łazienki po dezodorant. - Masz jeszcze jakąś sprawę?
- Eee... W zasadzie to nie - zawahał się Niall. - Zayn i ja może wpadniemy na próbę.
- A róbcie co chcecie. - Wzruszył ramionami. - Bylebyście nie przeszkadzali. - Rozłączył się, bo chciał już podjechać pod studio. Nie miał zamiaru robić pompek za spóźnienie.
Wychodząc, spojrzał na zegar kuchenki. Siódma dwadzieścia dwie. Uśmiechnął się krzywo i zamknął drzwi mieszkania. Byle do siódmego odcinka.
Tymczasem Niall stał w swojej kuchni z telefonem przy uchu i w osłupieniu wpatrywał się w ścianę. Ściana była normalna, w kolorze bladego fioletu z trzema pistacjowymi paskami przez środek, a chłopak wbijał w nią wzrok, jakby była to fototapeta co najmniej klejnotów koronnych Wielkiej Brytanii. Nie do takiego Harry'ego był przyzwyczajony przez ostatnie parę miesięcy.

<***>

Rita szybkim krokiem przemierzała korytarz. Była pewna, że Harry'ego jeszcze nie będzie, o ile w ogóle się pojawi, a dzięki temu mogłaby w spokoju się rozgrzać i przygotować do treningu. I może lekko zmodyfikować układ... Jeśli Styles zdecyduje się pojawić i kontynuować zabawę w taneczne show, to może lepiej go nie odstraszać? Z drugiej strony to było całkiem przeciwne jej naturze. Nigdy nie szła na łatwiznę, wolała stawiać czoło przeciwnościom losu, choć często przewyższały jej możliwości.
Na samym początku jej przygody z tańcem chciała być najlepsza. Nie tylko w szkole tańca, ale też na mistrzostwach Europy, świata, kosmosu. Nic nie mogło jej powstrzymać, gnała naprzód, a jej biedny partner próbował z całych sił ją dogonić. Przygotowując się do pierwszego konkursu międzyszkolnego, doszło jednak do przykrego zdarzenia. Harriet uznała, że układ przygotowany przez choreografkę był za prosty i zamiast niego wymyśliła własny. Skończyło się dość poważnym uszkodzeniem stawu kolanowego i czterema miesiącami na zwolnieniu. Kiedy wróciła na salę taneczną, odrobinę zmieniła taktykę, głównie pod naciskiem rodziców i instruktorów. Poprzeczka wciąż wisiała wysoko, ale tym razem bez samowolki. Idealnie wyćwiczyła ruchy, stała się giętka jak bambus, perfekcyjna co do milimetra, a jednocześnie potrafiła doskonale ocenić swoje możliwości. Wiedziała, czego lepiej się nie podejmować, a co jest warte ryzyka. Lata praktyki pomogły jej wypracować świetne ruchy, które umiała poprowadzić na milion sposobów.
A teraz... Dla niej to było niemożliwe, żeby przejść o kilka stopni niżej w drabince osiągnięć i przypomnieć sobie, co oznaczał poziom początkujący. Nie umiała postawić się w sytuacji swojego partnera, bo do tej pory była przyzwyczajona do Matta, który podobnie jak ona tańczył całym sobą. Nie tylko ciałem, ale też duszą, myślami, wszystkim. I też doskonale wiedział, jak się ruszać do dowolnej melodii. Nie to co Styles. Przecież tych dwóch facetów dzieliła przepaść, wielka jak Rów Mariański. A ona, Harriet Holmes, miała zasypać ten rów, żeby dało się bezpiecznie przeskoczyć z jednego brzegu na drugi w perfekcyjnym stylu.
Zatopiona w ponurych rozmyślaniach otworzyła z rozmachem drzwi i stanęła w progu jak wryta.
- Cześć - mruknął Harry, nie przerywając rozciągania. Siedział na podłodze i z całych sił starał się dotknąć palcami do stóp przy złączonych, wyprostowanych kolanach. Kiepsko mu szło, ale jednak...
- Cześć... - odpowedziała dziewczyna, próbując nie okazywać zdumienia. Kątem oka zerknęła na tabliczkę na drzwiach, bo przez sekundę pomyślała, że pomyliła sale i tu ćwiczy jakiś inny tancerz. Nie było mowy o pomyłce. Harry Styles robił sobie rozgrzewkę przed treningiem.
Rita była w szoku. Zupełnie nie spodziewała się takiego widoku. Sprawdziła szybko godzinę. Za kwadrans ósma. Wow. A już była gotowa postawić dziesięć tysięcy funtów, że Styles będzie robił karne pompki pod jej czujnym okiem. Mimo wszelkich przemyśleń na temat chłopaka, jakby zapaliła się w niej iskierka nadziei. Może jednak coś do niego dotarło?
- Gotowy na trening? - zapytała, szybko zmieniając buty. Nie musiała się przebierać, przyjechała na trening od razu w wygodnych ciuchach, czyli długich legginsach i luźnej, zsuwającej się z ramienia tunice narzuconej na bokserkę. Dołączyła do partnera na podłodze i zaczęła się rozciągać.
- Mam nadzieję - stęknął, wstając powoli na nogi. Miał wrażenie, że jeszcze nie zaczął tańczyć, a już nadciągnął jakieś ścięgno.
- No to do roboty! - Klasnęła w ręce. - Włącz płytę i znajdź piosenkę. Zaraz ci przypomnę kroki i będziemy je szlifować. - Zakomenderowała i położyła się na podłodze. Jeszcze szybki mostek i będzie można zacząć normalny trening.

<***>

- Ta koszula, te spodnie i te buty. Skarpetek nie będzie raczej widać, mogą zostać. Buty zabierz, przydadzą ci się w treningu.
Harry odebrał stosik ubrań i bez słowa zamknął się w przebieralni. Nie lubił sesji zdjęciowych. Ustaw się tak, pochyl głowę, podnieś oczy, zaczesz włosy, tamten profil masz lepszy... Zaczął wciągać na siebie ciuchy. Przeczesał palcami włosy. Czarna koszula wyglądała całkiem nieźle. Spodnie jak od garniaka, tylko te buty... Po kiego grzyba dają facetowi buty na obcasie? I ta podeszwa, na której można było wyrżnąć niezłego orła. Na parkiecie jeszcze można było jakoś chodzić, ale płytki, którymi była wyłożona przebieralnia? Nie. Zdecydowanie nie.
Wyszedł z pomieszczenia, zostawiając tam swoje ubrania i ruszył w kierunku ekipy. Zgromadzili się w jednej z sal treningowych na parterze. Pary miały się ustawić na tle zielonej ścianki, którą komputerowo technicy dopasowywali do czołówki, plakatów i bannerów. Harriet stała obok makijażystki, która poprawiała ostatnie detale make-up'u. Wyglądała całkiem ładnie. Włosy miała rozpuszczone, lekko podkręcone. Założyła niebieską sukienkę bez ramiączek, wyszywaną u góry jakimiś cekinami z rozszerzanym dołem. Mimowolnie zlustrował jej sylwetkę. Takich nóg nie widział chyba u żadnej dziewczyny. Nawet te wszystkie modelki, które widział, nie miały tak genialnych nóg. Ogólnie Rita była całkiem...
- Harry! - Zawołał ktoś i chłopak gwałtownie się odwrócił. Skądś kojarzył ten głos.
- Jamie?
- Poznałeś mnie! - Fotograf cieszył się jak dziecko. Poklepał go po plecach, osłaniając jedną ręką aparat. - Dawno cię nie widziałem, stary!
- Ostatnio chyba na sesji do Forbesa. - Harry obdarzył go wymuszonym uśmiechem.
- Możliwe. Na pewno robiłem wam zdjęcia do kalendarza na dwa tysiące czternasty. - Jamie szczerzył się tak mocno, że Harry mógł z łatwością policzyć jego zęby. - No proszę, i teraz jesteś w "Strictly"! Jak ci się podoba?
- Szczerze mówiąc, nie chciałem tu być - oznajmił Styles z brutalną szczerością. Jamie zmarszczył brwi i chciał to jakoś skomentować, ale przerwała im Rita.
- Jestem gotowa. - Stanęła obok Harry'ego i spojrzała wyczekująco na fotografa. - Nie mam zielonego pojęcia, co się robi na sesjach, więc musisz mi powiedzieć co i jak.
- Jasne, już wam tłumaczę. - Odwrócił się przodem do ścianki i zaczął im wszystko pokazywać. - Staniecie tutaj, nie przysuwajcie się za bardzo do ekranu. Macie zaznaczoną linię, gdzie możecie maksymalnie podejść. Najpierw zrobimy same zdjęcia, a potem nakręcimy was w ruchu. Cokolwiek, promenada, obrót, jakieś unoszenie, może bouncing lub New York... Coś, co będzie można wstawić w czołówkę i co będzie się pojawiało przed każdym waszym wystepem na ekranach. Możecie też pokazać wasz numer... Para numer pięć, tak? No, to pięć palców lub rysunek piątki w powietrzu, który potem obrobimy. Gotowi? Będę wam mówił, jak się ustawić.
- Chyba gotowi. - Rita stanęła we wskazanym miejscu i popatrzyła na swojego partnera. - Na co czekasz?
- Już idę - mruknął pod nosem i posłusznie stanął obok dziewczyny.
- Harry, trochę w tył. Obejmij Ritę w pasie prawą ręką, lewą opuść wolno... Rita parę centymetrów w przód. Unieś lekko głowę. Uśmiechnij się... Dobra. - Jamie wprawnie strzelił kilka fotek, zmienił coś w ustawieniach i zamontował inny obiektyw.
- Teraz Harry przodem, Rita stań bokiem, oprzyj się na nim... Nie tak, lewa ręka na jego ramieniu, możesz patrzeć na niego... Nie, źle.
Jamie zmarszczył brwi i oparł ręce na biodrach. Coś było nie tak. Harry. Był za sztywny, jakby w ogóle nie umiał się rozluźnić i zrelaksować. Zachowywał się tak, jakby aparat zamiast zrobić mu zdjęcie, miał go zastrzelić.
- Harry... Co z tobą, stary? Normalnie na sesjach zachowujesz się jak dzieciak, wszędzie cię pełno i wychodzi z tego masa fajnych ujęć...
- Widocznie się zmieniłem - warknął Styles i założył ręce na piersi.
- Daj spokój. - Machnął ręką Jamie. Robił się wkurzony. Miał dziś zrobić jeszcze dwie takie sesje. - Nie jesteś jakąś wielką gwiazdą, a przynajmniej nie jedyną. Więc przestań gwiazdorzyć, rusz dupę przed ekran i pokaż, co potrafisz!
Nagle wpadł na pewien pomysł. Kiwnął głową w stronę asystentki i wziął od niej swój telefon. Poszperał w nim i włączył muzykę. Rita zastanowiła się chwilę. Skąd znała ten kawałek... A, jasne! "Talk Dirty" Jasona Derulo.
- Pamiętasz, Harry? To nie było tak dawno. - Jamie zmienił obiektyw. - Ustawcie się. Jak wolicie, to zacznijcie od tańca.
Coś chyba zaskoczyło, bo Harry jakby odrobinkę się rozluźnił. Może to dlatego, że niemal cała ekipa zaczęła odrobinę podrygiwać w rytm melodii, a on mimowolnie dołączył do nich. Oboje z Ritą zaczęli się ruszać do słyszanej muzyki, piosenki się zmieniały, a kiedy trafili na podobną w rytmie do tańczonej cha chy, nawet wypróbowali kilka kroków. Harriet też spuściła z tonu i chyba dziś postanowiła się po prostu dobrze bawić, bo w pewnym momencie nawet zanuciła fragment piosenki, doprowadzając Harry'ego do śmiechu.
- Teraz było dobrze! - Jamie podszedł do laptopa, na którego systematycznie zgrywały się zdjęcia. Ujęcia robione z zaskoczenia zawsze się sprawdzały przy chłopakach z 1D, a pozowanie wychodziło im tylko wtedy, gdy się wygłupiali. Rita w Harrym wyszli naturalnie, uśmiechnięci, jakby nic innego w życiu nie robili, tylko razem tańczyli i tak miało być.
- Dobrze, że to już koniec. - Harry odsunął się od ekranu, na którym oglądali zdjęcia i prawie pobiegł do przebieralni. Wrócił Mister Dupek Styles. Po chwili wrócił, ubrany z powrotem w dres, rzucił niedbale ubrania na wieszak i wyszedł bez pożegnania.
- Nie mam zielonego pojęcia, co się z nim dzieje. - Jamie patrzył za chłopakiem dłuższą chwilę. Rita wykorzystała nieobecność Harry'ego, żeby wypytać o niego fotografa.
- Długo się znacie?
- Wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że kiedyś taki nie był. - Facet schował obiektyw do pokrowca i zaczął wyłączać lampy. Do kolejnej sesji miał jeszcze godzinę.
- To znaczy? - dociekała dziewczyna. Zaczynała być ciekawa, jaki był kiedyś Harry, skoro tak wszyscy chcą, żeby dawny Styles powrócił. Najpierw manager zespołu, potem jego członkowie, teraz fotograf...
- To znaczy, że jeszcze na początku roku wszystko z nim było w porządku. - Zapisał jakąś notatke na samoprzylepnej karteczce i schował ją w teczce. Wyprostował się i spojrzał na tancerkę. - Chcesz się dowiedzieć, jaki był kiedyś? Obejrzyj "This Is Us".

<***>

- Mickster? - Harriet zajrzała do pokoju brata. Siedział na podłodze i wpatrywał się w ekran komputera, waląc zaciekle w klawisze pada. Siedząca obok niego blondyneczka robiła to samo, z równą zawziętością. Dziwne postacie na ekranie strzelały w siebie ogniem. Bomba.
- Nie teraz. - Odparł braciszek, nawet na nią nie patrząc. Rita zerknęła na blondynkę. Też nie zareagowała. Dziewczyna wzruszyła ramionami i usiadła między nimi. Przyzwyczaiła się do obecności Charlie w ich domu. Mała była najlepszą przyjaciółką jej brata, który nazywał ją czasem swoją dziewczyną. Codziennie jedno było u drugiego w domu, chodzili do tej samej szkoły, tylko różnych klas, ale za to mieszkali w sąsiednich budynkach. Zaprzyjaźnili się już w piaskownicy.
Rita zawahała się chwilę. Nie, to głupi, idiotyczny, kretyński pomysł... Jakby sama nie umiała uruchomić internetu i obejrzeć tego durnego filmu.
- Oglądało któreś z was "This Is Us"? - Walnęła w końcu, nie bawiąc się we wstępy. Mickeyowi opadła szczęka. Charlie wykorzystała jego nieuwagę i zakończyła bitwę jednym ciosem.
- Wygrałam! I oglądałam! - Uśmiechnęła się szeroko do Rity.
- Moja siostra pyta mnie, czy oglądałem film o jakimś boysbandzie. Hars, nie jestem pedałem! - Oburzył się Mickey. Zaraz dostał z łokcia od siostry i z poduszki od Charlie.
- Uważaj na słowa!
- Oni nie są pedałami!
- To po co ci ten film? - Zapytał z miną zmęczonego życiem starca. Nie rozumiał swojej starszej siostry. Z roku na rok było z nią coraz gorzej. A odkąd zaczęła tańczyć z Harrym, musiał znosić teksty o nim z dwóch źródeł, od swojej dziewczyny i od siostry. O ile Harriet jeszcze się na niego wkurzała i często drukowała jego fotki tylko po to, żeby porzucać w nie strzałkami lub pomazać, o tyle Charlotte ciągle nawijała, jakie to One Direction jest wspaniałe.
- Ktoś mi powiedział, że powinnam go obejrzeć, żeby zobaczyć, jak się kiedyś zachowywał Harry. Nie umiem go ogarnąć. - Wyznała szczerą prawdę. Nie miała zielonego pojęcia, jak dotrzeć do chłopaka, żeby przynajmniej nie musieli się na siebie wydzierać na każdym treningu.
- I musisz obejrzeć to gó... Ten beznadziejny film, żeby to sprawdzić? - Wyłączył grę i uruchomił internet.
- On mi nic nie powie, a jestem ciekawa... Poza tym głupio mi to samej oglądać. - Wzruszyła ramionami. Po reakcji brata czuła się zażenowana swoim pomysłem. Zresztą, czego innego mogła się po nim spodziewać?
- Charlie, pilnuj komputera. Harriet ma zakaz dostępu do moich gier. Ja idę oglądać telewizję. - Wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
- Spodoba ci się! - Charlie wpisała tytuł filmu w wyszukiwarkę. - Ja go oglądałam z dziesięć razy, ale teraz też obejrzę, bo tak lubię ich i ich piosenki, i ten film... I wszystko!
- Domyślam się. - Rita oparła się o łóżko brata i wbiła wzrok w ekran. Kim byłeś, Harry Stylesie?
Usłyszała głos któregoś z nich. Chyba Nialla. Śledziła wzrokiem pojawiające się zdjęcia. I niemal od razu parsknęła śmiechem, kiedy Louis dał w twarz Niallowi.




____________________________________________
EDIT: WŁĄCZYŁAM AUTOMATYCZNE UDOSTĘPNIENIE POSTA! NIE WIEM, CZEMU SIĘ NIE URUCHOMIŁO! PRZEPRASZAM, ŻE ROZDZIAŁ JEST Z OPÓŹNIENIEM, ALE TO WINA PIERDOLONEGO INTERNETU -.- A TERAZ WRACAM LECZYĆ KACA PO MIKOŁAJKACH. Spałam niepełne cztery godziny, a wczoraj byłam na nogach 22h, włączając w to mega odpałową imprezę. Warto było :D
____________________________________________

Witam Was w Mikołajki! Macie śnieg? U mnie tak cudnie padał w weekend *.* mam nadzieję, że utrzyma się do świąt.

Rozdział chyba wam się spodoba... Jest chyba dłuższy od poprzedniego. Napisałam go w piątek wieczorem, ale wolałam go poprawić i wstawić w Mikołajki... Here you are :)

Na następny dajcie mi dwa tygodnie. Po drodze kolokwium, będę miała co robić w przerwie między nauką a obijaniem się xD

Dziekuję za cierpliwość. Nie mogę uwierzyć, że wciąż tu jesteście!

All the love <3
Roxanne

niedziela, 6 listopada 2016

R.I.P. najgorsza autorka świata

Witajcie...
Jestem ciekawa, czy ktoś mnie jeszcze pamięta...

Wiem. Zachowałam się obrzydliwie, znikając stąd bez słowa pożegnania/wytłumaczenia i teraz przybywam, by się kajać i przepraszać.
Koniec z zawieszaniem, koniec z wstrzymywaniem, czas na ważne ogłoszenie!

"Dance with me tonight..." POWRACA!!!
6 grudnia 2016r. w godzinach wieczornych zapraszam was na 7. rozdział opowiadania!

Mam nadzieję, że jeszcze ktoś się tu pojawi i zerknie choć jednym przymrużonym okiem na moje wypociny :)

Jeśli chodzi o pozostałe prace, m.in. tłumaczenie fanfika na Wattpadzie, wstawianie poprawionych rozdziałów "Everything's...", to ruszam z tym dopiero od Nowego Roku. Chciałabym też wstawić na YouTube coś w stylu pseudo-nagrań piosenek z "Everything's...", tych mojego autorstwa... Bo jeśli się nie mylę, to nie macie pojęcia, na jaką melodię się śpiewa "Lullaby To Stars" czy "Addicted". Ale to w swoim czasie.

Dziękuję za cierpliwość, a jeśli jesteście na mnie mega źli i chcecie mnie już zaszlachtować, to cóż... chlip, chlip, zasłużyłam sobie na to, może kontynuowanie tego bloga poprawi wam humor.

R.I.P. najgorsza autorka świata, czytaj 
Roxanne

poniedziałek, 12 października 2015

CHAPTER SIX: So what?!

Moi kochani czytelnicy!
Piszę tę notkę z bólem serca i mam nadzieję, że jej nie opuścicie, chcąc jak najszybciej dorwać się do rozdziału!
Nie daję rady. Nie wyrabiam na zakrętach. Fizycznie. Psychicznie zresztą też. Nie jestem w stanie pisać dwóch blogów na raz, chociaż jeszcze rok temu nie miałam z tym większych problemów. Tylko że... To był pierwszy rok studiów. Teraz to jest drugi. Wszyscy twierdzą, że pierwszy jest najgorszy, a na drugim jest już łatwiej, ale ten ktoś chyba nie był na medycynie... Aha, i jak ktoś mi jeszcze do kompletu powie, że studia są najlepszym okresem w życiu człowieka, to go z szerokim uśmiechem zamorduję. Jak na razie, dla mnie studia są najgorszym etapem mojego dotychczasowego życia.
Przemyślałam sprawę i całość wygląda tak: nie mogę prowadzić dwóch blogów, więc skończę najpierw jeden, a potem dokończę drugi. Nigdy się nie spodziewałam, że do tego dojdzie, serio. Niestety, doba ma 24 godziny, nie 56, a ja nie jestem robotem, tylko zwykłym człowiekiem.
ZAWIESZAM "DANCE WITH ME TONIGHT..."!!!
Wrócę do tego opowiadania natychmiast, kiedy tylko skończę "Nothing's...". Chyba nikogo ta decyzja nie zdziwi, że wybrałam moje pierwsze opowiadanie, żeby je dokończyć. Jestem z "Everything's.../Nothing's..." bardziej związana emocjonalnie i bardziej mi na nim zależy. Poza tym... Nie zostało tam wiele do końca. Myślę, że równo z końcem roku zakończymy "Nothing's...". Maksimum z końcem stycznia. Potem wrócę tutaj.
Jest mi przykro, że muszę robić coś takiego, ale nie mam wyjścia. Od tego momentu znajdziecie mnie na onedirection1d-pain-and-payne.blogspot.com, tam będę regularnie.
A na pożegnanie, na te kilka miesięcy, oddaję wam rozdział szósty.
Nie martwcie się, nie znikam na lata, po prostu są rzeczy ważne i ważniejsze. Studia, choćby nie wiem jak głupie były, są ważniejsze i tego się trzymajmy.
Dziękuję wam za wszystko, za wasze zainteresowanie "Dance..." i do zobaczenia za jakiś czas.
Wpadajcie na "Nothing's..." :)
_____________________________________________________________








Harry otworzył oczy i z trudem próbował opanować zawroty głowy. Cholerny kac. Kiedy wreszcie powstrzymał mdłości, popatrzył na zegarek. Dziesiąta czterdzieści?! Rita go zabije. Dodatkowo z szokiem odkrył, że obok niego spała smacznie jakaś naga blondyna. Chociaż to jeszcze był w stanie zrozumieć, często mu się to zdarzało. Ale za to wizja wściekłej Harriet jakoś nie przypadła mu do gustu.
-Wstawaj!- Szturchnął nogą dziewczynę. Przeciągnęła się, ziewnęła i spojrzała na niego nieprzytomnie.
-Co jest?
-Musisz iść.- Spojrzał na nią ze zniecierpliwieniem.
-Co?
-Wypad, ale już!- Krzyknął mimo tego okropnego bólu głowy, bo dziewczyna zaczynała go denerwować.
-Jesteś tego pewny?- Oparła się na łokciu i zaczęła nawijać pasmo włosów na palec. Chyba próbowała wyglądać uwodzicielsko. Niestety, rozmazany makijaż jej w tym nie pomagał.
-Czy ja mówię po chińsku?!- Harry wstał z łóżka, owinięty prześcieradłem i wskazał jej drogę do wyjścia.
-No, dobra...- Mruknęła niechętnie i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Ciągle miała nadzieję na powtórkę z wieczoru, ale Styles nie zamierzał do tego doprowadzić. Kiedy w końcu pozbył się laski, pokazowo drąc na jej oczach karteczkę z numerem telefonu, którą mu wcisnęła, zamknął drzwi na klucz i poleciał pod prysznic. I dopiero wtedy wytrzeźwiał na tyle, żeby sobie przypomnieć zakończenie wczorajszego treningu. Dziś próby nie było.

<***>

-Co ty, do cholery jasnej, odwalasz, Styles?- Liam wparował do mieszkania przyjaciela bez pukania. Za nim wsunęła się po cichu Sophia. Rozejrzała się dookoła i niemal od razu jęknęła na widok zasyfionej kuchni.
-Zjeżdżaj, Payne.- Warknął Harry i niechcący strącił z oparcia kanapy jedną z tysiąca puszek po piwie.
-Sam zjeżdżaj. Przeprosić Ritę.- Liam stanął nad nim jak wkurzony ojciec nad dzieckiem.
-Skąd wiesz?
-Zadzwoniłem do niej z ciekawości, jak ci idzie na treningach.
-Liam?- Payne popatrzył na swoją dziewczynę.- Ja tę kuchnię ogarnę, ale szczerze, tu potrzeba chyba ekipy od deratyzacji.
-Dzięki, kotek.- Odwrócił się znowu do kumpla.- Jak ty mogłeś zrobić z tego taką spelunę?
-Tak jakoś wyszło.- Harry podniósł głowę z poduszki, ale za chwilę znowu ją opuścił.
-Dobra.- Liam przysunął fotel do kanapy.- Harry, pogadaj ze mną.
-Nie mamy o czym.- Styles z całej siły próbował wrócić do spania, ale sterczący nad głową kolega mu na to nie pozwalał.
-Nie mamy o czym? Myślałem, że jesteśmy braćmi i możemy pogadać o wszystkim. Co się z tobą dzieje?
-Nic.- Harry zrezygnował z prób zaśnięcia i usiadł na sofie. Przetarł oczy ręką i przewrócił kolejną puszkę. Skrzywił się na usłyszany hałas. Kac morderca nie ma serca.
-Upijanie się to jest nic? Stary, masz wszystko, co tylko dusza zapragnie! Nie musisz uciekać w alkohol!- Liam załamał ręce. Jasne, każdemu zdarzały się cięższe chwile, ale żaden z nich jeszcze nie odwalał czegoś takiego. A Harry z każdym tygodniem przechodził samego siebie.
-Nic nie wiesz.- Syknął Styles i wstał z kanapy.
-To mi, kurwa, powiedz!
-Proszę bardzo!- Harry obrócił się gwałtownie i prawie stracił równowagę.- Mam dość wszystkiego, całego świata, tych durnych plotek na mój temat, tych nienawidzących mnie ludzi, tego zakłamania, tego zmuszania mnie do robienia czegoś, czego nie chcę!
-Zaraz, możesz uściślić?- Liam też podniósł się z fotela i stanął obok Harry'ego. Sophia wysunęła się z kuchni i przesuwała wzrokiem z jednego chłopaka na drugiego, chcąc zorientować się w sytuacji.
-Jezu, naprawdę nie ogarniasz?- Harry wyrzucił ręce w górę.- Management decyduje za nas o wszystkim, nawet kiedy mamy oddychać, a kiedy jeść. Fani, okej, oni są, ale mam dość łączenia mnie z Louisem i wrabiania mnie w gejostwo!
-To nie znaczy, że musisz pieprzyć wszystkie laski w obrębie dziesięciu kilometrów.- Odparował Liam.
-Wpadłem w rutynę, rozumiesz? Co to były za lata? Ciągle koncerty, wywiady, gdyby nie zdjęcia, zapomniałbym, jak wygląda moja własna matka. A Gemma? Co to za siostra, która żeruje na sławie brata?!
-Gemma wcale...
-Jasne.- Styles wywrócił oczami.- A kto dostał staż w Timesie na moje nazwisko? Płatny w cholerę?
-Zazdrościsz jej stażu?
-Nie, zazdroszczę jej tego, że robi to, co lubi!- Liam otworzył szeroko oczy i zerknął z niedowierzaniem na swoją dziewczynę. Czy ona też to usłyszała?
-Przecież kochasz śpiewać...- Powiedział cicho.- To zawsze było marzenie naszej piątki, stanąć na największej arenie świata i dać ludziom najlepszy koncert.
-Właśnie, było. Teraz już nie wiem, czy jest.- Podniósł z podłogi poduszkę i rzucił ją z wściekłością na kanapę.- Mam tego dość i muszę odreagować. Potrzebuję urlopu, a nie zasranego programu.
-Nie możesz odreagować przez taniec?- Odezwała się Sophia.- To przecież też może być metoda.
-Słonko, gdyby to była przyjemność, to okej. Ale gdy chodzisz na trening i wylewasz z siebie hektolitry potu, znosisz wkurzającą tancerkę, która co sekundę cię wyzywa i naraża na połamanie, to nie wiem.
-Czyli co?- Liam założył ręce na piersi. Starał się z całej siły nie okazywać, jak bardzo jest rozczarowany.- Rezygnujesz całkowicie? Odchodzisz z One Direction? Zostawiasz nas i sam idziesz na wieczną imprezę, żeby zatruć się alkoholem?
-Nie wiem, Liam.- Harry skierował się do łazienki.- Muszę to sobie przemyśleć.

<***>

To chyba tutaj. Ciemna, ale nawet czysta klatka schodowa kamienicy zaprowadziła go do drzwi z numerem siedem, na drugim piętrze. Stanął przed nimi i przez chwilę się wahał. Zapukać czy nie zapukać? Może lepiej będzie odejść, zrezygnować ze wszystkiego?
Wczoraj, po wyjściu Liama i Sophii, resztę dnia myślał nad tym, czy warto dalej się męczyć z tańcem i zawalczyć o powrót do zespołu. Przypominał sobie wszystkie wspaniałe chwile z chłopakami, zwycięstwa w kolejnych odcinakach X Factora, porażkę na koniec, ale jednocześnie globalny sukces. Pierwszy singiel, pierwszy teledysk, film, szał na trasy koncertowe, pisanie piosenek, nauka gry na gitarze, wspólne imprezy z chłopakami, wygłupy przed kamerą i bez niej, tę genialną przyjaźń... Czy warto to wszystko zostawić na marne, bez sensownego zakończenia?
To była chyba jedna z najtrudniejszych decyzji, jakie do tej pory musiał podjąć. I chciał odwlec ten moment jak najdłużej. Wiedział jednak, że nie ma aż tyle czasu. Tydzień powoli się kończył i musiał się zdeklarować. Zostaje czy odchodzi?
Najgorsze w tym wszystkim było to, że tak naprawdę nie miał wsparcia. Jasne, czterech przyszywanych braci to gigantyczne wsparcie, ale przecież... Nie martwili się o niego non stop. Każdy miał swoje życie, rodzinę, dziewczynę, kumpli... Nie spędzali całą piątką tyle czasu, co na początku istnienia zespołu. Każdy z nich znalazł swoje miejsce w tej światowej plejadzie gwiazd, a tylko Harry czuł się zawieszony w próżni. Jak nic nie warta drobinka, którą trzeba wciągnąć odkurzaczem. Niby nie przeszkadza, ale jednak zakłóca efekt końcowy.
Chciałby z całego serca znaleźć kogoś, kto byłby przy nim na dobre i na złe. Kto naprawiłby go i pomógł odnaleźć sens tego porąbanego życia. Nie było to proste, ale w głębi duszy wciąż liczył na cud. Liczył na dziewczynę, która pokazałaby mu, że wcale nie musi się tak zachowywać, bo jego problemy tak naprawdę nie istnieją.
Czy gdyby zaczął tańczyć i zajął jakieś sensowne miejsce w programie, to czy miałby jakieś szanse na powrót do normalności? Odnalazłby swoje zagubione miejsce? Poczułby się wreszcie częścią czegoś większego? Kiedyś tak było. Dlaczego aż tak się pogubił w tej całej sławie?
Kiedy poszedł do X Factora, powtarzał sobie: "Będę sławny. Zdobędę cały świat i każdy będzie mi zazdrościł." W sumie... Marzenie się spełniło. Został sławny, zyskał przyjaciół, rozgłos, pieniądze... Ale co za dużo, to niezdrowo. Przekonał się o tym boleśnie, kiedy się okazało, że każde jego słowo może być wykorzystane przeciwko niemu, a każdy gest zinterpretowany na opak. Byli z Louisem najlepszymi przyjaciółmi, ale każdy niewinny misiak na powitanie i już wszyscy myśleli, że są gejami. Polubił Barbarę Palvin i poznał ją z Niallem, co zaowocowało kilkumiesięcznym związkiem Horana i modelki, ale każde wyjście z nią na kawę i przyjacielską rozmowę, reszta świata traktowała jak zdradę najlepszego przyjaciela. Wreszcie, kiedy management zaproponował mu udawany związek z Taylor Swift w celu promocji ich albumów w Stanach Zjednoczonych... Ech. Harry może liczył, że z udawanego związku wyjdzie coś prawdziwego, ale prawdziwa natura Taylor mocno dała mu się we znaki. Wycofał się z kontraktu najszybciej jak mógł, za zerwanie umowy zapłacił kilkadziesiąt tysięcy, a w nagrodę dostał od byłej kilka świetnych piosenek o tym, jak to nie można mu ufać i jest beznadziejnym facetem.
Nawet nie wiedział, kiedy zaczęła się ta jego przemiana na gorsze. Po prostu któregoś dnia odkrył, że dobrze jest zapijać smutki alkoholem i bawić się, póki ma kasę i ochotę. Tak robił. Do czasu aż przekroczył pewne granice i zaczął pluć na tych, którzy mu we wszystkim do tej pory pomagali. Ucieczka od problemów nie jest rozwiązaniem. Dobrą odpowiedzią jest stawienie problemom czoła.
Co właśnie próbował zrobić.
Po dłuższej chwili wziął głęboki oddech i nacisnął dzwonek obok drzwi. Przez chwilę nic się nie działo, ale kiedy miał już dzwonić drugi raz, drzwi się uchyliły. Harry zmarszczył brwi, bo nikogo przed nim nie było. Opuścił wzrok o kilka centymetrów i wytrzeszczył oczy na ciemnowłosego chłopca, który przyglądał mu się spode łba. Miał na oko dziesięć lat, ubrany był w granatową bluzę z kapturem i jeansy. I wyraźnie nie spodobała mu się wizyta Stylesa.
-Cześć.- Odezwał się Harry niepewnie.- Jestem...
-Wiem, kim jesteś.- Wysoki głos chłopczyka mocno kontrastował z jego zaciętą miną.- Doprowadziłeś moją dziewczynę do płaczu.
-Co?- Harry nie był pewny, czy dobrze zrozumiał. Na pewno nie. To mu się tylko śni. Po prostu pomylił mieszkania.
-Kiedy moja dziewczyna poprosiła cię o autograf, zwyzywałeś ją od namolnych fanek i odszedłeś z jakąś lalą.- Wyjaśnił znudzony chłopiec.
-Aha.- Powiedział tępo Styles i zmarszczył brwi.- Ile ty masz lat? Nie jesteś za młody na dziewczynę?
-A ile ty masz lat? Nie jesteś za głupi na śpiewanie? Do tego trzeba umieć myśleć.
Zdissował go. Ten mały cwaniak go właśnie obraził.
-Zapytałem pierwszy.- Założył ręce na piersi i zmierzył młodego wyzywającym spojrzeniem.
-Młodsi mają pierwszeństwo.- Chłopiec pomałpował jego pozę z wyraźną drwiną. Harry poczuł, że traci grunt pod nogami.
-Dobra, nie mam czasu na dyskusje z dziećmi. Mieszka tu...
-Sam jesteś dzieciak. A przynajmniej się tak zachowujesz, więc nie dyskutuj z dorosłymi.
-Zaraz mnie szlag jasny trafi.- Wycedził Harry przez zęby.- Mieszka tu Harriet Holmes?
-Może.- Młody nie chciał odpuścić. Może i wyglądał na całkowicie poważnego, ale w duchu tarzał się ze śmiechu, że potrafił trzymać w szachu faceta, w którego zdjęcie wkurzona Hars celowała wczoraj rzutkami. Co więcej, za każdym razem trafiała idealnie w strategiczne punkty tej żabowatej twarzy.
-Możesz ją zawołać?- Jeszcze sekunda i straciłby cierpliwość. Młody przez chwilę nic nie mówił, dopiero po minucie wrzasnął tak głośno, że Harry podskoczył w miejscu i niemal stracił słuch.
-HARS!!!
-Co jest, Mickster?- Z głębi mieszkania dobiegł ich głos Harriet.
-Przyszedł ten twój tancerz!
-Matt? Zawsze go wpuszczasz bez pytania!
-Nie, to ta łamaga!- Harry wzniósł oczy ku niebu i wręcz błagał o cierpliwość.
Obok chłopca stanęła Rita. Chyba przed chwilą robiła coś w kuchni, bo miała pomarańczową plamę na policzku, jak z jakiegoś sosu, a ręce wycierała w kolorową ściereczkę.
-Styles?- Zdziwiła się.- Co ty tu robisz? I jak zdobyłeś mój adres?
-Mój urok osobisty kontra wasza recepcjonistka.- Uśmiechnął się krzywo, ale jakoś jej tym nie rozbawił.- Mogę wejść?
-Jeśli musisz.- Wzruszyła ramionami i otworzyła szerzej drzwi.- Mickey, dokończ lekcje i nie udawaj, że nic ci nie zadali. Wiesz, że jestem w stanie zadzwonić do panny Fitcher i się jej wypytać o wszystko.
-Wiem.- Mruknął Mickey i powlókł się do pokoju.
Harry wszedł do mieszkania i podążył za Ritą do kuchni. Panował w niej niesamowity porządek, idealnie pasujący do całej Harriet Holmes. Wyjątek stanowił tylko blat stołu pokryty różnymi produktami, w opakowaniach i poza nimi.
-To twój syn?- Zapytał Styles, siadając bez pytania na krześle. Rita popatrzyła na niego jak na ostatniego idiotę i popukała się w czoło.
-Mój brat. Gdyby był moim synem, urodziłabym go mając dziewięć lat.
-Różne rzeczy dzieją się na tym świecie.- Chyba powinien był ugryźć się w język.
-Jesteś taki głupi czy tylko udajesz?- Prychnęła, wkładając do piekarnika przygotowaną wcześniej pizzę.- Po co tu w ogóle przyszedłeś? Bo jeśli to kolejny etap twoich końskich zalotów, to sobie daruj.
-Właściwie to przyszedłem cię przeprosić i... powiedzieć, że chcę spróbować.
-Co spróbować?- Oparła ręce na biodrach i zdmuchnęła z oczu kosmyk włosów.
-Zatańczyć. Obiecuję, będę się bardziej starał.- Uniósł dłoń w geście obietnicy.- Słowo harcerza.
-Serio?- Uniosła brwi i sięgnęła po kubek z herbatą. Upiła łyk, przyglądając się uważnie swojemu rozmówcy. Chyba poważnie się nad tym zastanowił, ale ciągle pamiętała jego pierwszą reakcję na taniec. To mógł być tylko chwilowy kaprys gwiazdeczki. Po pierwszym odcinku znowu zrezygnuje.
-Naprawdę.- Wstał z krzesła i stanął na wprost dziewczyny.- Stwierdziłem, że warto spróbować. Nawet jeśli taniec to nie moja bajka.
-To już wiem. Taniec to zdecydowanie nie jest twoja bajka.
-Ale może się nią stać.
-Co ci się stało podczas tej przerwy?- Oparła się o stół, lustrując go poważnym spojrzeniem.
-Powiedzmy, że doznałem olśnienia. Coś mnie trafiło.
-Chyba strzała pseudo-Amora.- Wymamrotała pod nosem.
-Co?
-Nic, nic.- Potrząsnęła głową, szybko zaprzeczając. Błyskawicznie ułożyła w głowie cały plan.- Zrobimy tak. W poniedziałek przychodzisz na próbę o ósmej. Minuta spóźnienia i robisz sto pompek, każda kolejna to dodatkowe dwadzieścia. Zobaczymy, jaki będziesz chętny do pracy. A we wtorek przymiarka kostiumów i próbna sesja zdjęciowa do profili par i czołówki. O dziewiątej w garderobie, ale wcześniej spotkamy się o siódmej. Zapamiętałeś?- Pokiwał gorączkowo głową.
-Jasne, wszystko wiem. Jutro o ósmej, wtorek o siódmej.
-Jutro jest sobota, ciołku. W poniedziałek o ósmej.
-Jasne! Pamiętam, poniedziałek o ósmej.- Rita westchnęła ciężko. To będzie ciężka praca.
-Dobra. Chcesz coś jeszcze?
-W sumie to nie. Będę się zbierał. Dzięki za drugą szansę.- Wybiegł na korytarz, ale zatrzymał go jeszcze głos Harriet.
-Styles?- Odwrócił się w jej stronę z pytającym spojrzeniem.- Trzeciej szansy nie będzie.
-Wiem.- Skinął głową i wyszedł z mieszkania.
Harriet usiadła za stołem i wpatrzyła się w podziurawione rzutkami zdjęcie Harry'ego. Z jednej strony obawiała się, że Styles nie da rady i znowu się wycofa... Słomiany zapał... A z drugiej liczyła, że jednak poszedł po rozum do głowy i zacznie tańczyć. A wtedy... Ona zrobi z niego prawdziwego króla parkietu. Nie odpuści.
Harry Styles będzie albo sromotną klęską, albo największym zwycięstwem.
Sięgnęła na szafkę po rzutkę i wycelowała. Kolejny punkt. Prosto w szparę między górnymi siekaczami.

środa, 23 września 2015

CHAPTER FIVE: Bitch, I'm Madonna

Na początek przepraszam za długie oczekiwanie i jednocześnie macie ode mnie wielkiego Horan Huga za cierpliwość! Kocham Was, miśki, i zapraszam na rozdział <3







-Przygotowałam kilka propozycji. Siądźcie wygodnie.- To mówiąc, kliknęła w jakiś przycisk na pilocie i za chwilę z głośników popłynęła muzyka.
-"Sway"? Rita, połowa par będzie chciała do tego zatańczyć.- Matt rzucił jej rozbawione spojrzenie. Dziewczyna zgromiła go wzrokiem. Spodziewała się takiej opinii, ale mimo wszystko nie cierpiała, gdy ktoś krytykował jej pomysły.
-Byłoby fajnie, gdyby Harry zatańczył to dobrze, tak? Dlatego lepiej dać coś prostego.
-Nie rób z faceta kaleki.- Zaoponował jej partner.- Harry da sobie radę. No, chyba że go za mocno przyciśniesz.- Dodał po cichu. Rita oczywiście to usłyszała.
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć?
-Tylko to, że jakby coś, to służę pomocą.- Chyba nie miał ochoty się wychylać do odstrzału.
-Super. A wy co myślicie o piosence?- Zwróciła się do milczącego (cóż za zaskoczenie!) One Direction.
-Może najpierw daj inne piosenki i przedyskutujemy to pod koniec, co?- Niall zerknął na przyjaciół.
-Dobry pomysł.- Zayn skinął głową.- Co dalej masz?
-"Celebration".- Przełączyła piosenki.
-Chyba Hazz nie ma jeszcze co świętować.- Parsknął śmiechem Liam. Styles wywrócił oczami i położył się na parkiecie.
-Następna.- Mruknął. Harriet kliknęła przycisk.
-"Lady  Marmalade"!- Louis zerwał się z miejsca.- To jest to! Przebierzemy go za Aguilerę!- Wszyscy spojrzeli na Harry'ego, który właśnie wydał z siebie jęk uderzająco podobny do odgłosu rannego łosia. Zagłuszył go chóralny wybuch śmiechu.
-Ty wiesz, że to może być dobre?- Rita, śmiejąc się, posłała Louisowi pełne uznania spojrzenie.- Ciekawe, jak by mu było w blond włosach.
-Uwierz mi, że źle.- Prychnął urażony Harry. Nienawidził, gdy się z niego nabijali. Gdzież to się podział jego dawny dystans do siebie? Ach, racja. Utopił się w kieliszku wódki, ewentualnie został zdeptany na parkiecie któregoś z klubów. Czuł się naprawdę wściekły, a uczucie to pogłębiła Rita. Jawnie się z niego naśmiewała i krytykowała na każdym kroku. Podejście dziewczyny przeszkadzało mu w planie zaliczenia jej, bo zamiast ją uwieść, ciągle się irytował. Nie potrafił być cierpliwym, po prostu nie umiał. A kiedyś przecież nie brał wszystkiego tak na poważnie...
-Rita, mam lepsze!- Matt poderwał się z miejsca.- Też Aguilera! "Move Like Jagger"!
-Ty, to dobre!- Dziewczyna zaczęła szukać piosenki na liście. Po dłuższej chwili w sali rozległa się charakterystyczna przygrywka.
Rita wstała z miejsca i zaczęła chodzić po sali, co chwilę wplatając kroki, które pasowały jej do melodii. Mruczała pod nosem słowa hitu Maroon 5 i odliczała po cichu rytm, żeby opracować wstępną choreografię. Kiedy tylko słyszała jakąś piosenkę, od razu pojawiała się jej w głowie wizja, jak mogłaby poprowadzić dany taniec. Nie przerywając chodzenia po parkiecie, pokazała Mattowi, żeby puścił piosenkę jeszcze raz. I kolejny. I jeszcze jeden. I tak w kółko. Chłopaki wodzili za nią wzrokiem, próbując ogarnąć, jak mniej więcej będzie wyglądała cha cha. Tylko Harry ciągle leżał na podłodze i w zasadzie miał gdzieś wysiłki Rity. No bo przecież zobaczy ten układ jeszcze nie raz.
-Chyba coś mam...- Oznajmiła po półgodzinie Harriet.- Styles, wstawaj, czego się obijasz?!
-No przecież wstaję...- Harry podniósł się z podłogi. A już prawie udało mu się zdrzemnąć i odespać poranną pobudkę.
-Chodź tu.- Zakomenderowała, przyciągając do siebie chłopaka za rękę.- Pamiętasz z wczoraj, jak się trzyma ramę?
-Pamiętam.- Mruknął. Chyba faktycznie nie zapomniał, bo lewą ręką chwycił dłoń tancerki, a prawą położył na jej plecach.
-Odrobinę wyżej, bardziej na łopatce. Pamiętaj, że zaraz ją puścisz przy pierwszej figurze.- Poprawiła go Rita. Styles posłusznie przesunął rękę milimetr wyżej. W tej chwili był w stanie myśleć tylko o jednym: zakwasy, łóżko, zakwasy, łóżko...
-Okej, teraz zaczniemy od przypomnienia kroku podstawowego, ale w choreografii będzie on trochę później. Włącz któryś muzykę.- Poleciła. Za chwilę usłyszeli znowu "Moves Like Jagger".- Pięć, sześć, siedem, osiem...- Odliczyła i jednocześnie wykonali krok w przód. Oboje.- Styles, do cholery! To pamiętasz te kroki, czy nie?!- Zdenerwowała się Rita.
-No, pamiętam!- Harry opuścił ręce i zrobił krok w tył.- Ja miałem iść w prawo i potem w przód.
-Jezu, Styles!- Rita złapała się za głowę.- Jakim cudem przyswoiłeś sobie damskie kroki?- Reszta One Direction ryknęła głośnym śmiechem.
-Hazz, zawsze mówiłem, że w naszym związku to ja jestem facetem, ale że aż tak weźmiesz to sobie do serca...- Louis praktycznie pokładał się na parkiecie, płacząc ze śmiechem.
-To nie moja wina! Jesteś beznadziejną nauczycielką!- Harry nie mógł puścić jej tego płazem.
-O, wypraszam sobie!- Harriet nie potrafiła nie zareagować. Jej uczeń miał ją szanować, a nie wrzeszczeć i się bulwersować. Zresztą to nie była jej cholerna wina...- Gdybyś chociaż odrobinkę się przyłożył...
-Po cholerę?!
-Może dlatego, bo tego potrzebujesz?- Wtrącił się Liam.- Nie zaprzeczaj, wszyscy tego potrzebujemy. One Direction to już nie jest to samo, w dużej mierze dzięki tobie, więc rusz dupę i to napraw!
Harry w duchu musiał przyznać mu rację. Spieprzył sprawę i taki ochrzan mu się należał, ale z drugiej strony... Ile można to powtarzać? Tak, zrozumiał, żeby zostać w zespole i mieć jako taką karierę, musiał zostać w programie i zatańczyć te dziwaczne choreografie. Kochał śpiewanie ponad wszystko i miał zamiar to kontynuować. Ale czemu musiał przez to przejść, żeby mu się udało? Robić z siebie głupka przed całym światem?
-Okej, dobra.- Burknął pod nosem.- Pokaż jeszcze raz te kroki.
-Ale najpierw coś jeszcze.- Rita podeszła do swojej sportowej torby.
-Co znowu?- Jęknął Styles. Byle nie jakieś przeprosiny. Nie miał zamiaru nikogo przepraszać, a zwłaszcza tej jędzy.
-Zauważyłam, że masakrycznie się garbisz, a to jest absolutnie nie do przyjęcia. Dlatego od początku będziemy pracować nad twoją sylwetką. Wyprostujesz plecy i szyję, bo cały czas wysuwasz głowę do przodu... Nie martw się, sufit jest wysoko, nie przygrzmocisz tą pustą łepetyną w żyrandol.- Wyciągnęła z torby kołnierz ortopedyczny oraz "pajączka" i z triumfalną miną zaprezentowała je chłopakowi.
-To są jakieś jaja.- Skomentował to, przyglądając się nieufnie trzymanym przez nią przedmiotom.
-Zaraz twoje jaja znajdą się za oknem, jeśli tego nie włożysz.- Zagroziła mu, całkowicie ignorując kolejny już dzisiaj wybuch radości pod ścianą.


<***>


-Nie, ja mam już tego dość!- Krzyknął Harry, zrzucając z pleców piszczące urządzenie.- Jeszcze raz mi to zacznie wyć, to mnie szlag trafi!
-To się przestań garbić, do cholery!- Rita też nie wytrzymała i wyłączyła radio.
-Gówno cię obchodzi, czy się garbię, czy nie! W ogóle to był poroniony pomysł, żeby mnie tu ciągnąć! Jestem tu dopiero dwa tygodnie, a jedyne, co z tych treningów zapamiętałem, to ten irytujący dźwięk "pajączka"! On mi się już śni po nocach!
-Gdybyś się chociaż trochę przyłożył, to może coś by z tego wyszło! Potem między odcinkami będziesz miał tylko tydzień na opanowanie nowego tańca, a tutaj dwa tygodnie mijają i nie mamy nawet połowy choreografii!- Rita z wściekłością stanęła przed Stylesem i zaczęła go dźgać wyciągniętym palcem w brzuch.- W takim tempie odpadniesz już w drugim odcinku, a miałam cię doprowadzić do co najmniej szóstego!
-Umawiałaś się z moim managerem?- Syknął oburzony Harry.
-Może. Nie masz wyjścia, Styles. Weź dupę w troki i się przyłóż, jak to ładnie ujął Liam.
-Wcale nie muszę się aż tak angażować, fani na mnie zagłosują.- Prychnął i założył ręce na piersi. Rita popatrzyła na niego z niedowierzaniem i wybuchnęła drwiącym śmiechem.
-Ty dalej nic nie ogarniasz, prawda?- Pokręciła głową.- Ty już prawie nie masz fanów! Po twoich ostatnich akcjach? Styles, otrząśnij się! Jesteś tu po to, żeby ich odzyskać!
-Jedna osoba może wysłać ponad sto smsów!- Zawołał triumfalnie.- Nie znasz Directioners, wygraną mam w kieszeni.
-Czy tobie ktoś przybliżył zasady programu i głosowania?- Zapytała powoli Harriet. Zaczynała rozumieć, czemu Harry był taki pewny siebie. On kompletnie nie miał pojęcia o realiach "Strictly Come Dancing", a dokładniej obecnej edycji. Ubzdurał sobie coś, co nie było prawdą...
-No, to chyba oczywiste. Ktoś na mnie głosuje, przechodzę dalej.- Wywrócił oczami. Nie musiał go nikt pouczać. Przecież był w X Factorze, wiedział, na jakiej zasadzie działają te wszystkie show. Niby jeden promował śpiewanie, drugi taniec, ale tak naprawdę chodziło o to samo. Glosy widzów i kasę. Nawet ci jurorzy byli na pokaz. Prawda?
-W tej edycji z każdego numeru telefonu będzie można oddać tylko jeden głos.- Oznajmiła dobitnie Rita. Harry zmarszczył brwi, jakby nie rozumiejąc, o co dziewczynie chodziło.
-Co?
-Jeden sms od jednego numeru.- Powtórzyła.- Prowadzący powiedzą to widzom, żeby nie tracili kasy, zresztą nie będą jej pobierać za te dodatkowe głosy. Poza tym, głosować można tylko na Wyspach. Myślisz, że każda Directioner wybuli kasę na samolot, żeby wysłać głupiego smsa? A programu też nie będą oglądać jedynie dla ciebie. Wiesz, kto jeszcze występuje?
-Skąd mam wiedzieć? Jakieś aktorki pewnie.- Obruszył się Styles. Jego pewność siebie i ignorancja odrobinkę się skurczyły.
-Gdybyś choć trochę się zainteresował, to byś wiedział. Kojarzysz Theo Jamesa z "Niezgodnej"? A Williama Moseleya z "Opowieści z Narnii"?- Harry skinął głową potakująco. Chyba odrobinkę zaschło mu w gardle.
-Znasz Kayę Scodelario? I Pixie Lott? A Jaya McGuinnesa z The Wanted?
-The Wanted?- Powtórzył głucho. Jasne, że kojarzył gościa. To chyba z nim wdał się w pyskówkę na Twitterze Louis i Liam. A już na pewno to był ten zespół, który One Direction posłało na dno, zabierając fanów. Cholera.
-Tak, The Wanted.- Rita podeszła do torby i zaczęła się pakować.- A znasz tę prezenterkę, Caroline Flack?
-Flack?!- Pisnął zmienionym głosem. Jeszcze większa cholera. Natychmiast przypomniał sobie dawny romans z X Factora. Przez tę babę nadali mu przydomek kobieciarza. Caroline, która miała być tylko prowadzącą X Factor, stała się jego pierwszą sławną zdobyczą, od której nie mógł się opędzić, chociaż trzeba przyznać, że na początku mu się naprawdę podobała. I bardzo imponowało mu, że sporo starsza od niego kobieta zwróciła na niego uwagę. Ale żeby spotkać ją w kolejnym programie? I to nie raz, ale przez kilka tygodni?!
-Tak, Caroline Flack.- Znowu powtórzyła Rita. Zupełnie nie zwróciła uwagi na gorszy humor chłopaka i szok wypisany na jego twarzy.- No, nie zapominaj też o całej plejadzie tancerzy. Pasha Kovalev, Lidia Kopylowa, Aliona Viliani... Ludzie będą głosować też z ich powodu.- Zapięła zamek torby i skierowała się do wyjścia.- Widzowie oglądają ten program od pierwszych edycji. Niektórzy wolą oglądać tancerzy, a nie pokracznych gwiazdorów od siedmiu boleści.
-Dokąd idziesz?- Zawołał, gdy zobaczył, że sięgnęła po klamkę.
-Trening skończony. Masz czas do końca tygodnia na przemyślenie, czy mam z ciebie zrobić tancerza i nowego Harry'ego Stylesa z One Direction, czy poddajesz się, opuszczasz program po drugim odcinku, w którym tańczysz jak pokraka i żegnasz się z zespołem. Wybór należy do ciebie.- I bez pożegnania wyszła z sali, zostawiając go samego.
Harry patrzył w osłupieniu za dziewczyną. Rozejrzał się po sali, jakby chciał się upewnić, że został sam i w końcu niepewnym krokiem podszedł do lustra. Stanął kilka kroków od niego i zapatrzył się w swoje odbicie. Co się właściwie z nim stało? Ten człowiek w lustrze to był prawdziwy on? Dlaczego tak się zmienił? Wcisnął ręce do kieszeni i pokazał swojemu odbiciu język. Tak, mega dojrzale.
Przeszedł się kilka kroków po sali, rozmyślając nad słowami Rity. Serio, nikt nie chciałby na niego zagłosować? Bez kitu, jest tyle fanek, które oddałyby głos, choćby ze względu na zespół. Na przykład Amerykanki albo te... Polki albo... A nie, sorry. One nie mogły na niego oddać głosu. W sumie to logiczne, to jest "Strictly Come Dancing", inne kraje mają "Dancing With The Stars", ale Harry miał dziwne wrażenie, że zrobili to ze względu na niego. A on nie chciał się nikomu podporządkowywać.
Stanął znowu przed lustrem i od niechcenia zrobił New York. Nie miał pojęcia, czy figura mu wyszła, czy nie, po prostu zaczął robić coś na kształt tańca. Chwila, jak to szło... W lewo, w tył, przenieść ciężar, w prawo, dostaw, dostaw, prawo, przód, przenieś, lewo, dostaw, dostaw. Raz, dwa, trzy, cha, cha, raz, dwa, trzy... W głowie przewijał mu się głos Harriet, jak jakaś taśma ustawiona na repeat. Przelotnie zerknął w lustro i niemal roześmiał się na głos. Wyglądał jak pacan. Nie, nigdy w życiu.
Zebrał swoje rzeczy, przebrał się w jakieś znośne ciuchy i wyszedł ze studia. Zostawił klucze w recepcji i wsiadł do swojego BMW. Rzucił rzeczy na tylne siedzenie i z piskiem opon wyjechał z parkingu. Nastawił radio na full. Kierunek? Najlepszy klub nocny w mieście. Po drodze zajechał do McDrive'a po coś w stylu obiadu. Po całodziennym treningu był wściekle głodny.
Do klubu dotarł od razu po otwarciu. Nie było jeszcze tłumów, kolejka dopiero się formowała, a na horyzoncie żadnych paparazzi. Bosko! Harry kiwnął głową ochroniarzowi na bramce i wszedł do środka. Od razu zamówił pięć szotów i wypił jeden za drugim. Przez chwilę siedział przy barze, ale niedługo przysiadła się do niego blondynka w obcisłej czarnej sukience. Niby niechcący trąciła go czubkiem przesadnie wysokiej szpilki i szybko nawiązała rozmowę. Doskonale wiedziała, kim był Harry i teraz mogła pochwalić się przed znajomymi, że taka znana osoba postawiła jej drinka w klubie. I nie tylko.
Bo Harry oczywiście postawił jej drinka, potem kolejnego, następnie wyciągnął ją na parkiet do niekoniecznie przyzwoitego tańca, a ostatecznie zakończył wieczór w swoim mieszkaniu.



___________________________________________________
Hejo... Pamiętacie mnie jeszcze? :P No jasne, nie zniknęłam na wieki, ale jednak. Miałam dodać wczoraj, ale byłam tak wykończona powtórkami, że zasnęłam nad podręcznikami. Not cool.

Złożyłam podanie o warunkowe przedłużenie sesji, więc egzamin będę ostatecznie pisała 6 października. Stwierdziłam, że sam weekend mi nie wystarczy i wolę powtórzyć całość gruntownie, a nie kilka preparatów po łebkach. Tak więc możecie potrzymać te kciuki jeszcze chwilkę ;) 
Dodatkowo miałam problemy z mieszkaniem, bo moi rodzice stwierdzili, że lepiej będę się uczyć, jeśli będę miała własny pokój jednoosobowy, gdzie nic mnie nie będzie rozpraszało i teraz razem z przyjaciółką szukałyśmy dla siebie pokojów. Dziwnym zbiegiem okoliczności, kwestia rozwiązała się dzisiaj dla nas obu. Ona znalazła sobie mieszkanko niedaleko, a jeśli o mnie chodzi, to właścicielka naszego dotychczasowego lokum przekonała się, że mogę wziąć pokój, który wcześniej zajmowała para, wiecie, taka jedynka dla dwójki. No mniejsza, jutro się przeprowadzam :)

Okej, kwestia kolejnego rozdziału. Nie mam go napisanego, bo dziś wyczerpałam moje zapasy gotowców. Tak, rozdział szósty jest nietknięty. Dajcie mi czas do 10 października. Pomijam kwestię egzaminu, ale cóż, drugi rok zaczyna się bosko. Pierwszy dzień nowego roku akademickiego = 1 października = zajęcia od 7:30 do 20:00. I nie, to nie jest żaden cholerny żart. 
Czyli następny na 10.09.2015. Trzymajcie kciuki :)

Dziękuję za wszystkie komentarze, obserwacje, przepraszam, że nie odpisywałam, ale kurde. Nie miałam jak. Przepraszam raz jeszcze. Cieszę się, że jesteście <3

Buziaki przesyła zmęczona studiami, choć jeszcze się nie zaczęły
Roxanne xD

środa, 16 września 2015

(Nie)wielkie ogłoszenie

Hej...

Post prawie identycznej treści zamieściłam przed chwilą na "Nothing's...", a konkretnie chodzi o termin dodania rozdziału.
Niestety, nie dodam rozdziału dzisiaj, chociaż miał być na wczoraj i datę publikacji przesuwam na 22 września.

Czemu opóźnienie?
Zawaliłam drugi termin anatomii. Znowu mnie oblali, dlatego będę musiała pisać trzeci raz, w poniedziałek. Mam mało czasu i będę chciała skupić się tylko na tym. Anatomia, anatomia, anatomia, 24 godziny na dobę.

Przepraszam was za to. W ogóle zorientowałam się, że "Dance..." prowadzę trochę w kratkę, ale nie mogę nic na to poradzić. Wybrałam sobie cholernie ciężkie studia i teraz boleśnie się o tym przekonuję. Już nawet kawa mi nie pomaga, a chyba się od niej uzależniłam... C'est la vie... Na szczęście nie mam już takiego doła, jak wczoraj, kiedy dowiedziałam się o wynikach. Wieczorem miałam taką okropną migrenę po tym całym płaczu, że... Dobra, nie użalam się już nad sobą.

Pozdrawiam was i proszę trzymajcie kciuki za mnie. Mówią, że do trzech razy sztuka, ale ja oczywiście muszę myśleć pesymistycznie. No, mniejsza. W każdym razie waszym wsparciem lub zdrowaśką w mojej intencji nie pogardzę.
Roxanne xD

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

CHAPTER FOUR: Vivir mi vida





Louis, Liam, Niall i Zayn wpatrywali się w Harry'ego z otwartymi ustami.
-To... to była... Rita?- Upewnił się Horan.
-Aha.- Przytaknął Styles, ciesząc się jak dziecko z ich min. Dawno tak dobrze się nie bawił nabierając kumpli.
-Czemuś, idioto, nie powiedział, że to taka ostra laska?!- Louis trzepnął go po głowie.
-A pytaliście? Zresztą ty się zamknij, masz Eleanor.- Prychnął chłopak i uchylił się od kolejnego uderzenia. Szybko wyskoczył z samochodu i stanął obok motoru Rity, czekając, aż zaparkują. Jeszcze tego by brakowało, żeby doszczętnie zniszczyli mu fryzurę tym waleniem po głowie.
-Dobra, teraz już totalnie rozumiem, czemu twierdzisz, że nie masz u niej szans.- Harry spojrzał na Liama nierozumiejącym wzrokiem.- Nie masz czym jej zaimponować. Motoru brak.
-Bardzo śmieszne.- Żachnął się Harry. Zobaczymy, jak będzie dzisiaj na treningu. Wczoraj może się powstrzymywała, bo to był pierwszy raz, a dziś... Już mi się nie oprze.- Dodał pewnie.
Nawet przez myśl mu nie przeszło, jak bardzo może się mylić... Ale to był przecież Harry Styles, gwiazda One Direction, najbardziej pożądany facet świata. Czy jemu ktokolwiek mógł się oprzeć? Ha, a jednak!

<***>

Rita weszła na salę i zaraz zaczęła się rozgrzewać. Gdyby nie to, że musiała odwieźć Mickeya do szkoły, byłaby na sali z pół godziny wcześniej. Trzeba ostro trenować. Nie chciała nagle wypaść gorzej przed Harrym. Musiała mu pokazać, jak tańczyć i ewentualnie zrównać go z ziemią, tak jak wszystkich swoich poprzednich partnerów. Może z wyjątkiem Matta.
Włączyła wieżę i puściła "Rock'n'roll Music". O tak, szybki jive na rozgrzanie mięśni i poprawę humoru. Ekspresowo przypominała sobie kroki z festiwalu sprzed dwóch lat. Lewa, lewa, dostaw, dostaw, kick raz, kick dwa... Albo inaczej. Zamiast powtarzać stary układ, zaczęła dobierać kroki intuicyjnie, który jej pasował w danym momencie. Stwierdziła, że lepszy będzie freestyle na początek dnia. Mniej więcej w połowie piosenki zorientowała się, że ktoś ją obserwuje. Zrobiła kilka obrotów w prawo i natychmiast zauważyła pięć postaci stojących w drzwiach. Nie przerywając tańca, wyjęła pilota z kieszeni i wyłączyła piosenkę. Zatrzymała się płynnym ruchem i zwróciła w kierunku przybyłych.
-Brawo, panie Styles. Dziś bez spóźnienia.- Teatralnie zaklaskała w dłonie. A już myślała, że mu się to nie uda.- Koledzy pomogli wstać?
-Tak jakby.- Liam podszedł bliżej.- Jestem Liam Payne. Miło mi cię poznać.- Harriet uścisnęła rękę chłopaka.- To są Niall Horan, Zayn Malik i Louis Tomlinson.- Wskazał po kolei na resztę.
-A w skrócie One Direction.- Wyszczerzył się Louis. Rita odwzajemniła uśmiech.
-Cześć, jestem Harriet Holmes, ale mówcie mi Rita.- Podała wszystkim rękę.- Chcecie zostać na próbie?
-A to nie będzie problem?- Niall próbował znaleźć w przyjacielsko nastawionej dziewczynie odrobinę opisywanego przez Hazzę potwora, ale jakoś mu to nie wychodziło. Rita wydawała się w porządku... I była ładna. Bardzo ładna.
-Nie, to dopiero drugi dzień, więc luz. Ale nie dla ciebie ten luz, Styles.- Zwróciła się do milczącego do tej pory chłopaka.
-Jasne.- Wywrócił oczami, rzucił torbę pod ścianę i zaczął zmieniać buty na adidasy.
-Chłopaki, siadajcie pod tamtą ścianą.- Wskazała im miejsce Rita.- Harry...
-Możesz mu mówić "Hazza".- Wtrącił się Zayn.
-Chyba wolę Harry. Zresztą zobaczymy...- Zwróciła się z powrotem do swojego partnera.- Harry, byłeś wczoraj w garderobie?
-Eee... Nie.
-Przecież ci mówiłam.- Westchnęła ciężko.- Idź teraz. Liam, jakbyś mógł, to pójdź z nim, żeby na pewno tam trafił.- Payne skinął głową i wyszedł razem z Harrym.
-Widzisz? Ciebie też ustawia pod linijkę.- Szepnął Harry, kiedy już znaleźli się na korytarzu.
-Daj spokój, Hazz, ona tylko mnie poprosiła o pomoc.- Liam pokręcił głową z dezaprobatą.
-Aha, daj jej palec to odrąbie całą rękę, zobaczysz.- Pogroził mu Styles.
Tymczasem na sali chłopaki mieli okazję nie do odrzucenia, żeby wybadać, co sądzi o ich przyjacielu tancerka.
-To co, Rita?- Louis zatarł ręce.- Co przygotowałaś dla naszego Hazzy?
-Zobaczycie.- Tancerka mrugnęła do chłopaków i podeszła do radia, żeby zmienić płytę.
-Jedno mnie zastanawia.- Odezwał się Zayn.- Dlaczego dla Harry'ego jesteś taka ostra, a dla nas taka miła?
-Dociekliwy jesteś.- Harriet sięgnęła po dużą i wyraźnie ciężką sportową torbę.- Po prostu Styles jest moim uczniem i partnerem w tańcu. Nie tańczę z nim dla przyjemności, tylko mam go przeszkolić tak, żeby mi nie narobił siary w telewizji. Poza tym lekko zraża mnie swoim zachowaniem.- Skrzywiła się nieznacznie, otwierając torbę.- Na siłę będzie chciał mnie zaliczyć.
-Co? Nie!- Zaprotestował nieszczerze Niall, czując się w obowiązku, żeby bronić kumpla. Prawda była taka, że wszyscy z zespołu wiedzieli doskonale, jakie Harry ma podejście do nowo poznanych dziewczyn. Niestety.
-Proszę cię!- Prychnęła dziewczyna. Nie dała się nabrać na zaprzeczenia Horana.- Znam się na ludziach. On należy do klasycznych samców. Znaleźć łatwą laskę, zbajerować, zaliczyć, zostawić i tak w kółko. Jak to mówi Lisa, ta z recepcji, zasada czterech Z.
-Czterech Z?- Parsknął śmiechem Zayn.
-Aha.- Przytaknęła Rita.- W każdym razie mam chłopaka i na pewno nie zamienię go na Stylesa. A dzięki takiemu oficjalnemu podejściu łatwiej zmusić go do pracy.
-Kogo zmuszasz do pracy, słońce? Harry'ego? Zluzuj, Rituś, bo chłopak nie dożyje pierwszego odcinka...- Wszyscy odwrócili się w stronę drzwi.
-Matt, nie powinieneś być na próbie?- Zapytała Rita, pochylając się z powrotem nad torbą.
-Nie, zaczynamy za godzinę.
-Powinieneś się...
-Tak, wiem, rozgrzewać się.- Przerwał jej tancerz i zwrócił się do chłopaków.- Cześć, jestem Matt. Partner taneczny tej siekiery.
-No, siema!- Louis przybił mu piątkę. Zayn po chwili zrobił to samo. Niall przyglądał mu się przez chwilę.
-Jesteście razem?- Zapytał podejrzliwie. Matt i Rita spojrzeli po sobie i wybuchnęli głośnym śmiechem.
-Ja z nią? Chyba bym się pochlastał! Jeszcze czego!- Śmiał się Matt, ale gdy tylko oberwał w ramię od tancerki, to się uspokoił.
-Jakieś zażalenia?- Spytała z uniesionymi brwiami.
-O, i to cała masa!- Matt przezornie się od niej odsunął i zaczął wyliczać na palcach.- Jesteś cholerną perfekcjonistką, nie można ci powiedzieć słowa krytyki, bo potrafisz strzelić focha jak stąd do wieczności, za każdy błąd trzeba słono płacić...
-Ty niewdzięczniku!- Podeszła bliżej i stuknęła go parę razy palcem w pierś.- A komu zawdzięczasz te sukcesy, hę? Mistrzostwo Europy w łacinie kilka razy z rzędu, wicemistrzostwo w standardzie, mistrzostwo świata? Gdyby nie ta wielka harówka i gonienie cię do roboty, sprzedawałbyś teraz hot-dogi w budce za rogiem, z brzuchem od piwa i zerem na koncie!
-Moim zdaniem zawdzięczam te sukcesy tylko moim zdolnościom i poprawianiu ci humoru na każdej próbie, ale dobra. No, chodź, przytul się na zgodę.- Wyciągnął ręce i przytulił do siebie opierającą się dziewczynę. Nie był urażony jej słowami, po tylu latach pracy z nią wypracował sobie niemal anielską cierpliwość.
-Wy tak zawsze?- Louis obserwował ich z uśmiechem. Wyczuwał w Matcie bratnią duszę. Zachowanie pary bardzo mu przypominało 1D... przed odpałami Harry'ego.
-Z nim się nie da inaczej.- Rita uwolniła się z objęć chłopaka. Chciała zacząć już trening, żeby nie tracić ani jednej cennej minuty. Jasne, do pierwszego odcinka była jeszcze masa czasu, ale przeczuwała, że z Harrym nie pójdzie jej tak łatwo. Był zdecydowanie jednym z cięższych przypadków w jej bogatym doświadczeniu tanecznym.- Gdzie oni, do jasnej Anielki, zniknęli?
-Zapadli się pod ziemię.- Zarechotał Niall.
-To może skoro jeszcze nie wracają, to pokażesz, jak tańczysz?- Zaproponował Zayn.- Albo zatańczcie w parze.
-O, dobry pomysł. Rita?- Matt popatrzył na tancerkę.
-Okej.- Zgodziła się. Tańczyć mogła zawsze i wszędzie.- Jive? Foxtrot?
-Dawaj jive z finałów.- Podeszła do odtwarzacza i włożyła odpowiednią płytę.
W sali rozbrzmiały dźwięki szybkiego rock'n'rolla "Hippy Hippy Shake". Rita i Matt porozumieli się jednym spojrzeniem i zaraz każde z nich zaczęło swoją część układu po przeciwnych stronach sali. Z kolejnymi krokami coraz bardziej zbliżali się do siebie, aż wreszcie połączyli się w szybkim obrocie i skocznym krokiem przebiegli na środek sali. Byli w swoim żywiole. Od razu można było zobaczyć, że to ich ulubiony taniec, ten jive, w którym dosłownie śmigali na parkiecie, robiąc drobniutkie kroczki, odchylając ręce w wyćwiczonych pozach, obracając się i wyginając tak mocno, że siedzącym pod ścianą chłopakom robiło się niedobrze. Nie mogli oderwać od nich wzroku. Jasne, wiedzieli, że Rita i Matt są profesjonalistami, ale co innego oglądać czyjś występ na laptopie, a co innego widzieć go tuż obok na żywo. Wszyscy trzej jednocześnie wstrzymali oddech, kiedy Matt bez trudu przerzucił sobie dziewczynę przez ramię, tak że wykonała salto tuż nad ziemią, a potem wyprostowała się, żeby mógł obrócić ją nad swoją głową. Wreszcie zsunęła się na podłogę, robiąc od razu perfekcyjny szpagat. Matt zastygł w wystudiowanej pozie tuż za nią. Tańczyli dobrych kilka minut, a oprócz przyspieszonego oddechu, w ogóle nie było widać po nich zmęczenia.
-Wow!- Niall nie mógł się powstrzymać od pełnego podziwu okrzyku.- To było... To jest... To było zajebiste!
-Dzięki.- Matt wyciągnął rękę i pomógł dziewczynie wstać.- Ale nie myślcie, że to przychodzi tak łatwo. My ćwiczymy razem już od jakiś siedmiu lat, a ten układ opracowaliśmy dwa lata temu.
-Jak to siedem?!- Zayn wytrzeszczył oczy.- Tak długo?
-Jeśli chodzi o zawodowych tancerzy, to norma.- Rita usiadła po turecku na podłodze naprzeciwko chłopaków.- Zaczęłam tańczyć w wieku pięciu lat. Rodzice...- Przełknęła ślinę. Wspomnienie mamy i taty ciągle bolało. Opanowała się jednak i kontynuowała opowieść.- Oni zapisali mnie tutaj do szkoły tanecznej "FlashBeat". Najpierw byłam w grupie juniorów, w wieku piętnastu lat przeszłam do seniorów, głównie dzięki osiągnięciom na zawodach. Z Mattem poznaliśmy się już na pierwszych zajęciach, ale zaczęliśmy razem tańczyć, gdy miałam trzynaście lat. On jest ode mnie starszy o prawie trzy lata, ale zaczął tańczyć wtedy, kiedy ja. Co nie? Też miałeś wtedy pierwszy trening?
-Aha.- Przytaknął z uśmiechem.
-No właśnie.- Skinęła głową i kontynuowała opowieść.- Gdy zaczęliśmy wygrywać konkursy, różne turnieje, to zaczęto nas zapraszać do współpracy ze szkołami tańca i tak dalej. Dwa lata temu "FlashBeat" zaproponowało nam przeniesienie się z podziemi tego budynku, gdzie mieści się szkoła do profesjonalnego studia. Tutaj. I zaczęliśmy tańczyć w grupie pokazowej programu.
-Byliście w telewizji?- Zainteresował się Zayn. Zaraz wyjął z kieszeni kurtki telefon.- Będziecie na YouTubie?
-Pewnie tak. Chyba nawet kiedyś nas widziałem... Wiem!- Matt usiadł bliżej Malika.- Wpisz w wyszukiwarkę "Strictly Come Dancing salsa".- Zayn zaczął szukać filmików.- O, to ten!
Wszyscy skupili się wokół iPhone'a, żeby zobaczyć występ. Pokazało się logo programu, a za chwilę reflektor podświetlił scenę. Stało na niej kilku facetów ustawionych w kole, tyłem do siebie. Ubrani byli w czarne koszule z podwiniętymi rękawami, czarne spodnie, buty na podwyższonym obcasie i każdy trzymał w dłoni czerwoną różę. Orkiestra zaczęła grać znany przebój Marca Anthony'ego "Vivir Mi Vida". Mężczyźni jednocześnie odsunęli się od siebie i zaczęli tańczyć układ. W końcu każdy zrobił ślizg, lądując na kolanach przed siedzącą z brzegu widowni partnerką.
-To wy?- Niall wskazał palcem na parę blisko schodów, po prawej stronie ekranu.
-Eee... tak.- Potwierdziła Rita z uśmiechem. To był jeden z ich pierwszych występów w programie i bardzo dobrze go wspominała. Pierwszy raz odczuła niesamowitą, niepowtarzalną atmosferę programu i poczuła wtedy, że mogłaby tam tańczyć wiecznie.
Kamera stopniowo pokazywała zbliżenia na wszystkie pary. Wreszcie dotarła do Matta i Rity. Tańczyli wspaniale, czerwona sukienka dziewczyny idealnie kontrastowała z jej ciemnymi włosami i mocnym makijażem, który podkreślał rysy jej twarzy. Uśmiechała się wprost do kamery, była pewna siebie, szczęśliwa, zachwycająca w każdym calu. Kokieteryjnie powąchała różę, żeby zaraz razem z pozostałymi dziewczynami rzucić ją w tłum widzów i okrążyć swojego partnera.
-Gdyby nie to, że już zdobyliście puchar świata, to bym go wam teraz wręczył. Jesteście niesamowici.
-Są lepsi od nas.- Machnęła ręką Rita.- My dopiero zaczynamy i mamy przed sobą praktycznie całą karierę, a ci, którzy tu występują obok nas, są dużo lepsi. I mają na koncie więcej nagród niż my.
-Ale to nie znaczy, że teraz nie jesteście tak dobrzy jak oni lub lepsi.- Zauważył Louis.
-To jest kwestia dyskusyjna.- Rita wstała z podłogi.- Dobra, moja cierpliwość...- Przerwało jej otwarcie drzwi.
-Jesteśmy.- Ogłosił Liam, wchodząc do sali. Zaraz za nim wczłapał Harry. Chyba już czuł, co go za chwilę czeka i wcale mu się to nie uśmiechało.
-Możemy zaczynać to... to coś.- Mruknął pod nosem. Nie miał możliwości, żeby dłużej to odwlekać. A szkoda.
-Nareszcie.- Westchnęła teatralnie Rita.- To najpierw wybieramy piosenkę.



___________________________________________
Okej, Blogger mnie na serio wpienił, bo zamiast dodać rozdział, to nawet nie zapisał tego, co wczoraj napisałam i teraz to kończyłam. Lepiej dla niego, żeby to był ostatni raz. NIESPRAWDZONY!!!

Ostatnio moja przyjaciółka zauważyła, że "Nothing's..." czyta się dużo lepiej niż "Dance..." i w sumie przyznaję jej tu rację. Jasne, "Dance..." się dopiero rozkręca itp itd, ale to opowiadanie nie ma w sobie tego czegoś. I chyba nie warto tu czekać na fajerwerki. Sami widzicie, że rozdziały są krótkie i jak na razie jakiegoś powera nie ma, sooo... Chyba muszę walnąć dramę xD

Dziękuję za wszystkie komentarze i obserwacje :) niedługo, w wolnym czasie pododaję "Dance..." do tych wszystkich spisów, może zajrzy tu więcej osób? :D

Jeszcze raz sorry za zwłokę, ale to nie była wina mojego lenia tylko internetu... Jeszcze raz sorry. Kolejny rozdział już po moim egzaminie, bo nie chcę tracić czasu na pisanie, muszę na serio przyłożyć się do nauki. Następny zapowiadam na 15 września ^^

Buziaki <3
Roxanne xD

niedziela, 23 sierpnia 2015

CHAPTER THREE: Move in the right direction

NIE OMIJAJCIE TEGO, ROZDZIAŁ NIE KRÓLIK I NIE UCIEKNIE!!!

Kochani, jest mi bardzo przykro, że tak zaniedbałam tego bloga i PRZEPRASZAM WAS za to. Mogłabym Wam podać masę wymówek, które wcale nie byłyby tak idiotyczne, jak te autorstwa Rebeki Bloomwood (kto oglądał "Wyznania zakupoholiczki" lub czytał książkę "Świat marzeń zakupoholiczki" ten wie, o czym mówię), bo naprawdę byłam na pielgrzymce dzień po powrocie z Chorwacji, naprawdę miałam zamieszanie z mieszkaniem i naprawdę od tygodnia mam staż w szpitalu (ha! Umiem już zmieniać kroplówki i robić wkłucie podskórne ^^), ale jednak to nie usprawiedliwia takiego zaniedbania. Rozdział miał być drugiego sierpnia, dodaję go dwudziestego trzeciego.
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM!
Sytuacja ogólnie się już ustabilizowała, ale cały czas mam naukę do poprawki z anatomii, więc termin na kolejny rozdział wyznaczam na 30.08.2015r. Równo tydzień. Mam nadzieję, że nic mi nie wyskoczy, będę was o wszystkim informować. Całe szczęście, że rozdział jest prawie gotowy i jedyną rzeczą jest go przepisać na komputer i sprawdzić.
Życie dorosłego jest do kitu i tyle wam powiem. Nici z długich wakacji, odpoczynku i w ogóle. Za miesiąc znowu się zacznie harówka na uczelni -.- nic, tylko się pochlastać...

Ale w życiu są też pozytywy! Jak na przykład nowy teledysk One Direction "Drag Me Down"! Kto jeszcze go nie oglądał, niech się lepiej nie przyznaje, tylko ekspresowo włączy ten filmik i to nadrobi...



Moja siostra została zmuszona do obejrzenia go i pod koniec się ucieszyła: "Ale fajnie, wystrzelili ich w kosmos! Czyli nie ma ich już na ziemi!"... Taaa... Może jednak trzeba podwoić jej dawkę 1D... Chociaż z drugiej strony, "Alive" i "Happily" potrafi słuchać codziennie, progres jest!

Dobra, nie zanudzam was już. Notka wyjątkowo przed rozdziałem, bo musiałam to najpierw napisać.

Enjoy the chapter! <3
___________________________________________________________






-Dobra, na dzisiaj starczy.- Rita pilotem wyłączyła wieżę.- Rozciągnij się na koniec, żeby nie złapał cię skurcz.
Harry zignorował jej słowa i dosłownie padł na parkiet. Zakrył twarz rękami i zamknął oczy. Pot spływał mu po czole, sklejał włosy i skapywał na podłogę. Wykończą go tutaj. Jak jasna cholera, wykończą go. Zostanie z niego tylko słona rzeczka i wypalone solą oczy. A to dopiero był pierwszy dzień! Tylko kilka kroczków, jakieś dostawianie nóg, obroty, wymach ręką, przy którym mało nie stłukł szyby i aż tak się przy tym zmęczył? Przeszedł go zimny dreszcz na myśl o kolejnych treningach. Kolejna kupa kroków, które mu się już zaczynają mieszać, masa tańców, jakieś dziwaczne buty...
Rozłożył szeroko ręce i spod zmrużonych powiek popatrzył na tancerkę, która w spokoju pakowała torbę i wycierała szyję ręcznikiem. Ciekawe, po co jej on był. Dla ozdoby? Przecież ona w ogóle się nie zmachała, wyglądała, jakby wyszła świeżo spod prysznica, a byli po kilku godzinach treningu! Jak ona to robi? Co to za jakieś głupie sztuczki?
-Jutro wybierzemy muzykę do tańca do programu i zaczynamy skupiać się na konkretnych krokach.- Powiedziała, chowając ręcznik do torby.- Dziś to był tylko wstęp, żeby zaznajomić cię z cha-chą.
-Super.- Harry okazał swój zerowy entuzjazm.
Rita zerknęła na niego kątem oka. Nie pokazywała po sobie emocji tak bardzo, jak zwykle. Ten pozorny spokój... Tak naprawdę miała ochotę zwymyślać i zmieszać z błotem swojego partnera. Cóż... Harry Styles, wokalista największego boysbandu na świecie, gwiazdor, za którym szalały tłumy nastolatek, osoba, która samym głosem potrafiła doprowadzić dziewczyny do zbiorowego zawału, dzisiaj to ją przyprawiła o atak serca swoimi umiejętnościami tanecznymi. A raczej ich brakiem. Serio, czy to takie trudne poruszać się we właściwym kierunku?! Jakim cudem koleś z takim poczuciem rytmu tak bardzo nie umie koordynować swoich ruchów? Bo Styles poczucie rytmu miał. Wiedział, kiedy powinno się ruch wykonać, umiał wystartować z krokiem w dobrym momencie piosenki, ale potem... Wszystko ginęło przy przygarbionej sylwetce i braku kordynacji rąk i nóg. Żeby zrobić krok do boku i lekko obrócić się w tę samą stronę z jednoczesnym uniesieniem ręki w górę (odpowiednio ułożonej ręki!) potrzebował chyba stu lat ćwiczeń, a i to było mało. A to był tylko jeden krok, prościutki New York! Rita nawet nie chciała myśleć, co będzie dalej, bo robiło jej się po prostu niedobrze. Ale jednocześnie bardzo chciała zrobić z Harry'ego króla parkietu. Rachunek z samokontroli i wszystkich przekleństw, jakimi go podsumuje, przyjdzie później.
Wyszli razem z sali i skierowali się do wind. W milczeniu zjechali na parter i oddali klucze w recepcji. Na zewnątrz było dość ciepło, lato kalendarzowe jeszcze miało trwać przez kilka tygodni.
-Podwieźć cię?- Harry wyjął kluczyki od swojego Range Rovera i spojrzał wyczekująco na dziewczynę. Może to wreszcie będzie ten moment... Harriet da się ułaskawić, wsiądzie do samochodu i dojdzie do trochę bliższego spotkania...
-Dzięki, ale mam tu swoje maleństwo.- Zawód na twarzy chłopaka ustąpił gigantycznemu zdumieniu, gdy zobaczył, jak dziewczyna staje obok hiperwypasionego motoru, zaparkowanego tuż obok jego auta. Podszedł do niej, dosłownie wlokąc swoją szczękę po asfalcie i wytrzeszczonymi oczami patrzył na lśniące cacko. Rita uśmiechnęła się krzywo, widząc jego reakcję i wyjęła ze schowka czarny kask.
-Sorry, ale cię nie przewiozę.- Powiedziała drwiąco.- Nie mam dodatkowego kasku, bo pod jednym nie zmieścisz się ze swoim ego.- Styles nawet nie zwrócił uwagi na zaczepkę, ciągle próbował się pozbierać.
-Ale... jak... To Yamaha?!
-Yep. Dokładnie Yamaha FJR1300AS. Piękny długodystansowiec, tempomat, silnik jeden i trzy dziesiąte litra... Piękny, prawda? Zbierałam na niego sześć lat, odkładałam całą kasę z występów, a kosztował mnie piętnaście tysięcy.
-Dolarów?- Pisnął niepewnie.
-Funtów, idioto, funtów. Spokojnie, jak będziesz ładnie tańczył, to może dam ci się przejechać.- Mało nie wybuchnęła śmiechem na środku parkingu, widząc jak Harry gorączkowo jej przytaknął i dalej pożerał wzrokiem cudo nowej motoryzacji. Był nim zachwycony. Niby nie chciał kupić sobie motoru, ale gdy widział coś tak wspaniałego na swojej drodze, od razu miał zamiar sięgnąć po portfel. Nie spodziewał się czegoś takiego po swojej partnerce tanecznej. A ta cena! Piętnaście patyków! Okej, jasne, teraz zarabiał miliony funtów rocznie, ale jednak wiedział, jak to jest z zarobkami w przeciętnej rodzinie angielskiej. Poza tym... kwota wskazywała na to, że był to model prosto z salonu. Podwójne wow.
-Byłabym zapomniała.- Rita przerwała jego podziwianie.- Daj mi swój numer, żebyśmy mogli się kontaktować co do treningów.- Harry automatycznie podyktował jej dziewięć cyfr.- Dzięki. Wyślę ci smsa z moim numerem. Jutro trening o siódmej trzydzieści.- Założyła kask i wsiadła na motor.- Za spóźnienie będzie kara!- Odpaliła silnik i z rykiem ruszyła do domu.
Styles patrzył za nią przez dłuższą chwilę, aż nagle dotarło do niego to, co przed chwilą powiedziała. Trening o siódmej trzydzieści?! Czy ona jest sadystką?!

<***>

Wszedł do swojego apartamentu i od razu przywitał go gromki okrzyk dobiegający z salonu.
-A oto przed państwem król parkietu, nowe wcielenie Presleya i Patricka Swayze, gwiazda sceny, tancerz największego formatu, Harryyyy Styyyyleees!- Wywrócił oczami i wszedł do pokoju ze skrzywioną miną.
-A wy już nie macie swoich domów, że przesiadujecie u mnie? Zaczynam żałować, że dałem wam zapasowe klucze i kody bezpieczeństwa.- Rzucił się na kanapę obok Zayna.
-No, stary, opowiadaj. Jak było?- Zapytał go z uśmiechem Liam.
-Człowieku, to była masakra. Wchodzę na salę, a tu tańczy jakaś para. Myślałem, że się pomyliłem, ale okazuje się, że to Rita i Matt.
-A ona nie miała się nazywać Harriet?- Przerwał mu Niall.
-Ona ma na imię Harriet, ale zagroziła, że nie przeżyję treningu, jeśli nie będę jej nazywał Rita. I niewiele brakowało.
-Żebyś nazwał ją Harriet?- Zaśmiał się Louis.
-Nie, żebym nie przeżył treningu! Mamy tańczyć jakieś coś, jakąś cha-chę. Przez kilka godzin nauczyła mnie trzech podstawowych kroków. Tylko trzech, czaicie?!
-No, ale przynajmniej jest ładna? Będzie coś z tego?- Tomlinson trącił go łokciem z porozumiewawczą miną. Harry pokręcił głową.
-Nie jest fanką, ma chłopaka karatekę, nie interesują ją romanse, a mnie ma tylko nauczyć tańczyć. Na nic nie reagowała, kompletnie na nic. Ale jest śliczna, a jak się rusza, jak tańczy, to już totalnie bosko wygląda.- Westchnął ciężko.
-Spodobała ci się!- Zarechotał Zayn.
-I co z tego?- Styles spojrzał na kumpla spode łba.- Jest cholernie zasadnicza, wymagająca, non stop mnie czymś zaskakuje, że nie wiem, co mam powiedzieć, liczy się dla niej tylko taniec, a trening ustawiła mi na siódmą trzydzieści! Ja po tym nóg nie czuję, a co będzie dalej?!- Jęknął, chowając twarz w poduszce.- W co oni mnie wpakowali?!
-Nie, Hazz. Ty sam się wpakowałeś swoim zachowaniem.- Stwierdził kategorycznie Liam.- Gdyby nie to, że totalnie odbiła ci szajba, to za tydzień gralibyśmy na O2 kolejny koncert. A ty nie byłbyś w programie.
-Proszę cię, Li, przynajmniej dziś nie praw mi kazań, bo nawet nie mam siły się kłócić.
-Dobra.- Niall zatarł ręce.- Nie wiem, jak wy, ale ja chcę poznać tę dziewczynę, która ma ujarzmić Hazzę.
-Najlepiej pojechać na ich próbę. Chyba będziemy mogli wejść.- Zayn już się cieszył na myśl, że tym razem zamiast tańczyć, będzie mógł się pośmiać z kolegi.
-Dobra. Próba o wpół do ósmej, tak?- Lou spojrzał na Harry'ego, a ten skinął głową potakująco.- Super, będziemy przed siódmą.
-Ja pierdolę...

<***>

-Hazzik, skarbie! Wstawaj.- Tomlinson potrząsał któryś raz z kolei śpiącym kumplem, ale Harry, jak to Harry, nie reagował na żadne bodźce. Po prostu smacznie sobie spał, zakopany w kołdrze po uszy, z głową wciśniętą w poduszkę. Louis spojrzał bezradnie na Liama i Nialla, stojących w progu. Zayn właśnie ucinał sobie drzemkę na kanapie w salonie Stylesa.
-Dobra, daruj sobie, Lou. Zrobimy to inaczej.- Zadecydował Liam.- Niall, obudź Zayna i przygotuj Hazzie ciuchy do ubrania. Zayn niech spakuje mu torbę na trening. Louis, przygotuj szczoteczkę i pastę do zębów.
Chłopaki rozbiegli się po mieszkaniu. Za chwilę cały dom rozbrzmiał wrzaskiem Harry'ego. Liam wybrał tradycyjny sposób budzenia. Po prostu bezceremonialnie wylał na śpiącego miskę lodowatej wody.
-Kurwa mać! Co to ma być?!- Harry zerwał się na równe nogi i z trudem łapał powietrze.
-Czyli poranny prysznic mamy z głowy. Może Rita nie zauważy, że dolne kończyny masz brudne.- Liam z zadowoloną miną wyszedł z pokoju, żeby odnieść miskę na miejsce.
-Ooo, Hazzuś nawet buzię otworzył, cudnie.- Zaćwierkał Louis, wybiegając z łazienki.- No to teraz proszę grzecznie...- Złapał Harry'ego za brodę i zaczął mu szorować zęby. Styles wlepił w kumpla zszokowane spojrzenie. Widać było, że jeszcze nie całkiem się obudził.
-Kurde, Hazz, znowu spałeś nago. Na serio, nie musimy cię takiego oglądać.- Skrzywił się Liam.
-Ciuchy są!- Zameldował Niall. Razem z Paynem zaczęli ubierać Harry'ego.
-Mffploff klumpf!- Chłopak zaczął się wyrywać Lou z ustami pełnymi piany.
-Cholera, nie pluj! Znaczy wypluj, ale do umywalki, nie na mnie!- Tomlinson starł ręką pianę z twarzy, kompletnie nie reagując na mordercze spojrzenie przyjaciela. Harry w końcu uwolnił się z jego uścisku i poleciał pędem do łazienki, mało nie potykając się o wciągnięte do kolan jeansy. Za chwilę wrócił z ręcznikiem na szyi.
-Jesteście porąbani.- Oświadczył dobitnie, wycierając mokre włosy.
-I tak nas kochasz.- Odparował Niall, podając mu T-shirt i bluzę.
-Która godzina tak w ogóle?- Ziewnął rozdzierająco i przeciągnął przez głowę koszulkę. Liam spojrzał na zegarek.
-Eee... szósta czterdzieści dziewięć.
-Co?!- Harry zamarł w pół gestu.- Jesteście większymi kretynami niż myślałem wcześniej!
-Torba gotowa. Czego on tak wrzeszczy?- W progu pokoju stanął Zayn i pytającym spojrzeniem potoczył po chłopakach.
-Wkurzył się za pobudkę.- Wzruszył ramionami Payne.- Nie wiem, o której chciałeś wstać, żeby zdążyć na ten trening.
-Nie gadam z wami.- Warknął Styles. Złapał torbę i bluzę, i wyszedł z domu, gwałtownie trzaskając drzwiami.
Podróż wspólnym samochodem minęła w ciszy. Głuchej ciszy. Harry, zły jak osa, siedział na przednim siedzeniu obok Louisa i w duchu przeklinał wszystkich naokoło. Management, który wkopał go w program, Harriet, która kazała mu przyjść tak wcześnie, Gemmę, z którą się zagadał wieczorem i przez to siedział do pierwszej, chłopaków, którzy się uparli, żeby go odwieźć i nawet cholernego gazeciarza, który mało nie wpakował im się z rowerem pod koła.
-To tutaj, prawda?- Przerwał milczenie Tomlinson, wjeżdżając na parking przed studiem telewizyjnym. Harry ledwo zauważalnie skinął głową.
-O, tam masz miejsce.- Niall pokazał palcem na wolny prostokąt. Louis skręcił w tamtą stronę i już miał parkować, gdy drogę zajechał mu jakiś gość na motorze. Lou wcisnął mocno hamulec, aż samochodem zarzuciło. Natychmiast wywrzeszczał w kierunku motocyklisty wiązkę niewybrednych i totalnie niecenzuralnych słów.
-Tommo...- Przerwał mu Liam.
-Co, kurwa, cholera jasna, szlag by go?!- Krzyknął rozzłoszczony kierowca.
-Wiesz, że masz zamknięte okno i on cię nie słyszy?- Lou zaniemówił, ale za to Harry wybuchnął śmiechem. Chłopaki gapili się na niego z wytrzeszczonymi oczami. Nie mieli pojęcia, o co Stylesowi chodziło, ale za chwilę sami zaczęli się uśmiechać. Tak szczerze Hazz nie śmiał się już od dawna... Może ten program faktycznie go zmieni? Przywróci dawnego Harry'ego Stylesa z One Direction?
-Tooo... jest... ooonaaa...- Wykrztusił między atakami śmiechu.
Cztery głowy jak na komendę odwróciły się do okien. Kierowca motocykla właśnie odchodził w kierunku wejścia, jednocześnie zdejmując kask. W słońcu zalśniły ciemnobrązowe długie włosy, opadające swobodnie spod kasku na ramiona. Dziewczyna odwróciła się jeszcze, żeby zerknąć kontrolnie na maszynę i znikła w drzwiach budynku.
-Ja pierdolę...- Wyszeptał Zayn, gapiąc się w zachwycie to na drzwi, to na motor. Harry próbował się uspokoić, ale coś nie bardzo mu to wychodziło. Z tego śmiechu aż pociekły mu łzy.
-Właśnie poznaliście Harriet Holmes, czyli Ritę.- Oznajmił, chichocząc. Znowu zwrócił na siebie uwagę pozostałych pasażerów samochodu stojącego centralnie na środku parkingowej alejki.
-Że co?!



_________________________________________________________
I jak się podobało? Warto było czekać? :)

Jeszcze raz przepraszam za tamten zastój, przypominam, że jestem tylko człowiekiem i nie mam dziesięciu rąk i sześciu nóg plus mózgu Einsteina! Kolejny rozdział trzydziestego sierpnia!

Buziaki <3
Roxanne xD