poniedziałek, 12 października 2015

CHAPTER SIX: So what?!

Moi kochani czytelnicy!
Piszę tę notkę z bólem serca i mam nadzieję, że jej nie opuścicie, chcąc jak najszybciej dorwać się do rozdziału!
Nie daję rady. Nie wyrabiam na zakrętach. Fizycznie. Psychicznie zresztą też. Nie jestem w stanie pisać dwóch blogów na raz, chociaż jeszcze rok temu nie miałam z tym większych problemów. Tylko że... To był pierwszy rok studiów. Teraz to jest drugi. Wszyscy twierdzą, że pierwszy jest najgorszy, a na drugim jest już łatwiej, ale ten ktoś chyba nie był na medycynie... Aha, i jak ktoś mi jeszcze do kompletu powie, że studia są najlepszym okresem w życiu człowieka, to go z szerokim uśmiechem zamorduję. Jak na razie, dla mnie studia są najgorszym etapem mojego dotychczasowego życia.
Przemyślałam sprawę i całość wygląda tak: nie mogę prowadzić dwóch blogów, więc skończę najpierw jeden, a potem dokończę drugi. Nigdy się nie spodziewałam, że do tego dojdzie, serio. Niestety, doba ma 24 godziny, nie 56, a ja nie jestem robotem, tylko zwykłym człowiekiem.
ZAWIESZAM "DANCE WITH ME TONIGHT..."!!!
Wrócę do tego opowiadania natychmiast, kiedy tylko skończę "Nothing's...". Chyba nikogo ta decyzja nie zdziwi, że wybrałam moje pierwsze opowiadanie, żeby je dokończyć. Jestem z "Everything's.../Nothing's..." bardziej związana emocjonalnie i bardziej mi na nim zależy. Poza tym... Nie zostało tam wiele do końca. Myślę, że równo z końcem roku zakończymy "Nothing's...". Maksimum z końcem stycznia. Potem wrócę tutaj.
Jest mi przykro, że muszę robić coś takiego, ale nie mam wyjścia. Od tego momentu znajdziecie mnie na onedirection1d-pain-and-payne.blogspot.com, tam będę regularnie.
A na pożegnanie, na te kilka miesięcy, oddaję wam rozdział szósty.
Nie martwcie się, nie znikam na lata, po prostu są rzeczy ważne i ważniejsze. Studia, choćby nie wiem jak głupie były, są ważniejsze i tego się trzymajmy.
Dziękuję wam za wszystko, za wasze zainteresowanie "Dance..." i do zobaczenia za jakiś czas.
Wpadajcie na "Nothing's..." :)
_____________________________________________________________








Harry otworzył oczy i z trudem próbował opanować zawroty głowy. Cholerny kac. Kiedy wreszcie powstrzymał mdłości, popatrzył na zegarek. Dziesiąta czterdzieści?! Rita go zabije. Dodatkowo z szokiem odkrył, że obok niego spała smacznie jakaś naga blondyna. Chociaż to jeszcze był w stanie zrozumieć, często mu się to zdarzało. Ale za to wizja wściekłej Harriet jakoś nie przypadła mu do gustu.
-Wstawaj!- Szturchnął nogą dziewczynę. Przeciągnęła się, ziewnęła i spojrzała na niego nieprzytomnie.
-Co jest?
-Musisz iść.- Spojrzał na nią ze zniecierpliwieniem.
-Co?
-Wypad, ale już!- Krzyknął mimo tego okropnego bólu głowy, bo dziewczyna zaczynała go denerwować.
-Jesteś tego pewny?- Oparła się na łokciu i zaczęła nawijać pasmo włosów na palec. Chyba próbowała wyglądać uwodzicielsko. Niestety, rozmazany makijaż jej w tym nie pomagał.
-Czy ja mówię po chińsku?!- Harry wstał z łóżka, owinięty prześcieradłem i wskazał jej drogę do wyjścia.
-No, dobra...- Mruknęła niechętnie i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Ciągle miała nadzieję na powtórkę z wieczoru, ale Styles nie zamierzał do tego doprowadzić. Kiedy w końcu pozbył się laski, pokazowo drąc na jej oczach karteczkę z numerem telefonu, którą mu wcisnęła, zamknął drzwi na klucz i poleciał pod prysznic. I dopiero wtedy wytrzeźwiał na tyle, żeby sobie przypomnieć zakończenie wczorajszego treningu. Dziś próby nie było.

<***>

-Co ty, do cholery jasnej, odwalasz, Styles?- Liam wparował do mieszkania przyjaciela bez pukania. Za nim wsunęła się po cichu Sophia. Rozejrzała się dookoła i niemal od razu jęknęła na widok zasyfionej kuchni.
-Zjeżdżaj, Payne.- Warknął Harry i niechcący strącił z oparcia kanapy jedną z tysiąca puszek po piwie.
-Sam zjeżdżaj. Przeprosić Ritę.- Liam stanął nad nim jak wkurzony ojciec nad dzieckiem.
-Skąd wiesz?
-Zadzwoniłem do niej z ciekawości, jak ci idzie na treningach.
-Liam?- Payne popatrzył na swoją dziewczynę.- Ja tę kuchnię ogarnę, ale szczerze, tu potrzeba chyba ekipy od deratyzacji.
-Dzięki, kotek.- Odwrócił się znowu do kumpla.- Jak ty mogłeś zrobić z tego taką spelunę?
-Tak jakoś wyszło.- Harry podniósł głowę z poduszki, ale za chwilę znowu ją opuścił.
-Dobra.- Liam przysunął fotel do kanapy.- Harry, pogadaj ze mną.
-Nie mamy o czym.- Styles z całej siły próbował wrócić do spania, ale sterczący nad głową kolega mu na to nie pozwalał.
-Nie mamy o czym? Myślałem, że jesteśmy braćmi i możemy pogadać o wszystkim. Co się z tobą dzieje?
-Nic.- Harry zrezygnował z prób zaśnięcia i usiadł na sofie. Przetarł oczy ręką i przewrócił kolejną puszkę. Skrzywił się na usłyszany hałas. Kac morderca nie ma serca.
-Upijanie się to jest nic? Stary, masz wszystko, co tylko dusza zapragnie! Nie musisz uciekać w alkohol!- Liam załamał ręce. Jasne, każdemu zdarzały się cięższe chwile, ale żaden z nich jeszcze nie odwalał czegoś takiego. A Harry z każdym tygodniem przechodził samego siebie.
-Nic nie wiesz.- Syknął Styles i wstał z kanapy.
-To mi, kurwa, powiedz!
-Proszę bardzo!- Harry obrócił się gwałtownie i prawie stracił równowagę.- Mam dość wszystkiego, całego świata, tych durnych plotek na mój temat, tych nienawidzących mnie ludzi, tego zakłamania, tego zmuszania mnie do robienia czegoś, czego nie chcę!
-Zaraz, możesz uściślić?- Liam też podniósł się z fotela i stanął obok Harry'ego. Sophia wysunęła się z kuchni i przesuwała wzrokiem z jednego chłopaka na drugiego, chcąc zorientować się w sytuacji.
-Jezu, naprawdę nie ogarniasz?- Harry wyrzucił ręce w górę.- Management decyduje za nas o wszystkim, nawet kiedy mamy oddychać, a kiedy jeść. Fani, okej, oni są, ale mam dość łączenia mnie z Louisem i wrabiania mnie w gejostwo!
-To nie znaczy, że musisz pieprzyć wszystkie laski w obrębie dziesięciu kilometrów.- Odparował Liam.
-Wpadłem w rutynę, rozumiesz? Co to były za lata? Ciągle koncerty, wywiady, gdyby nie zdjęcia, zapomniałbym, jak wygląda moja własna matka. A Gemma? Co to za siostra, która żeruje na sławie brata?!
-Gemma wcale...
-Jasne.- Styles wywrócił oczami.- A kto dostał staż w Timesie na moje nazwisko? Płatny w cholerę?
-Zazdrościsz jej stażu?
-Nie, zazdroszczę jej tego, że robi to, co lubi!- Liam otworzył szeroko oczy i zerknął z niedowierzaniem na swoją dziewczynę. Czy ona też to usłyszała?
-Przecież kochasz śpiewać...- Powiedział cicho.- To zawsze było marzenie naszej piątki, stanąć na największej arenie świata i dać ludziom najlepszy koncert.
-Właśnie, było. Teraz już nie wiem, czy jest.- Podniósł z podłogi poduszkę i rzucił ją z wściekłością na kanapę.- Mam tego dość i muszę odreagować. Potrzebuję urlopu, a nie zasranego programu.
-Nie możesz odreagować przez taniec?- Odezwała się Sophia.- To przecież też może być metoda.
-Słonko, gdyby to była przyjemność, to okej. Ale gdy chodzisz na trening i wylewasz z siebie hektolitry potu, znosisz wkurzającą tancerkę, która co sekundę cię wyzywa i naraża na połamanie, to nie wiem.
-Czyli co?- Liam założył ręce na piersi. Starał się z całej siły nie okazywać, jak bardzo jest rozczarowany.- Rezygnujesz całkowicie? Odchodzisz z One Direction? Zostawiasz nas i sam idziesz na wieczną imprezę, żeby zatruć się alkoholem?
-Nie wiem, Liam.- Harry skierował się do łazienki.- Muszę to sobie przemyśleć.

<***>

To chyba tutaj. Ciemna, ale nawet czysta klatka schodowa kamienicy zaprowadziła go do drzwi z numerem siedem, na drugim piętrze. Stanął przed nimi i przez chwilę się wahał. Zapukać czy nie zapukać? Może lepiej będzie odejść, zrezygnować ze wszystkiego?
Wczoraj, po wyjściu Liama i Sophii, resztę dnia myślał nad tym, czy warto dalej się męczyć z tańcem i zawalczyć o powrót do zespołu. Przypominał sobie wszystkie wspaniałe chwile z chłopakami, zwycięstwa w kolejnych odcinakach X Factora, porażkę na koniec, ale jednocześnie globalny sukces. Pierwszy singiel, pierwszy teledysk, film, szał na trasy koncertowe, pisanie piosenek, nauka gry na gitarze, wspólne imprezy z chłopakami, wygłupy przed kamerą i bez niej, tę genialną przyjaźń... Czy warto to wszystko zostawić na marne, bez sensownego zakończenia?
To była chyba jedna z najtrudniejszych decyzji, jakie do tej pory musiał podjąć. I chciał odwlec ten moment jak najdłużej. Wiedział jednak, że nie ma aż tyle czasu. Tydzień powoli się kończył i musiał się zdeklarować. Zostaje czy odchodzi?
Najgorsze w tym wszystkim było to, że tak naprawdę nie miał wsparcia. Jasne, czterech przyszywanych braci to gigantyczne wsparcie, ale przecież... Nie martwili się o niego non stop. Każdy miał swoje życie, rodzinę, dziewczynę, kumpli... Nie spędzali całą piątką tyle czasu, co na początku istnienia zespołu. Każdy z nich znalazł swoje miejsce w tej światowej plejadzie gwiazd, a tylko Harry czuł się zawieszony w próżni. Jak nic nie warta drobinka, którą trzeba wciągnąć odkurzaczem. Niby nie przeszkadza, ale jednak zakłóca efekt końcowy.
Chciałby z całego serca znaleźć kogoś, kto byłby przy nim na dobre i na złe. Kto naprawiłby go i pomógł odnaleźć sens tego porąbanego życia. Nie było to proste, ale w głębi duszy wciąż liczył na cud. Liczył na dziewczynę, która pokazałaby mu, że wcale nie musi się tak zachowywać, bo jego problemy tak naprawdę nie istnieją.
Czy gdyby zaczął tańczyć i zajął jakieś sensowne miejsce w programie, to czy miałby jakieś szanse na powrót do normalności? Odnalazłby swoje zagubione miejsce? Poczułby się wreszcie częścią czegoś większego? Kiedyś tak było. Dlaczego aż tak się pogubił w tej całej sławie?
Kiedy poszedł do X Factora, powtarzał sobie: "Będę sławny. Zdobędę cały świat i każdy będzie mi zazdrościł." W sumie... Marzenie się spełniło. Został sławny, zyskał przyjaciół, rozgłos, pieniądze... Ale co za dużo, to niezdrowo. Przekonał się o tym boleśnie, kiedy się okazało, że każde jego słowo może być wykorzystane przeciwko niemu, a każdy gest zinterpretowany na opak. Byli z Louisem najlepszymi przyjaciółmi, ale każdy niewinny misiak na powitanie i już wszyscy myśleli, że są gejami. Polubił Barbarę Palvin i poznał ją z Niallem, co zaowocowało kilkumiesięcznym związkiem Horana i modelki, ale każde wyjście z nią na kawę i przyjacielską rozmowę, reszta świata traktowała jak zdradę najlepszego przyjaciela. Wreszcie, kiedy management zaproponował mu udawany związek z Taylor Swift w celu promocji ich albumów w Stanach Zjednoczonych... Ech. Harry może liczył, że z udawanego związku wyjdzie coś prawdziwego, ale prawdziwa natura Taylor mocno dała mu się we znaki. Wycofał się z kontraktu najszybciej jak mógł, za zerwanie umowy zapłacił kilkadziesiąt tysięcy, a w nagrodę dostał od byłej kilka świetnych piosenek o tym, jak to nie można mu ufać i jest beznadziejnym facetem.
Nawet nie wiedział, kiedy zaczęła się ta jego przemiana na gorsze. Po prostu któregoś dnia odkrył, że dobrze jest zapijać smutki alkoholem i bawić się, póki ma kasę i ochotę. Tak robił. Do czasu aż przekroczył pewne granice i zaczął pluć na tych, którzy mu we wszystkim do tej pory pomagali. Ucieczka od problemów nie jest rozwiązaniem. Dobrą odpowiedzią jest stawienie problemom czoła.
Co właśnie próbował zrobić.
Po dłuższej chwili wziął głęboki oddech i nacisnął dzwonek obok drzwi. Przez chwilę nic się nie działo, ale kiedy miał już dzwonić drugi raz, drzwi się uchyliły. Harry zmarszczył brwi, bo nikogo przed nim nie było. Opuścił wzrok o kilka centymetrów i wytrzeszczył oczy na ciemnowłosego chłopca, który przyglądał mu się spode łba. Miał na oko dziesięć lat, ubrany był w granatową bluzę z kapturem i jeansy. I wyraźnie nie spodobała mu się wizyta Stylesa.
-Cześć.- Odezwał się Harry niepewnie.- Jestem...
-Wiem, kim jesteś.- Wysoki głos chłopczyka mocno kontrastował z jego zaciętą miną.- Doprowadziłeś moją dziewczynę do płaczu.
-Co?- Harry nie był pewny, czy dobrze zrozumiał. Na pewno nie. To mu się tylko śni. Po prostu pomylił mieszkania.
-Kiedy moja dziewczyna poprosiła cię o autograf, zwyzywałeś ją od namolnych fanek i odszedłeś z jakąś lalą.- Wyjaśnił znudzony chłopiec.
-Aha.- Powiedział tępo Styles i zmarszczył brwi.- Ile ty masz lat? Nie jesteś za młody na dziewczynę?
-A ile ty masz lat? Nie jesteś za głupi na śpiewanie? Do tego trzeba umieć myśleć.
Zdissował go. Ten mały cwaniak go właśnie obraził.
-Zapytałem pierwszy.- Założył ręce na piersi i zmierzył młodego wyzywającym spojrzeniem.
-Młodsi mają pierwszeństwo.- Chłopiec pomałpował jego pozę z wyraźną drwiną. Harry poczuł, że traci grunt pod nogami.
-Dobra, nie mam czasu na dyskusje z dziećmi. Mieszka tu...
-Sam jesteś dzieciak. A przynajmniej się tak zachowujesz, więc nie dyskutuj z dorosłymi.
-Zaraz mnie szlag jasny trafi.- Wycedził Harry przez zęby.- Mieszka tu Harriet Holmes?
-Może.- Młody nie chciał odpuścić. Może i wyglądał na całkowicie poważnego, ale w duchu tarzał się ze śmiechu, że potrafił trzymać w szachu faceta, w którego zdjęcie wkurzona Hars celowała wczoraj rzutkami. Co więcej, za każdym razem trafiała idealnie w strategiczne punkty tej żabowatej twarzy.
-Możesz ją zawołać?- Jeszcze sekunda i straciłby cierpliwość. Młody przez chwilę nic nie mówił, dopiero po minucie wrzasnął tak głośno, że Harry podskoczył w miejscu i niemal stracił słuch.
-HARS!!!
-Co jest, Mickster?- Z głębi mieszkania dobiegł ich głos Harriet.
-Przyszedł ten twój tancerz!
-Matt? Zawsze go wpuszczasz bez pytania!
-Nie, to ta łamaga!- Harry wzniósł oczy ku niebu i wręcz błagał o cierpliwość.
Obok chłopca stanęła Rita. Chyba przed chwilą robiła coś w kuchni, bo miała pomarańczową plamę na policzku, jak z jakiegoś sosu, a ręce wycierała w kolorową ściereczkę.
-Styles?- Zdziwiła się.- Co ty tu robisz? I jak zdobyłeś mój adres?
-Mój urok osobisty kontra wasza recepcjonistka.- Uśmiechnął się krzywo, ale jakoś jej tym nie rozbawił.- Mogę wejść?
-Jeśli musisz.- Wzruszyła ramionami i otworzyła szerzej drzwi.- Mickey, dokończ lekcje i nie udawaj, że nic ci nie zadali. Wiesz, że jestem w stanie zadzwonić do panny Fitcher i się jej wypytać o wszystko.
-Wiem.- Mruknął Mickey i powlókł się do pokoju.
Harry wszedł do mieszkania i podążył za Ritą do kuchni. Panował w niej niesamowity porządek, idealnie pasujący do całej Harriet Holmes. Wyjątek stanowił tylko blat stołu pokryty różnymi produktami, w opakowaniach i poza nimi.
-To twój syn?- Zapytał Styles, siadając bez pytania na krześle. Rita popatrzyła na niego jak na ostatniego idiotę i popukała się w czoło.
-Mój brat. Gdyby był moim synem, urodziłabym go mając dziewięć lat.
-Różne rzeczy dzieją się na tym świecie.- Chyba powinien był ugryźć się w język.
-Jesteś taki głupi czy tylko udajesz?- Prychnęła, wkładając do piekarnika przygotowaną wcześniej pizzę.- Po co tu w ogóle przyszedłeś? Bo jeśli to kolejny etap twoich końskich zalotów, to sobie daruj.
-Właściwie to przyszedłem cię przeprosić i... powiedzieć, że chcę spróbować.
-Co spróbować?- Oparła ręce na biodrach i zdmuchnęła z oczu kosmyk włosów.
-Zatańczyć. Obiecuję, będę się bardziej starał.- Uniósł dłoń w geście obietnicy.- Słowo harcerza.
-Serio?- Uniosła brwi i sięgnęła po kubek z herbatą. Upiła łyk, przyglądając się uważnie swojemu rozmówcy. Chyba poważnie się nad tym zastanowił, ale ciągle pamiętała jego pierwszą reakcję na taniec. To mógł być tylko chwilowy kaprys gwiazdeczki. Po pierwszym odcinku znowu zrezygnuje.
-Naprawdę.- Wstał z krzesła i stanął na wprost dziewczyny.- Stwierdziłem, że warto spróbować. Nawet jeśli taniec to nie moja bajka.
-To już wiem. Taniec to zdecydowanie nie jest twoja bajka.
-Ale może się nią stać.
-Co ci się stało podczas tej przerwy?- Oparła się o stół, lustrując go poważnym spojrzeniem.
-Powiedzmy, że doznałem olśnienia. Coś mnie trafiło.
-Chyba strzała pseudo-Amora.- Wymamrotała pod nosem.
-Co?
-Nic, nic.- Potrząsnęła głową, szybko zaprzeczając. Błyskawicznie ułożyła w głowie cały plan.- Zrobimy tak. W poniedziałek przychodzisz na próbę o ósmej. Minuta spóźnienia i robisz sto pompek, każda kolejna to dodatkowe dwadzieścia. Zobaczymy, jaki będziesz chętny do pracy. A we wtorek przymiarka kostiumów i próbna sesja zdjęciowa do profili par i czołówki. O dziewiątej w garderobie, ale wcześniej spotkamy się o siódmej. Zapamiętałeś?- Pokiwał gorączkowo głową.
-Jasne, wszystko wiem. Jutro o ósmej, wtorek o siódmej.
-Jutro jest sobota, ciołku. W poniedziałek o ósmej.
-Jasne! Pamiętam, poniedziałek o ósmej.- Rita westchnęła ciężko. To będzie ciężka praca.
-Dobra. Chcesz coś jeszcze?
-W sumie to nie. Będę się zbierał. Dzięki za drugą szansę.- Wybiegł na korytarz, ale zatrzymał go jeszcze głos Harriet.
-Styles?- Odwrócił się w jej stronę z pytającym spojrzeniem.- Trzeciej szansy nie będzie.
-Wiem.- Skinął głową i wyszedł z mieszkania.
Harriet usiadła za stołem i wpatrzyła się w podziurawione rzutkami zdjęcie Harry'ego. Z jednej strony obawiała się, że Styles nie da rady i znowu się wycofa... Słomiany zapał... A z drugiej liczyła, że jednak poszedł po rozum do głowy i zacznie tańczyć. A wtedy... Ona zrobi z niego prawdziwego króla parkietu. Nie odpuści.
Harry Styles będzie albo sromotną klęską, albo największym zwycięstwem.
Sięgnęła na szafkę po rzutkę i wycelowała. Kolejny punkt. Prosto w szparę między górnymi siekaczami.

18 komentarzy:

  1. Doskonale cię rozumiem. Sama nie mam na nic czasu, a ludzie naokoło mówią mi że wyglądam jakbym nie spała, nie jadła, tylko odrabiała i się uczyła. Normalnie patrzę w lustro i widzę zombie. Wracając do ciebie, w sumie to się cieszę, że sobie to opowiadanie na razie odpuszczasz (nie żebym nie chciała go czytać, ale tobie należy się trochę odpoczynku albo przynajmniej odciążenia). Rozdział jak zawsze super. Bardzo mi się podobała rozmowa Harry'ego z Liamem. Fajnie, że Harry przemyślał sprawę i poszedł do Harriet. Nie znalazłam żadnych błędów, ale też ich nie szukałam, bo nie mam czasu i siły. Przepraszam.
    Życzę powodzenia,
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odzywam się po kilku miesiącach i muszę ci przyznać rację! Serio, nie wiem, jak bym się wyrobiła z dwoma opowiadaniami, zwłaszcza teraz, kiedy mam sesję i jedno kolokwium za drugim.
      Liam jak zwykle Daddy Direction ;) chyba trzeba opowiadania, w którym będzie na odwrót xD
      Dziękuję <3

      Usuń
  2. Na początek: rozdział cudowny, chyba najlepszy jak do tej pory na tym blogu :)
    No cóż, smutno mi, że zawieszasz bloga, ale rozumiem i szanuję twoją decyzję, bo myślę, że masz rację. Nie warto się tak bardzo wymęczać, jeśli wiesz, że masz dużo na głowie.
    Będę czytać Nothing's..., bo jest naprawdę niesamowity blog; i czekać na kolejny rozdział na tym blogu tak długo jak tylko będzie trzeba, bo warto.
    Życzę ci powodzenia na drugim roku studiów i weny, no i żebyś całkowicie nie zrezygnowała z pisania ani nawet z chęci studiowania.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy? Poczekaj na kolejne xD
      Nigdy nie zrezygnuję z pisania, przenigdy! A co do chęci studiowania... ech... -.- tych chęci nie mam od dawna, ale chęć zostania lekarzem pozostała, więc się dalej uczę :)
      Dziękuję <3

      Usuń
  3. Zgłoś swojego bloga do Blogowego spisu, pomożemy Ci go wypromować, przez co zyskasz większą ilość czytelników ! Wystarczy wypełnić krótki formularz !
    Nudzi Ci się w zimne, jesienne dni ? Nic nie szkodzi, przejrzyj naszą listę najprzeróżniejszych blogów, od opowiadań aż do blogów tematycznych.
    Na pewno znajdziesz coś dla siebie !
    Zapraszamy !
    http://blogobranie.blogspot.com/

    Administracja, blogowego spisu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja nie lubię czekać na rozdziały... Ale na to warto. Kocham taniec, zwykle unikam czytania o nim, bo mi to przypomina, że przez zdrowie nie mogę już więcej nic z nim robić, ale Twoje opowiadanie przypomniało mi co w nim kochałam. W sumie wciąż kocham. Każdy rozdział czytałam z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie czytam o Harrym, ale ten tutaj jest tak zabawny, że nie mogę odpuścić. Chcę zobaczyć jak Rita go wciska w parkiet :)
    I ten... Odpoczywaj jak najwięcej! Lepiej, żebyś się nie przemęczała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rita jeszcze go wciśnie w parkiet, obiecuję ;)
      A co do tańca, sama zawsze chciałam tańczyć, trenować, ale nigdy nie było czasu, miejsca, chętnych osób do stworzenia grupy... Szkoda. Ale dalej uwielbiam oglądać turnieje :D
      Dziękuję <3

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz niesamowicie! Ciekawe jaką decyzję podejmie Harry? Dlaczego nie dodajesz nowych rozdziałów? Już mamy styczeń :-( Mam nadzieję że będziesz kontynuować bloga :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrz notka przed rozdziałem :)
      Nie dodaję, bo chcę najpierw skończyć opowiadanie o Liamie (konkretnie drugą część), a kiedy się z nią uporam, to na bank wrócę. Cierpliwości ;*
      Dziękuję <3

      Usuń
  7. Kiedy zamierzasz tu coś wrzucić? A opowiadanie Jet bardzo ciekawe, jeszcze z czymś podobnym się nie spotkałam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jakoś za dwa - trzy miesiące, kiedy uporam się z poprzednim blogiem. Nie mam czasu na prowadzenie dwóch na raz, zajęcia na uczelni trwają od ósmej do ósmej -.-
      Cieszę się, że ci się podoba! O to właśnie mi chodziło, żeby pomysł był inny niż wszystkie ;)
      Dziękuję <3

      Usuń
  8. Kiedy wznosisz rozdziały ?:( błagam jestem w maturalnej klasie a twoje opowiadania wzbogacają mi ten okropny czas nauki :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie mam bardzo ciężki okres w związku ze studiami... Dopiero w październiku, muszę sobie parę spraw poukładać, bo życie toczy mi się zupełnie inaczej, niż sobie zaplanowałam...

      Usuń